RECENZJE

Ladytron
Witching Hour

2005, Island 6.3

Ladytron jest – i zawsze był – tak świetnie skrojony na miarę, aż wydaje się to być przerażające. Czy jakiś inny zespół pasuje lepiej do dzisiejszej popkultury? Mam na myśli całość – muzyka, wizerunek, przekaz. Z powodów nie tylko wizualnych porównałbym ich do Placebo – może muzyka dość odległa, ale kreacja dwuznacznej seksualności prawie ta sama. Nastolatkowie są zachwyceni i zakochani tak w muzyce, jak i w muzykach (wiem, bo widziałem wpisy na gronie), nieco starsza kategoria wiekowa chwali za inteligentny flirt z popem przy zachowaniu indywidualnego sznytu. Co tu zresztą się rozwodzić: ich muzyka jest nieprzyzwoicie stylowa; słuchać "Playgirl" czy "Flickin' On Your switch" to jak siedzieć we wdzianku od YSL za kierownicą nowego Ferrari w drodze do klubu z zajebiście ostrą selekcją, w którym każdy cię zna i poważa. Tyle, że Ladytron jest daleko bardziej realny. W ich wykonaniu nawet słowiańskość – zazwyczaj passe – zyskuje na coolowości, o czym świadczą zaśpiewane po bułgarsku "Discotraxx", "Commodore Rock", czy "Fighting In Build Up Areas". Każda ich płyta (ta jest trzecia) zawiera zestaw utworów, które, gdyby były odrobinę mniej perwersyjne, mogłyby się stać przebojami w (prawie) każdym radiu. Inna sprawa, że na każdej płytce znajdowały się kawałki dość wymuszone i irytujące brakiem pomysłów. Nie inaczej rzecz ma się z Witching Hour, która posiada wady jak i zalety poprzedniczek.

Ale zacznijmy od środka, czyli od brzmienia. Nowością są tu gitarowe aranżacje, które kojarzą się trochę z pop-indie, trochę (momentami) z 4AD, chociaż funkcję spełniają raczej rytmiczną i wypełniającą plan dźwiękowy, a nie rozmywającą, jak to często zdarzało się w nagraniach typowych zespołów z tej londyńskiej wytwórni. Jest to ewidentne odwołanie do obecnej popularności gitarowego rocka, ale brzmi nienajgorzej. Mimo że to trochę koniunkturalne zagranie, czuję się przekonany – pewnie dlatego, że cenię u artystów gotowość do zmian i modyfikowania swojego wizerunku. Co z tego wynika? Wcześniej na wskroś elektroniczny Ladytron brzmi teraz bardziej na podobieństwo pop-gitarowej kapeli z lat osiemdziesiątych (powiedzmy Duran Duran). Ale popatrzmy, co się kryje pod produkcją. By nie pastwić się nad mało wartymi zapychaczami, przelecę po najbardziej udanych kawałkach. "High Rise" – szybko, melodyjnie, gitary jazgoczą, ale wokale nie pozostawiają wątpliwości, że to Ladytron. To chyba najostrzejszy utwór na płycie, pewnie dlatego znalazł się na samym początku.

Dalej – dwa zajebiste utwory, jakie tylko Ladytron potrafi zrobić: "Destroy Everything You Touch" i "International Dateline". Nie dość, że melodia chwyta i nie puszcza od pierwszego przesłuchania; nie dość, że sprytne odwołanie do najlepszych wzorców; to jeszcze teksty doskonale rozwijające formułę dwuznacznego popu. Głód uczuć, samotność, miłość/nienawiść podane w formie chwytliwych wersów. Żeby nie było, że ściemniam, zacytuję: "Woke up in the evening / To the sound of the screaming / Through walls that were bleeding / All over me / Untied and weightless / Unconscious as we cross / The international dateline / Let's end it here". Po prostu znakomite kawałki o kondycji współczesnego człowieka w kontekście życia emocjonalnego, że pierdolnę nieco innym typem dyskursu. Kolejnym bardzo mocnym punktem jest "Beauty", chociaż jazda zaczyna się dopiero w połowie utworu, kiedy po nudnawym wprowadzeniu wjeżdża jeden z najładniejszych ladytronowych tematów. "White Light Generation" i "All The Way" kojarzy mi się z kolei z kapelami typu Cocteau Twins – nieco odrealniony klimat i rozmyte tym razem brzmienie. Zresztą, nie ma sensu mówić zbyt wiele; poza kilkoma ewidentnie wymuszonymi piosenkami można Witching Hour potraktować jako wzorzec we właściwym stopniu skrzywionej popowej płyty. Słowem: może Ladytron zmienił styl ubierania, ale jeśli ktoś jest ładny to we wszystkim mu/jej do twarzy. Może nie jest to trzęsienie ziemi, ale jeżeli ktoś zna i lubi, to nie pogardzi tą płytką.

Piotr Cichocki    
16 marca 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie