RECENZJE

LCD Soundsystem
Yeah (SP)

2004, DFA 4.4

Jeśli wiesz co to dance-punk, a nie słyszałeś o DFA, to warto byś uzupełnił faktografię. Ukryty bowiem pod trzema literami duet (tworzą go James Murphy i Tim Goldsworthy) to kolesie niezwykle aktywni w procesie powstawania gatunku kojarzonego dziś przede wszystkim z Rapture tudzież z !!!. Sprawą oczywistą jest określenie produkcji albumu jako jednego z filarów dance-punku. DFA to właśnie kolesie mający być skrzyżowaniem studyjnych rzemieślników z kreatywnymi lekkoduchami, w których to żyłach płynie niebieska krew groove'u. Oceńcie sami, czy Murphy i Goldsworthy (którzy sygnaturą DFA firmują również własną wytwórnię płytową) spełniają warunki cyrografu; ja przedstawię wam tylko wyodrębnioną listę krążków, w których maczali palce (w większości przypadków czyniąc to razem): XTRMNTR, Shake Your Coconuts. (Huh.) Gotham! (!) 3/5, Echoes. Ekhem.

LCD Soundsystem to połowa jak widzicie niezwykle dla narodów świata zasłużonego (i to już po ledwie pięciu latach działalności) teamu DFA. A konkretnie za tą nazwą skrywa się Murphy. Yeah to trzecia mini-albumowa zapowiedź długogrającego krążka (ukaże się on jesienią) dance'owego czarodzieja, a znajdujemy na niej dwie odmiany tytułowego okrzyku. Pierwsza, opatrzona w całości tytułem "Yeah (Crass Version)", zapowiada się całkiem przyjemnie – bardziej ze względu na luksusowe wdzianko bitu, niż na samo jego otoczenie. Ono z postaci nijakich napędzaczy (i chędogiego basu, który jednak szybko zanika), w czwartej minucie tracka przeobraża się w obserwację żmudnego nadchodzenia acidowej miazgi. Ku mojemu rozczarowaniu nie jest ona precyzyjnym przykładem choćby Blietzkriegu; to raczej dywanowy nalot, tyleż zmasowany, co nieskuteczny. Bezład w szeregach usiłują ogarnąć przedzierające się na początku dziewiątej minuty tam-tamy, i owszem, wprowadzają pewne ożywienie w cierpiącej paradoksalnie na ciężką stagnację treści kawałka.

"Yeah (Pretentious Version)" jeszcze dosadniej stosuje retorykę kojarzoną przede wszystkim z przemowami polityków. Klecąc wypowiedź rozlegle (na przestrzeni ponad jedenastu minut!), Murphy zamiast prezentować interesujące zagadnienia zbywa nas dance'owymi ogólnikami, kołując ponadto nieustannie wokół tego samego tematu (tylko na początku pojawiają się krótkie próby podrażnienia zmysłów, i na nich się niestety kończy). Gdyby kazano mi wskazać jakieś ugrupowanie polityczne palcem, ominąłbym Samoobronę i LPR, bowiem formie "Yeah (Pretentious Version)" mimo wszystko daleko od chamskiej prostoty. Jest również szczera (ten wiwatujący okrzyk w połowie siódmej minuty), odpada zatem SLD-UP wraz z SDPL. Patrząc zatem już tylko na prawą stronę sali oraz kierując się wysoce wykwalifikowaną i zarazem przynudzającą strukturą kawałka, należy wybrać Unię Wolności, z jej wizerunkiem partii ludzi wykształconych, ale nieumiejących się wyrażać przejrzyście.

Mimo wszystko trudno się zgodzić z ideą podsunięcia Władysławowi Frasyniukowi LCD Soundsystem jako podkładu do spotu wyborczego. Zwróćcie uwagę, jak niewiele czystych konkretów da się powiedzieć o bądź co bądź dwudziestu minutach muzyki: nie musiałem się w tej kwestii za bardzo przemęczać. Z napoceniem się niewiele wspólnego ma również reakcja organizmu na oba wykłady o "Yeah" (temacie przecież obszernym i frapującym masy). W tany porwani zostaną jedynie rasowi wyjadacze parkietów, zwłaszcza, jeśli są od bitu uzależnieni bardziej niż od powietrza. Zwykli śmiertelnicy zostaną w domach, zwracając uwagę, że oprócz umiejętności technicznych i nieograniczonego uwielbienia rytmu, należy dysponować zasobem w miarę rzeczowych pomysłów. Na przykład takich, jakie wysmażyli zdolni imprezowi minimaliści z Tussle.

Jędrzej Michalak    
9 lipca 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja