RECENZJE

Kylesa
Spiral Shadow

2010, Season Of Mist 6.7

ŁK: Spiral Shadow Kylesy to chyba metalowy crossover roku. Pamiętam, że polecałem ten album ludziom od jego premiery w październiku, więc musi to być crossover bo nie jestem jakimś mega pilnym tropicielem metalu. Ale słyszę też dlaczego Spiral Shadow może przemawiać do ludzi wychowanych na indie rocku i hardcorze – entuzjastyczny Brandon Stosuy usłyszał tutaj wpływy Built To Spill i, kurde, nie powiem, żeby riffu w "Don't Look Back" nie mógł wymyślić Doug Martsch (o, ale przecież to też jest podobne do "Today" Smashing Pumpkins). Tak jak na poprzednich albumach, zespół wznosi się ze sludge metalowego bagna w hardcore'owe gnanie – "Tired Climb" przypomina nawet o At The Drive-In. Ale słychać progres od, już zwracającego uwagę hipsterów, Static Tensions – brzmienie jest bardziej uporządkowane, co może się tylko przysłużyć zespołowi z dwoma perkusistami, piosenki mają więcej miejsca na oddech. A piosenki napisali akurat znakomite – "Back And Forth" to pierwszorzędny post-hardcore, jaki Les Savy Fav chcieliby jeszcze nagrać, "Don't Look Back" ze swoimi heroicznymi gitarami i skandowaniem wyciągnie w góre pięści wielu dzieciaków, "To Forget" wije się jak wąż pod zajebistym, niemal rapowym wokalem Laury Pleasants. Fani Opeth będą znów biadolić, że w indie światku promuje się mniej ciekawe metalowe zjawiska (btw. - ostatnia płyta Mastodon: zajebiiiiista), puryści będą się krzywić, że granie pod nie-purystów. I chuj.

JB: Południe Stanów. Kraj eksploatacji. Eksploatacji ropy, Meksykanów i sludge'u. Niekoniecznie w tej kolejności. Jeśli w Santa Fe sprzedawca hot-dogów zapytałby mnie: "z ketchupem czy ze sludgem?" – to jakoś zbytnio bym się nie zdziwił. Aha, i wziął z ketchupem – sludge się mi się trochę przejadł.

Pozostając przy skojarzeniach z zakresu "małej gastronomii" warto dodać, że w barach niesprawdzonych, niepewnych warto zamawiać ze sludgem, bo ten jest zazwyczaj solidny i sprawdzony. Szczerze mówiąc mało znam złych sludge'owych płyt. Być może dlatego, że ów gatunek ma bardzo solidne podwaliny, więc wystarczy podążać za wytycznymi, instrukcjami, aby nagrać album, co najmniej, przyzwoity. Z tego też powodu mało komu udaje się przeskoczyć tę poprzeczkę i wnieść coś nowego a zarazem wartościowego do proponowanej od lat formuły. Zresztą, jak tu wymyśleć coś nowego, skoro Neurosis już łączyło z folkiem, Harvey Milk z ZZ Top, Lvmen z emo a Jesu z shoegazem. Można grać go na dwie perkusje... ale przecież wiemy, że Melvins ma to już za sobą. Wygląda na to, że już na wstępie nasi milusińscy z Kylesy tracą punkty za innowacyjność. Rzeczywiście, przewidzenie charakteru Spiral Shadow jest łatwiejsze niż praca metereologa w południowym Egipcie. O proszę, znów jesteśmy na południu!

Doświadczenie ostatniej dekady pokazało jednak, że nawet, korzystając z nadmiernie eksploatowanej spuścizny, można nagrać album dobry, a nawet dobry bardzo. Zgodzimy się pewnie, że muzycy Mastodon, jakkolwiek mający wybitne umiejętności, słuch i zmysł kompozycyjny, nie odkrywają Ameryki. No dobrze, może wraz z debiutem odkrywają trochę na polu rytmicznym, ale rozumiecie o co mi chodzi... nie jest łatwo. Lepszym przykładem będzie pewnie Baroness a jeszcze lepszym Cult Of Luna, circa Salvation – bardzo dobra płyta, która dla rozwoju gatunku znaczy tyle, co zeszłoroczny śnieg na Alasce.

Z tych względów, wydaję mi się, że o nowej Kylesie za rok będzie zupełnie cicho. Tak jak już trochę zapomniało się o ostatnim High On Fire (niezłym), Harvey Milku (dobrym) czy Yakuzie (o proszę, wyszła). Mimo wszystko, z jakiegoś powodu chce mi się pisać o Spiral Shadow kolejny akapit. Powód jest prosty, nowy album Kylesy to bardzo solidne wydawnictwo. A właściwie niekoniecznie "solidne", jako że ten przymiotnik kojarzy się raczej dosadnymi, przygniatającymi riffami i mocną sekcją. Nasi dzisiejsi bohaterowie stawiają raczej na melodie, wyraziste podziały zwrotka-refren, lekko zachrypnięte wokale i nawet jakieś quasi-chórki. Zresztą, dlaczego "quasi" – takie "Don't Look Back" mogłoby się urwać z katalogu 4AD. Jakkolwiek pitchfork przesada, żonglując nazwami takimi jak Can, MBV czy GY!BE, to trudno nie odnaleźć na tej płycie Baroness, Sonic Youth czy Melvins. Fajne są te odniesienia. Pamiętajmy jednak, że to wciąż zaledwie odniesienia.

Wraz z Spiral Shadow Kylesa potwierdza znaną prawdę, która budzi w nocy zlanych potem elitystów: rozsądne, piosenkowe albumy mają swoich fanów, swoje miejsce, swoje pięć minut, swoją rację bytu. Żałuję nawet, że nie wstrzeliłem się w ten czas, gdy grali tak bardzo nieopodal. Wielu pewnie teraz mi współczuje, bo "soft-sludge'owe" Spiral Shadow może zyskać (zyskało?) Kylesie sporo nowych fanów, uszczuplając jednak zapewne radykalny elektorat. Politycznie, ruch bardzo dobry. Pamiętajmy jednak, przypadek Cult Of Luna, której self-tilted "zyskał pochlebne oceny, grupa została nawet okrzyknięta przez magazyn The Rolling Stone następcą System of a Down". Słuchając, "Drop Out" obstawiałbym raczej Linkin Park. Panowie, ostrożnie z tymi melodiami.

KFB: Tak, zdecydowanie zgadzam się z wnioskami Janka co do rozwoju Kylesy – bawi mnie, że w komentarzach do "Don't Look Back" pojawiają się jakieś pseudo-kąśliwe porównania do Blink-182, ale cóż, "haters gonna hate", my na Porcys wiemy to jak nikt. Co do samego zespołu to nieśmiało trzymam za nich kciuki już od jakiegoś czasu – zawsze wydawali się niezwykle konsekwentni i solidni w tym co robili na poprzednich albumach, także te drobne zmiany w obrębie songwritingu na Spiral Shadow przyjmuję z radością, bo postawienie na melodie i "piosenkowość" przynosi tu dobre efekty. Highlighty wyróżnili koledzy – jak najbardziej popieram te wybory (no, dorzuciłbym jeszcze wieńczące całość, kombinowane "Dust") – ale poza tymi jaskrawymi momentami reszta tracków trochę odstaje od ewidentnie listowego poziomu tej "lepszej części". Niemniej za gdzieś połowę kawałków z tej płyty dałbym się dosłownie pokroić – tak dobre to rzeczy. W ogóle to ciekawa sprawa, bo gdybym miał szeregować w jakiś sposób albumy Kylesy, to chyba z każdym kolejnym jest u nich coraz lepiej. I tym optymistycznym akcentem pozwolę sobie zakończyć – nowa dekada dopiero wystartowała, jestem spokojny, że prędzej czy później wysmażą coś wielkiego, ale na moje ucho tym razem jeszcze trochę im zabrakło.

PM: Jakby na to nie spojrzeć, Kylesa nie są cool; wrażenie to pozostawiło pierwsze przesłuchanie Spiral Shadow i nie udało mi się go jak dotąd strząsnąć. Crossover pod każdym względem, skoro pobrzmiewa niczym fuzja słabego polskiego metalu ze słabym amerykańskich hc; kobiecy wokal "doesn't help, either". Na swoją obronę południowcy mają, niespodzianka, hooki i melodie (w tym wypadku na przemian Mastodonowe i SDRE-owe), lądując na mojej muzycznej mapie koło takiego Baxtera lub Drivealone na przykład. Pytanie, czy to wystarcza, by się zajawiać, pozostawiam otwarte.

Jan Błaszczak     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak     Patryk Mrozek    
9 grudnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy