RECENZJE

Kurws
Dziura W Getcie

2011, Trująca Fala 6.0

Parafrazując Bartka Chacińskiego: może i Kurws nie dają dupy, za to na pewno wiedzą jak się sprzedać. Debiutancka kaseta to rzeczywiście dziura w getcie, przez którą szmuglowane są pomysły z dosyć szemranych wrocławskich okolic, wilgotnych jak kałuże na podwórku przy Jagiellończyka. To klimat zamkniętego Śródmieścia, wybitych szyb, zaniedbanych kamienic, gdzie łatwo się zgubić, bo wszystko wydaje się plastyczne, tymczasowe i nie całkiem na miejscu, a ludzie, jak w jakimś Dark City, zastanawiają się dlaczego przez tydzień nie widzieli słońca. W ten steampunkowy krajobraz Kurws wpuścili nową parę, każąc Lechowi Wałęsie zatańczyć z komuną w hipnotycznym pogo kręcącym się w kółko pod dyktando pogiętej improwizacji.

Wpleciony w instrumentarium saksofon, pozwala pomyśleć czasem o Robotobibok obskurancko odrzucającym elegancką elektronikę i pogrążającym się w dawno niesprzątanym garażu, by tam w spokoju przymierać głodem i żyć ze szczurami. ”Koszmar Gramsciego” ukazuje nagą prawdę – Kurws chcą urządzić sobie tutaj własne Naked City na planie jakiegoś dada-kolażu. Janek wspominał o Pink Punku i ten różowy trop też wydaje się dobry z jego zajawką na NoMeansNo, z szaleńczym błyskiem w oku, prowokującym powstanie takich projektów jak BNNT. Więcej jednak, również wspomnianej w prezydenckim porcaście, klasyki spod znaku Zappy i udziwnionej zabawy dźwiękiem pozwalającej wyłowić uchem w ”Ani Lepiej Ani Gorzej (Repryza)” jakichś szpiegów z krainy deszczowców, czy inne schwarzcharaktery polskich dobranocek.

Żeby nie było tak landrynkowo: instrumentalna jazda nieczęsto urozmaicana jest chórem, monologiem czy brawami publiki, a Kurws nie są jednak Don Caballero, aby zawsze wiedzieć, kiedy wkroczyć z chwytliwszym hookiem, zaposiłkować prostszym uderzeniem w struny. ”Nadodrze – Kleczków – Ołbin” ginie w improwizacji na Neu! podkładzie, następnie zastąpiony przez dwie kolejne miniatury, wprowadza klimat kompozycyjnego rozprężenia, dekoncentrując przed faktycznym finałem. Kurws to typy spod ciemnej latarni, które poradzą sobie nawet w tych owianych złą sławą okolicach, ale wielu nie zechce tam spacerować, meandrując pomiędzy dziurami w chodniku a rozdzierająco groźną kakofonią. Jeśli jednak przełamiecie lody, pójdzie wam lepiej niż kurwie w deszcz, bo to nieprawda, że nie dadzą, po prostu nie wszystkim.

Wawrzyn Kowalski    
15 sierpnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja