RECENZJE

Lech Janerka
Fiu Fiu

2002, BMG 7.3

Nie pójść na występ Lecha Janerki – jeśli taki jest w ogóle w planie – to grzech. Tak rzadko nagrywa, tak rzadko koncertuje... Artysta, którego nazwiska nie ma co nawet próbować tłumaczyć. Janerka równa się sztuka. Janerka równa się bezkompromisowość. Janerka równa się mądrość. I wiele, wiele więcej. Wiecie, prawda? Gdyby nie on, to prawie nie byłoby czegoś takiego, jak polska muzyka niezależna. Nie byłoby czym pochwalić się w świecie. Nie, nie byłoby niczego. Ale wy o tym i tak wiedzieliście. (Nie mówcie mi że nie, cholera.)

Rzadko koncertuje. Zatem poszedłem na gig niejako promujący nowy krążek artysty. Zobaczyłem faceta, który mimo swej dojrzałości wciąż reprezentuje duchową młodość. Który, wbrew temu, co tam sobie opowiada, ma w sobie nadal mnóstwo energii. I potrafi przekazać ją na zewnątrz. Tu nie idzie o skakanie na scenie, o rozbijanie gitar. Idzie o charyzmę, o przyciąganie, zwyczajnie wyzwalające energię w odbiorcy. Sądząc po reakcjach innych widzów, wierzę, że nie jestem osamotniony w tej opinii.

Rzadko nagrywa. To jest dopiero radocha: nowa płyta Janerki. Jak wiadomo, sam zainteresowany zwykł wypowiadać się dość krytycznie o bieżących zjawiskach w muzyce pop. Wtedy zawsze człowiek myślał: no tak, ciekawe, co on zaprezentuje w swoim materiale? Kiedy już przychodzi ten moment, okazuje się, że nic odkrywczego. Nie przejmując się innymi, gość gra sobie to, co chce. No ok, ale właśnie na to wszyscy czekaliśmy, nieprawda?

"Raczej" otwiera Fiu Fiu na mocnej nucie, przywodzącej w pierwszej chwili na myśl Klaus Mitffoch, ale zaraz później jest już Janerka łagodniejszy, z dystansu. Skandowany refren "Trzeba iść do nieba" oraz tnąca gitarka jak zwykle u tego człowieka irytują i tak ma być. "W Naturze Mamy Ciągły Ruch", pamiętany ze składanki Co Lepsze Kawałki, wprowadza gęste, stojące pejzaże gitary i figurę basową, która w znany dobrze sposób porządkuje całość. Ze względu na monotonny śpiew Janerki, na pierwszy plan wysuwa się tu Wojciech Seweryn ze swoją gitarą (podobnie, jak i w wielu innych fragmentach Fiu Fiu).

"Wirnik" znów niepokoi nerwowym rytmem i niemal podwajanym przez wokal riffem basowym. Gitara jęczy komponując się z sekcją idealnie, co zresztą było do przewidzenia: ten człowiek jest przecież mistrzem aranżacji. Zwrotka utworu "Wieje" jest niezbyt skomplikowana, ale ma w sobie siłę, moc. Za to refren należy do szczytowych chwil całego albumu: "Wyprowadzam się / Wyprowadzam się na górę". Progresja akordowa udowadnia, jak Janerka czuje melodię, jak czuje muzykę w każdym zaśpiewie.

Mój prywatny faworyt na Fiu Fiu to "Leon". Opowieść o kierowcy zespołu Janerki (w składzie: Bożena Janerka, Wojciech Seweryn, Ryszard Gus), który pewnego dnia obudził się zupełnie innym (mentalnie) człowiekiem. W warstwie muzycznej jest chyba najdoskonalszym nawiązaniem do złotych lat Klausa: te harmonie, powodujące uśmiech na twarzy. Uśmiech radości rzecz jasna.

Później jest różnie. Trzyminutowy żart "Allelujaż" pomieścił w sobie zarówno pętle jungle'owych bębnów, jak i jednostajne bicie na trzy, co daje efekt wręcz polirytmiczny! Ale kiczowaty, bardowski refren był już niepotrzebny, podobnie jak komentarz Lecha na temat "Polsatu" i "Canalu". Lepszy już jest "Daj Mi", przyczajony, skryty, a przecież interesujący. (Z tekstem: "Karol przez duże P".) Z kolei "Zero Zer" ciągnie się przez siedem minut i brzmi jak na mnie zbyt patetycznie, rozkleja się. "Wszechświat się skończy a ocaleją tylko ci / Co zrozumieli ten dziwoląg / Miłość". To trzeba mieć dzień na takie sentencje.

Janerka wraca do gry wraz z kawałkiem "Ceremonie", wybornym. Drugim, obok "Raczej", skomponowanym przez Seweryna (który nagle wyrasta na cichego bohatera Fiu Fiu). Obudowując kolejnymi liniami dwie nuty basowe, muzycy zwiększają napięcie, w oczekiwaniu na kulminację, której w końcu nie ma. Gitara, powtórzę to raz jeszcze, mistrzowska. Co do zamykającej Fiu Fiu "Pieśni Mijających Się Wielorybów". Otóż jest to rzecz najbardziej tu eksperymentalna, ambientowa nawet. Kłopot, że tak osamotniona na tle reszty materiału. Wypada więc niewyraźnie.

Chrypi wciąż Janerka (jak w "Wieje" – przeciągle, konsekwentnie) i wcale nie chcę, żeby przestawał. Za dużo na horyzoncie czystych, wygładzonych głosików.

Borys Dejnarowicz    
23 kwietnia 2002
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships