RECENZJE

LCD Soundsystem
This Is Happening

2010, DFA 6.1

Nadeszły lub nadchodzą czasy, w których patrzenie na LCD Soundsystem z perspektywy 2010 roku będzie (jest?) patrzeniem na relikt, może nie odległy czasowo, ale stylistycznie już trochę, mimo, że paradoksalnie zespół nadal brzmi "nowocześnie" (etykietka "nowoczesność" implikuje krótkoczesność tego nowego, prawda?). Bezduszna hipsterka na moje szczęście zdaje się odchodzić w przeszłość jako rekwizyt middle-00’ zastępowana przez zaangażowanie pozbawione blazy jak Wilq przy Entombecie, gdyż po drodze przebytej przez nas – świat od czasów pierwszego LCD i słodkiej trzydziestki-piątki z Daft Punk u Murphy’ego na kwadracie czasy się zmieniły: po drodze złapały nas hypnagogic i chillwave. Złapały, pokazując, że cytowanie może być nie tylko (zajebistym, bo Murphy robi to zajebiście) podłapywaniem foremek, tricków i patentów songwriterskich z klasycznych winyli przeszłości, ale zaangażowaniem tfu, ducha, hauntologią właśnie, nastrojem, procesem psychicznym. A też ironia nie musi być chwaleniem się jak wiele blazy potrafisz unieść, a procesem do czegoś prowadzącym.

Od Murphy’ego, broń Panie Boże, nie powinniśmy oczekiwać wolty stylistycznej czy pokutnego paradowania w kapucy chillwave’owego neofity. Nie proszę jednak o wiele, proszę jedynie, aby dać mi prawo bycia krytykiem muzycznym – nie będę płakał po Jamesie Murphym. Dobra, żarty, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i miodem, natomiast od LCD nikt się cudów nie spodziewał to i ich nie dostanie. Murphy nadal nieogolony i gruby gra swoje na przekór burzom, na przekór tankom (ciekawe na ile je zauważa?), oczami strzelając na ten pełen niesprawiedliwości i świetnej muzyki świat wyraźnym, choć nie gromkim don’t care.

Zaryzykowałbym, że nieco zmieniła się pula cytowanych rozwiązań. Już to ewolucji uległa moda, na którą LCD chce odpowiadać, już to – uwaga – LCD okrzepł jako projekt i dokładniej, śmielej osadził swoje zainteresowania w nowojorskiej elegancji i stajlu. Dość, że wydaje się brakować Eno, czy Barretta w układzie odniesień. Szkoda mi, bo lubiłem te tropy w omawianej twórczości. Bez obaw jednak, nadal można bawić się w audiotele intuicji – dajmy na to, że ogłaszam konkurs bez nagród: jeśli w "All I Want" mamy The Strokes, to co słyszę w samym tylko wejściu i trwaniu wokalu (wokalu?) w "You Wanted A Hit"? Jeśli bit "One Touch" to jakieś Chemical Brothers, to na czymże osadzony jest (możliwe, że mój ulubiony) "Dance Yrself Clean"? Wiecie, ten niby stonowany początek. Tak się można bawić, i tak dalej się można bawić, i dalej można się tak bawić, i tak dalej.

This Is Happening nadal obfituje w długie, wciągające, proste, ale trafne bity, nadal jest "dance-punkiem" (???), nadal jest muzyką podsumowującą pewien etap muzyki, ponadto raczej spójnikiem niż wielokropkiem, a nie muzyką coś nam otwierającą, chyba, że wspomniane klapki w mózgu, odpowiadające za skojarzenia i namechecking. This Is Happening nadal jest albumem fajnym, a LCD nadal jest fajnym zespołem, a także zespołem istotnym, niemniej jednak cieszyłbym się, gdyby była to ostatnia płyta sygnowana tą nazwą i rozpoznawalnym stylem ("rozpoznawalny styl"), bo Murphy’emu należałoby się nie zostanie artystą roztrwonionym. Nieliczny przypadek poziomu istotności sprawiedliwie większego niż poziom albumów, przy okazji. A album jest trochę jak video do "Drunk Girls" – fajne, kurczę, ale czy kogokolwiek zachwyciło, pomimo pomysłu i świetnego wykonania (Spike Jonze przecież)?

Radek Pulkowski    
17 maja 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie