RECENZJE

Lambchop
Damaged

2006, Merge 6.2

Na Damaged mamy wszystkie te elementy, do jakich Lambchop zdążył nas już przyzwyczaić: niepowtarzalny śpiew ( czy jak kto woli melodeklamacja) Kurta Wagnera, alt-country'owe brzmienie gitar, smyczki (na szczęście mniej niż na dwupłytowym wydawnictwie z 2004 roku), nieco jazzujące aranżacje, leniwe tempo. W zasadzie tylko raz, w closerze, muzycy rezygnują z tego sprawdzonego schematu, ale o tym za chwilę. Przedtem słowo o Marku Neversie, który po raz kolejny zajął się nagraniem albumu tej grupy i znów z sukcesem ujarzmił kilkunastu muzyków sprawiając, że każdy dźwięk jest na właściwym miejscu, o co przecież niełatwo przy takiej ilości intrumentów. Umiejętności tego producenta tak zauroczyły panów z The Clientele, że specjalnie pojechali do Nashville, by móc współpracować z nim przy nowej płycie, kóra spodziewana jest na wiosnę. Swoją drogą londyński zespół to całkiem dobra analogia do twórczości kolektywu Wagnera. Podobnie jak angielski kwartet (niedawno do zespołu MacLeana dołączyła przeurocza skrzypaczka), tak Lambchop od lat konsekwentnie podążą wybraną przez siebie stylistyczną ścieżką nagrywając de facto wariacje na temat jednej piosenki nie tracąc przy tym nic z oryginalności i wciąż z łatwością urzekając słuchaczy. I choć bez wątpienia Kurt nieco zboczył z trasy przy okazji albumów z "C'Mon" w tytule, to tutaj wraca do songwriterskiej formy.

Nic odkrywczego więc się na tej płycie tak naprawdę nie dzieje, ale też nikt od Wagnera i kompanów rewolucji nie oczekuje. To dlatego nie przekonuje głośny i odstający klimatem od reszty tracków złowieszczy closer "The Decline Of Country And Western Civilization", który w warstwie tekstowej zdaje się między innymi wyrażać zdegustowanie Kurta poziomem obecnej muzyki promowanej choćby przez Pitchforkmedia ("You see your Pitchfork i-rock saviors / And I'm sorry I still prefer Jim Nabors / And damn they're looking ugly to me"). Chyba biedak posłuchał Islands albo I'm From Barcelona. Nawiązując w tym samym utworze do swojej niedawnej choroby ("I still hold my hip each time I sneeze") Wagner nie rezygnuje z tego, co zawsze stanowiło o wyjątkowości jego tekstów, a więc z niezwykle osobistego podejścia do songwritingu. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że obcujemy z fragmentami pamiętnika artysty. Nie dziwi więc wspomniane nawiązanie do wyleczonego podobno raka, a także pisanie o kłopotach we własnym związku w piosenkach "Short" czy "Prepared [2]", która byłaby highlightem tego albumu, gdyby nie kawałek spod indeksu piątego. Najjaśniejszym momentem Damaged jest bowiem na pewno wolno rozwijający się utwór "Beers Before The Barbican", który zaczyna się jak kolejna zwykła ballada alt-country, jakich Wagner napisał już dziesiątki, a kończy dęciakami niczym z piosenki z wytwórni Motown. O tym, że lider Lambchop jest mistrzem miniaturek opisujących kolejne mijające dni z życia amerykańskiej suburbii przekonuje z kolei nieco soulowy, urzekający "I Would Have Waited All Day", w którym Kurt wciela się w rolę zmęczonej życiem gospodyni domowej czekającej na powrót męża do domu.

Podsumowując: nowe wydawnictwo Lambchop to świetna propozycja dla wszytkich tych, którzy za szczytowe osiągnięcie tego kolektywu uważają albumy Nixon i Is A Woman. Damaged jawi się bowiem przekonującym połączeniem przebojowości pierwszej z tych płyt z niezwykle intymną atmosferą drugiej, która jest najbardziej cohenowskim krążkiem w karierze zespołu z Nashville. Ja tam nadal lubię takie smęty i nic nie zapowiada, żebym przestał.

Tomasz Waśko    
21 grudnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja