RECENZJE

Kristen
Please Send Me A Card

2003, Ampersand 2.7

Po raz kolejny na tych łamach przychodzi nam zmierzyć się z reprezentantami polskich brzmień około-post-rockowych i niestety, zgodnie z regułą okazuje się to doświadczeniem do najprzyjemniejszych nie należącym. Szczecińska formacja Kristen, która wypłynęła pod patronatem zarówno postaci pokroju Maćka Cieślaka, jak i prominentów naszego niezależnego dziennikarstwa, wpisuje się w rodzime trendy pozytywistyczne – niosąc w ociemniałe środkowo-europejskie gąszcze kaganek oświaty, niczym szlachetne bohaterki powieści Elizy Orzeszkowej wyruszające z edukacyjną misją w zacofane agrarne rejony. Osobiście jestem zdecydowanym przeciwnikiem tego typu inicjatyw, w gruncie rzeczy pozbawionych solidnych podstaw logicznych i dość lekceważących dla polskiego słuchacza, bo kwestionujących jego zdolność odróżnienia przeciętnych epigońskich farfocli od zachodnich pierwowzorów.

Jeśli alternatywnej tłuszczy rzeczywiście zależy, żeby Polska scena ruszyła z miejsca (sam należę do grupy osób, których ten problem nie pochłania), może za tworzenie powinni zabrać się ludzie autentycznie utalentowani, a nie przypadkowi amatorzy-fascynaci zaledwie panujący nad określonymi trendy wzorcami? Hm, no offense rzecz jasna. Wszystkim innym nadal pozostaje szerokie pole do popisu – zamiast serwować czwartorzędną kopię Sea And Cake można ze sporym pożytkiem dla wąskiej rzeszy niezal-odbiorców zabrać się za wciąż słabo rozwiniętą, a jakże istotną gałąź działalności dystrybucyjnej. Bo jak rozumiem, efekty muzykowania formacji Kristen to pewien rodzaj "promocji" określonych brzmień raczej, niż forma indywidualnego wyrazu, tak? Jeżeli Michał Biela ma być szczecińskim Prekopem, to mogę w hołdzie dla Magdy wycedzić jedynie sakramentalne "o hello". Solowe dokonanie lidera Sea And Cake to ja piłowałem niedawno wieczorami i ten jeden niepozorny albumik wydaje się cenniejszy niż cała polska scena piosenkowego post-rocka-slash-avant-popu razem wzięta. Pierwsza z brzegu The Biz albo Insignificance O'Rourke'a lśnią w zestawieniu z ekstremalną bezpłciowością jałowych prób w rodzaju Stiff Upper Worlds.

Płytka najnowsza, Please Send Me A Card, w sporej części dąży do skonkretyzowania kompozycji (na poprzedniku od trzeciego tracka wszystko do końca zlewało się w chaotyczną, bezładną masę), odważniejszego wtłoczenia inspiracji nowoczesnym jazzem i sceną chicagowską w wytartą formułę mięciutkiej i zwiewnej jak puszek thrilljockeyowej piosenki. Jednak nadal zabiegi te absolutnie nie wychodzą poza średnio sprawne, choć nawet całkiem sympatyczne rzemiosło. Niestety wypełniające większość Stiff Upper Worlds absurdalne minimalistyczno jazzowe krążenie w miejscu, na siłę próbujące pozostać w prewittowo-prekopowych harmoniach nie zostało tu całkowicie porzucone, a ja prosiłbym o zaprzestanie tego typu pustych, bezładnych lansad na przyszłość, bo przypomina to bardziej rozgrzewkę na próbie niż owoc procesu twórczego. Mimo wszystko w porównaniu z beznadziejnie nudnymi początkami jest już znacznie lepiej, zespół sprawia wrażenie w większym stopniu kontrolującego realizację wcześniejszych pomysłów i z wielkim trudem poskramiającego jakieś niezrozumiałe free-impresyjne popisy. Niby więc wszystko idzie w dobrym kierunku, ale postawiłbym sporą sumę u buka, że Kristenowi brakuje animuszu i umiejętności by postarać się kiedyś o coś odrobinkę swojego i wartościowego. Chciałbym się mylić.

Michał Zagroba    
3 lutego 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie