RECENZJE

Lali Puna
Faking The Books

2004, Morr 6.6

Wdrapując się kiedyś po schodach jednego z Empików, obrzuciłem lekceważącym raczej wzrokiem półkę podpisaną "Nowości". Coś była ona wyjątkowo żółta tym razem. Co więcej, nie od produkcji sezonowych, a od dziesiątek poukładanych obok siebie płyt Lali Puny. Moje zdziwienie osłabło, gdy przypomniałem sobie o innych elementach kampanii propagującej nowe wydawnictwo niemieckiego zespołu u sąsiadów zza wschodniej miedzy. Koncerty, występ w radiu, artykuły. Co prawda promuje się moim zdaniem najmniej udane dzieło kwartetu, trudno z drugiej strony nie docenić pojawienia się w polu widzenia szerszej publiczności muzyki nie tylko dobrej, ale i powiewającej nowością (stosując mainstreamową miarę oczywiście).

Porzucając ogólnonarodowe spojrzenie, zerknijmy na sam krążek. Spełnia on podręcznikowy opis followeru Scary World Theory. Nie był to album piorunujący (co sugerowałaby nasza pierwotna, znacznie zawyżona ocena tego wydawnictwa), ale za to wyrównany i nastrojowy. Czego nie można tak dobitnie powiedzieć o Faking The Books – Lali Puna zapragnęła orzeźwić senne oblicze swojej muzyki, częściej sięgając po żywe instrumenty. Właściwie nawet nie tyle jest ich tu więcej liczebnie: są po prostu głośniejsze. Elektronika nie pełni już w tak oczywisty sposób roli brygadzistyki, nader często przyćmiona wyjątkowo silnie wrzynającymi się w struktury dźwięku drumami i brzytwiastą gitarą. Trzeba oddać Niemcom, że przy dobrych kompozycjach ("Call 1-800 Fear", "Micronomic") dokonane przepoczwarzenie zdaje egzamin, wkomponowując się w rześki charakter tych i innych kawałków.

Byłoby cacy, gdyby wszystkie utwory trzymały sztamę z konkretem, najlepiej w postaci dobrej melodii lub choćby ciekawego przechodzenia w hook przeciętny. Tak nie jest: sporo siódemkowych szlagierów (dopisałbym do listy jeszcze choćby singlowy "Left Handed" z nutką de...strukcji pod jurysdykcją sekcji rytmicznej oraz "Grin And Bear" z kilkoma rodzajami udanie uformowanych zamgleń w tle) musi utrzymywać na swych barkach niebanalną dozę materiału spowinowaconego z przeciętniactwem, jaki mamy dla przykładu w instrumentalnym "People I Know". Owszem, przyjemne to to, ale startu do odpowiedników z poprzednich płyt (mam tu na myśli dobry "Press My Tummy" i wyśmienity "50 Faces Of") niet. Podatność na erozyjne działanie zęba czasu (kolejnych przesłuchań) wykazują również dwa utwory wieńczące Faking The Books. Kiepsko urozmaicone szybko nam obojętnieją. Na szczęście odległości między poszczególnymi pozycjami na wykresie obrazującym poziom wszystkich tracków płyty nie są znaczne; szerzej zakrojonych prób przekroczenia dolnej granicy sześciu dużych punktów też nie zanotowałem.

Valerie Trebeljahr stara się poszerzyć grono zalet krążka swoimi tekstami. Ze skutkiem przeważnie takim sobie: zdania w stylu "You say / Remember the small things" nie należą do tych trafiających w sedno, obejmujących szerokie sfery życia. A sposób ogłaszania tej myśli przez Valerie oraz towarzyszący temu, zrobiony "na poważnego" landschaft usiłują zasugerować w "Small Things" co innego. O wiele lepsze linijki oferuje za to wspomniany już "Micronomic" ("Where do you want to go? / Where do yo want to go now? / You're the last to know / They've changed your future"). Słowa te bez sztucznego wsparcia bronią się same, być może nie tylko lgnąc do defensywy.

Na streszczone do tej pory słabostki Faking The Books można by przymrużyć powieki, gdyby nie oferowana nam przez album głębokość fonii. A ściślej: jej płytkość. Nawet w najlepszych słuchawkach płasko tu jak w Holandii. Lali Puna nigdy nie skupiała wokół siebie zwolenników leżakowania we wszelakich strukturach i płaszczyznach, nie tylko oni jednak skazani są obecnie na przewracanie się z boku na bok i tęsknotę za najmniejszym dźwiękowym materacem. Podobno zdrowiej jest spać na twardym; metafora akurat tego stwierdzenia (z niekorzyścią dla Lali Puny) nie obejmuje. Szkoda: Faking The Books miałoby szansę na zmieszczenie się w pierwszej trzydziestce, czterdziestce płyt roku. A tak ląduje w miejscu sporo mniej atrakcyjnym od Scary World Theory i nieco mniej żyznym od Tridecodera.

Jędrzej Michalak    
14 lipca 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie