RECENZJE

Land Of Talk
Cloak And Cipher

2010, Saddle Creek 5.8

ŁK: Wydawałoby się, że Land Of Talk, jeden z małych zespołów orbitujących wokół giganta Broken Social Scene, zapomniał o swoich punkowych – powstrzymałem się przed napisaniem "riot grrrl", nie ma co tak nazywać każdego głośnego zespołu, w którym śpiewa kobieta – początkach. Some Are Lakes, ich poprzedni album był niespodziewanym skokiem na spokojną, orkiestrowaną, "kanadyjską" wodę. Delikatny indie-popowy tytułowy utwór z Cloak And Cipher rozpoczyna album tak delikatnie, jak tylko można. Ale zespół wprowadza coraz większe napięcie i nagle następuje erupcja. Piłująca gitara w "Swift Coin" wystarczy, żeby przekonać sceptyków, że przyda nam się mały 90s revival. Miękkie łoże refrenu pośród hałasu to z kolei dowód na to jak dobrze Land Of Talk radzą sobie z melodią. A mogą też dać sobie spokój z łagodnością – "The Hate I Won't Commit" to zniekształcony wokal Lizzie Powell, jej riff z drutu kolczastego i powolny marsz sekcji rytmicznej. Kiedy w outro gitara i bębny zadają słuchaczowi razy, a bas próbuje dyplomatycznie kroczyć między nimi, można pomyśleć, że to jakaś zagubiona post–hardcore'owa perła sprzed lat. Do cholery – te spokojne piosenki też są dobre! "Color Me Badd" leży gdzieś między Arcade Fire i Sinéad O'Connor, ale Land Of Talk są lepsi niż Arcade Fire. "Better And Closer" mógłby być kawałkiem Julee Cruise, może utworem z ostatniego albumu M83, w każdym razie to świetny vintage'owy dream pop. A "Blangee Blee", mój ulubiony track łączy w sobie LoT marzycielskie i raźne, pokazując, że w najlepszych momentach są wręcz fenomenalni. Zaskakująco kończy się on gitarową kodą wyciągniętą z książki zagrywek Edge'a. Zaskakująco, jest to tutaj najwłaściwsze. Oto przed wami Land Of Talk, zespół używający szerokiej palety barw, korzystajcie.

JB: Na początku chciałbym przypomnieć, że ocena czwórkowa oznacza płytę przeciętną, czyli taką na poziomie większości wydawnictw. Nie ma więc mowy o jakiejś kosmicznej tragedii. Mało tego, ta płyta może się wręcz podobać, jeśli tylko ktoś czeka na album PJ Harvey on Valium. Jako, że pewnie nudziłbym się nawet przy PJ: Free BJ, Cloak And Cipher po prostu zlewa mi się w bryłkę szarej, bezkształtnej magmy. No właśnie, debiut w duchu Sleater-Kinney miażdżył, Some Are Lakes zawierało fajnie wyważony materiał ("It's Okay" vs. "Corner Phone") z okolicznościowym hookiem ("Some Are Lakes"), tegoroczny album zawiera zaś piosenki, których nie zapamiętałby nawet słoń z autyzmem. Jeśli kogoś tutaj, naprawdę, cokolwiek ekscytuje, to ja bardzo poproszę o namiary na tego dealera.

KM: Ja z tych, co jak słyszą 90s revival, to myślą sobie o Saint Etienne, The Prodigy albo eurodance, a dopiero w drugiej kolejności do głowy przychodzą im grandżowcy, brit-pop i amerykańskie indie, ex aequo. To bynajmniej nie znaczy, że nie potrafię docenić ciekawej, gitarowej muzyki. Warunek jest jeden – musi być ciekawa. Land of Talk być może go spełniali, ale to było dawno temu i nie ma co popadać w sentymenty. W ocenie Cloak and Cipher zgadzam się z Jankiem – nudy na pudy i po paru piosenkach wiadomo już wszystko, chociaż nie byłbym znowu tak radykalny. Ten album może się podobać, wręcz bardzo podobać i wcale nie trzeba się do tego wspomagać w sposób zaawansowany, ani też pisać dla takiego jednego, innego portalu recenzenckiego. Szkopuł w tym, że ja nawet nie mam ochoty do niego wrócić, żeby móc wymienić ewentualne powody takiego uwielbienia. A płaszcze już nosicie?

KFB: Płaszcza nie noszę, ale zgadzam się co do głównego przesłania – tragedii zdecydowanie nie ma i pewnie prędko nie będzie, bo oni są na to zwyczajnie zbyt zdolni, natomiast moje zastrzeżenia generalnie odnoszą się do kierunku rozwoju grupy przez ostatnie lata. Pamiętamy początki Land Of Talk, przecież oni debiutancką EP-ką poustawiali tam wszystkich po kątach wlewając nadzieję w serca sierot po Pretty Girls Make Graves, ale niestety żaden z dwóch longplayów nie nawiązywał do tych kapitalnych momentów w takim stopniu, w jakim bym sobie tego życzył. Jasne, pojawia się jakieś puszczanie oka czy inne pozdro dla kumatych w niektórych utworach, ale jak dla mnie to zdecydowanie za mało by się Cloak And Cipher jarać. Na poprzednim albumie ułagodzili mnie tym słodkim pierdzeniem, teraz też się obronili, ale jeśli to będzie szło w tym kierunku to następnym razem "wpadnę i zrobię gnój. Albo komuś przypierdolę w ryja przy wszystkich pracownikach". Tak, bo jeśli idzie o honor mojego indie, to potrafię być bardzo radykalny.

Krzysztof Michalak     Jan Błaszczak     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak    
13 września 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja