RECENZJE

Kode9 & The Spaceape
Black Sun

2011, Hyperdub 6.9

Steve'a Goodmana można określać mentorem dubstepu. Dojrzewał w środowisku klubowej muzyki Edynburga, gdzie z jednej strony poczuł groove funku lat 70-tych, a z drugiej - mógł zderzyć doświadczenie pulsującego ciepła z energicznym pędem i chłodem eksplorowanego naówczas hardcore techno. W Londynie zafascynował się kompilacjami muzyki jungle, która później miała się rozprysnąć w rozmaite estetyki spod znaku synkopowanego rytmu i basowej podstawy. W 2004 roku wystartował z labelem Hyperdub, który wydał produkcje chociażby Buriala, Ikoniki, Zomby'ego czy Jokera.

To, że śledził ewolucję gatunku, może i jest całkiem typowe dla podobnych mu wiekiem reprezentantów sceny, jednakowoż Goodman poświadcza świadomość rozwoju, przeobrażeń i szerszych implikacji materii dźwiękowej doktoratem z filozofii na Uniwersytecie w Warwick i zdaje się, że ciekawą publikacją sprzed dwóch lat: "Sonic Warfare: Sound, Affect, and the Ecology of Fear". Jakkolwiek nie dane było mi zapoznać się z jej treścią, tytuł zdaje się być trafnym autokomentarzem działalności muzycznej Kode9.

I tak o ile debiutanckie Memories Of The Future dojmowało wizją upadku cywilizacji wyzierającą z poetyckich melorecytacji Spaceape'a, o tyle Black Sun pozwala odwrócić uwagę od jego mrocznej nawijki - tutaj czasem bardziej toastingowej (np. "Bullet Against Bone"), a czasem ocierającej się nawet o jakiś flow ("Am I") - by kontemplować odcienie niepokoju tkanki brzmieniowej. Ta uległa wyraźnej estetyzacji, zdynamizowaniu i ekspozycji, albowiem w pięciu z dwunastu tracków słyszymy tylko robotę Goodmana z co najwyżej wsamplowanymi miniaturami szanghajskiej wokalistki Cha Chy. Jej gościnny udział ma również właściwości odciążające niski i siejący grozę tembr Spaceape'a.

O tym, że jest to materiał przede wszystkim do uważnego słuchania, decyduje również wielobarwność brzmieniowa struktury bitowej. Może jedynie Shackleton potrafi w podobnie wyrafinowany sposób oddać trybalizm miejskiej dżungli. W jej futurystyczny, zdehumanizowany wymiar wprowadza chropowaty, zacinający się syntezator, który stopniowo, wraz z dobiegającym z oddali wojennym bębnem, jakby zawłaszcza przestrzeń między budynkami.

Kode9 w dużej mierze oparł klimat albumu właśnie na minimalowych brzmieniach syntezatorów, które kontrapunktują przygnębiające tło wysokimi tonami tematów melodycznych, lub wdzierają się na pierwszy plan dronującymi, rozstrojonymi warstwami - tak jak w ostatniej minucie "Am I", podniosłym, żałobnie odegranym "Otherman" czy zamykającym album "Kryon", w którym zamoczył palce kolejny gość, niejaki Flying Lotus (charakterystyczne skwierczenie).

Black Sun nie jest wreszcie jednostajnym dubstepowym maratonem. Album stanowi dynamiczną historię z punktem zwrotnym na wysokości utworu tytułowego, który wprowadza szybsze tempo i świeże nawiązanie do rytmiki 4x4 UK garage. Zresztą nie jest to jedyny wybieg poza ramy typowego dubstepu - w kolejnym "Hole In The Sky" kontemplujemy ambientową ilustrację tęsknoty za czymś minionym, a łamanie rytmu w "Love Is The Drug", "The Cure" i "Bullet Against Bone" lokuje je w bliskiej okolicy wzorców UK funky.

Wychodzi na to, że mamy do czynienia z dziełem przede wszystkim zróżnicowanym, ale w sposób spójny i erudycyjny. Spoiwem jest koncept, który tak idealnie niemal skorelował z końcem świata, który zaskoczył wszystkich w minioną sobotę swoim nienadejściem i przed którym obawiałem się nie zdążyć z dostarczeniem tej recki. Erudycja to otwarty łeb Kode9, co przełożyło się na poprowadzony z wyczuciem kurs z patentów szeroko pojętej współczesnej sceny basowej, przy okazji doprecyzowujący sens coraz częściej stosowanej łaty future garage.

Michał Hantke    
23 maja 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie