RECENZJE

Krallice
Diotima

2011, Profound Lore 6.5

"Ciało stworzenia było chaotyczną plątaniną obwodów i elementów, pochodzących z rozmaitych maszyn. Niezliczone przewody i rury z metalu i grubej gumy, wyrastające z korpusu olbrzyma, znikały gdzieś w podłożu, najwyraźniej łącząc go z innymi częściami wysypiska. Stwór uniósł prawicę, napędzaną potężnym tłokiem wymontowanym z młota parowego. Reflektory, a może raczej oczy, obróciły się i skierowały na automaty i ludzi stłoczonych poniżej. Były to elementy wyjęte z latarń ulicznych, zasilane gazem zamkniętym w potężnych zbiornikach, widocznych we wnętrzu ażurowej czaszki. Wielka kratownica systemu wentylacyjnego, umocowana w dolnej części głowy, udawała wyszczerzone zęby. Maszyna buchnęła parą i ze zgrzytem śrub poruszyła zawiasami niby-szczęki, z ziejącej czernią dziury wydobył się dziki ryk:

– Z góry przepraszam za ten niekontrolowany wybuch, ale kiedy wysyłaliśmy w waszą stronę szereg mikro impulsów sprzężonych z precyzyjnym przesłaniem, większość ze słuchających nas cepów nawet nie zorientowała się, że młócka od dawna trwa w najlepsze. Grymasili, nosy pospuszczali na kwintę i odeszli nic nie rozumiejąc. Dlatego teraz użyliśmy syntezatora mowy Iwona, aby sprawy uprościć. Stąd ten klasyczny dla metalu growling, zastąpienie awatara Barra prosoponem McMastera i nawet teksty jakieś teraz układamy. Taki z nas jest Elektrobałt liryczny, dla którego złożyć sonet o miłości i śmierci językiem wyższej matematyki to żaden problem. Puszczamy też wielkie oczko świecącą na czerwono diodą, aby była jak latarnia morska dla tych, którzy zazwyczaj kierują swój uduchowiony wzrok w kierunku czarnej wieży Mordoru gdzieś na wschodzie. Tak tu sobie transliterujemy black metal na nasz język szybki jak automat i nieubłagany jak ruch produkcyjnej taśmy.

Welcome to the machine, chociaż właśnie nie bardzo, bo zamiast zimnych maszyn użyliśmy zimnych trupów aby do was komunikować. Sączy się ten zapach krwi i skandynawskich grobów, ale nadal wszystko jest sterylne jak na operacyjnym stole. Poszliśmy więc na ustępstwa, za które może zlistują nas do nagród Metal Hammer, a przecież wiadomo od czasów luddystów, że młotek to symbol przeciwników postępu. Odrdzewiamy jednak kilka starych patentów na tym wysypisku metalowego złomu. Tak właśnie nasz początkowo futurystyczny projekt zamieniliśmy na fulltime pracę w podzespołach i porzuciliśmy nasze wysublimowane algorytmy na rzecz napierdalania prądem zawsze wtedy, gdy na twarzach słuchaczy pojawiają się oznaki zagubienia.

Nazwaliśmy się homonimem onimu. Co ciekawe słowodryg płyty czyli "robot" wymyślono zaraz obok. Taki rebus. Inny: elementy platońskie. O czym marzą cienie androidów? O uwiecznieniu w materii pamięci? O władzy nad tej pamięci strukturą budowaną w oparciu o żmudne powtarzanie precyzyjnie utkanego wzoru? Jak mawiają: repetitio est mater studiorum, czyli matkę mamy i w ogóle jesteśmy trochę bardziej ludzcy odkąd przedłożyliśmy egzystencjalizm nad eksperymentalizm. I tyle tytułem wstępu. A teraz
witajcie wszyscy – stwór rozłożył ramiona w ojcowskim geście-– Wita was Rada Konstruktów.
Lemuel nerwowo oblizał wargi.
– Porozmawiaj z panem, Isaacu – syknął. – Nie bądź nieuprzejmy...

Isaac otworzył i zamknął usta.
– Eee... – zaczął i urwał. – Rado Konstruktów... Jesteśmy zaszczyceni, ale... ale nie wiemy...
– Nic nie wiecie – przerwała mu postać. – Rozumiem. Bądźcie cierpliwi, a zrozumiecie. "1


1 China Mieville, Dworzec Perdido, tłum. Maciej Szymański, Poznań 2003 . Tekst boldem wygenerowany MECHANICZNIE.

Wawrzyn Kowalski    
4 maja 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja