RECENZJE

Lech Janerka
Plagiaty

2005, Sony BMG 4.2

Niespecjalnie warto podejmować próby drobiazgowego sytuowania Janerki na konkretnych stronach stylistycznego atlasu, bowiem mogłoby to zostać odebrane jako wyraz lekceważenia dla indywidualizmu osiągnięć namiestnika naszego niezależnego gitarowego poletka. Nakreślając więc obszar Plagiatów w słowach nad wyraz ogólnych, zostańmy przy generalnym spostrzeżeniu, iż mamy do czynienia z janerkową odmianą alternatywnego rocka, piosenkowo poetyckim, rockiem autorskim, cośtam. Bez skojarzeń z którymkolwiek dotychczasowym obliczem. Istotne to jest z pewnego (mojego własnego) punktu widzenia. Mianowicie mój kontakt z płytą ustawia świadomość datowania się kompozycji z lat 70-tych, młodzieńczego etapu życia bohatera. Ponieważ, zabawne, kiedy usłyszałem o pomyśle Plagiatów ciekawość rozbudziło przede wszystkim wyobrażenie skonfrontowania z okresem twórczości poprzedzającym powstanie debiutu Klausa, zacierałem uszy na myśl o najwcześniejszych świadectwach post-punka w Polsce (i na świecie chyba zarazem). I trzeba uczciwie stwierdzić – dupa, dla "badacza" Plagiaty ciekawe nie są. (I może to jest w nich właśnie ciekawe.). Brzmią jak kolejne normalne wydawnictwo Janerki, a jednocześnie ciąży nieznośnie i uciska sumienie to notorycznie nawracające uzmysławianie sobie "niepełnoprawności" "nowych" piosenek. Rozumiecie, gdybym usłyszał współcześnie nagrane garażowe kawałki o wartości dokumentalnej nie pojawiałyby się wątpliwości, lecz sama radość. Za to tak, oceniać trzeba, nie wiadomo jak.

Okazuje się, na podstawie omawianego wydawnictwa, że młodego Lecha Janerkę bardziej niż wywrotowe, punkowe piłowanie-jakiego-w-tym-kraju-wcześniej-nie-było, zajmowały utwory "para-akustyczne", niby proste i zwyczajne, a jednak jakby złożone oraz w konteksty mnogie. Tak mi się wydaje, taki jest przynajmniej finalny efekt (nie wiem właśnie jaki procent partii trzeciego z brzegu "Roweru" sięga czasów autora-nastolatka, może tylko szkielet akustyczny?; podobny problem pojawia się stale, liner notes brak niestety). Janerka wspominał o inspiracjach beatlesowskich, ale czy ja wiem... Abbey Road-owy closer chyba (trawestacja "Her Majesty"), reszta sprawia wrażenie piosenek nie oglądających się ani za siebie, ani dookoła. Czy będzie to podniosła repetycja "Karma Kram", uliczne w klimacie "Kill Gil" (Maleńczuk solowy grywał później/wcześniej podobne rzeczy), czy bezpretensjonalna eschatologiczna kołysanka "I Jak Ci Tam W Tym Niebie". Najbardziej intryguje początek, zaskakujący atmosferą zimnofalowego około-industrialu z jakimiś lodowatymi inkrustacjami i szczękoświstami z tyłu. Swansami powiało.

Co do tekstów Plagiatów, budzących powszechny zachwyt nieumiarkowany, nie podzielam tak wielkiego entuzjazmu naszego społeczeństwa, i na tym poprzestańmy.

Michał Zagroba    
22 listopada 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja