RECENZJE

Les Savy Fav
Let's Stay Friends

2007, Frenchkiss 3.8

Patrzę sobie właśnie na okładkę nowego LP chłopaków z prawego brzegu East River, i co widzę? Nagi ze wstydu Tim Harrington i jego bogu ducha winna żona próbują opędzić się od watahy rozjuszonych fanów, blogowych pismaków i krytyków muzycznych, do bólu zranionych tegoroczną predyspozycją brooklynczyków, zawiedzionych nowym materiałem i zasmuconych niespodziewanym blamażem. Let's Stay Friends, haha.*

"Raging In The Plague Age", bo pierwsze sześć utworów możemy śmiało zeskipować, to Les Savy Fav jakich szczerze spodziewałem się usłyszeć na ich najnowszym albumie: nagły start, mocno zawiła, acz właśnie przez to charakterystyczna dla zespołu sekwencja agresywnych gitarowych zgrzytów i wymyślnych basowych mostków, a wszystko podzielone na kilka faz o osobnych motywach prowadzących i rytmicznych tematach. Nawiązujący do singli zebranych na Inches zarówno aranżacją jak i kompozycyjnym stylem (patrz: "We'll Make A Lover Of You" czy "Knowing How The World Works"), ten fajny szóstkowy kawałek prezentuje hipotetycznie najbardziej logiczną drogę rozwoju składu. Nic w tym w sumie dziwnego, skoro utwór pochodzi z wydanej ponad rok temu epki internetowej; sęk w tym, że z kompozycji tego typu miał idealnie składać się cały LSF, a rozczarowanie nie miało być aż tak bolesne.

Od pierwszego taktu słychać bowiem, że coś z jest z Timem i spółką bardzo nie w porządku – tu wygłupiają się grając bylejakie motywy (niczym z 3/5) przez kilkanaście bitych minut, tam zapodadzą jakąś banalną zagrywkę godną jedynie komercyjnych pop-punkowych potworków, a najczęściej brzmią po prostu jak przeciętny trzecioligowy zespół rockowy. Nie, post-punk średnio w tym kontekście pasuje – Les Savy Fav "poszerzają horyzonty" tym razem, co w praktyce przekłada się na nu-niezalowe "Comes & Goes" czy też częste próby wkrzeszenia melancholijnej atmosfery "Rodeside Memorial", w masakrycznie nieudanym "What Would Wolves Do?" na przykład. Plus, są jeszcze liczne popisy ujemnego songwritingu, jak otwierający "Pots & Pans" oraz – losowo – 1/3 fragmentów płytki.

Energetyczny wstęp do nienajgorszego "Slugs In The Shrubs" można tymczasem zaliczyć do najjaśniejszych punktów krążka, i tu zbliżamy się do sedna sprawy – żaden nowy kawałek nie składa się wyłącznie z motywów beznadziejnych lub, wręcz przeciwnie – dobrych/dostatecznych/w miarę, a nierówność całego materiału poraża mimo ogólnie nędznego poziomu. Tak czy siak, to właśnie dzięki temu mamy mocną końcówkę "Equestrian", przywołującą na myśl drugi track Inches zwrotkę "Kiss Kiss Is Getting Old", fragmenty całkiem niezłego"The Lowest Bitter", i ostatecznie – 0.8 punkta do oceny.


* Jak łatwo się jednak domyślić, scenka ta nie miałaby w rzeczywistości racji bytu, ponieważ Let's Stay Friends przyjęte zostało nadzwyczaj entuzjastycznie przez większość zachodniej publiki. No comments.

Patryk Mrozek    
29 października 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie