RECENZJE

Kixnare
Digital Garden

2010, U Know Me 6.2

JB: Po Class Of 90's Kixnare złożył papiery do Class Of 10's. Reverb dzwonka zaprasza do sali. W środku towarzystwo w full capach. Dłubanina w zadanych beatach. Ze ścian szczerzą się postaci sławnych absolwentów: Onry, Dam-Funka, Flying Lotusa. Na tablicy stagowano: "zdigitalizuj babci ogród". Oczywiście, dużo przestrzeni, zieleni w wydychanym powietrzu, miękkości, amortyzacji, sprężystości. Wokalne sample? Tak, proszę bardzo, ale oddalonych, niedefiniowalnych. Powiedzmy turyści, grają we frisbee hen na plaży. Struktura linearna. Natura rozmarzona. Matura zdana. Zdana na siebie i obietnicę zanurzenia w puszystych synthach nostalgii. Taak, raczej klimat niż materiał na pocztówki. Nauczyciel kiwa głową z aprobatą. Może kiedyś się tym szczerzej zainteresuje. Kto wie? Drugorzędne. Teraz kwitną jabłonie. Beaty błyszczą w stągwiach. Przetwory na zimę prima sort.

MZ: Wiadomo nie od dziś, nie od wczoraj, że Kixnare to czołówka rodzimych producentów, więc niby bez zdziwienia nowy album. Mimo wszystko kaptur z głowy – sposób zaaranżowania bezkolizyjnego spotkania syntezatorowej retro-elektroniki opartej o pseudo-futurystyczne motywiki ze światem bajkowego IDM-u świadczy o bardziej wszechstronnym niż mogliśmy przypuszczać ogarnięciu Kixa. Co prawda rednacz podsuwał mi Flying Lotus jako referencję i zdaję sobie sprawę, że istnieje presja społeczna, by kwalifikować ten krążek jako hip-hop, ale ja mam swoje lata i swoje słyszałem, a Digital Garden bardziej przypomina mi starszy zaciąg Warpa i to nawet nie ten hip-hopowy, jak Prefuse (nie ma tu prawie wcale kawałków, które nadałyby się na podkład), a stricte IDM-owski, znaczy Plaid albo Chris Clark, czy nawet Squarepusher, kiedy żywiej przebierający bas zostaje ubrany w jakiś pół-eteryczny pejzaż.

RP: Tak się złożyło, że przedmówcy powiedzieli już o Digital Garden wszystko co najistotniejsze, a w żadnym wypadku nie jest to album kolizyjny. Że Kixnare ogarnia, wiedziałem choćby z bardzo przyjemnego wywiadu, którego udzielał przy okazji hip-hopowego podsumowania 2009 roku, a który chciałem teraz zalinkować, ale jakoś nie mogę skutecznie wygooglać – zachęcam do podzielenia się nim choćby na facebooku czytelników, którzy akurat mają pod ręką. To ja może dorzucę nutkę wartościującą – jest elegancko i dobrze, ale przy całej sympatii do Kixa, a może właśnie przez nią i związane z nią oczekiwania, album, mimo, że taki elegancki, nie zatrzyma mojej uwagi na długo. Sprawna realizacja czegoś o czym wiemy, ale wciąż pozostaje tęsknota za niuansem. Choć kiedy się o tym nie myśli – jest bardzo dobrze.

KM: Wydawało mi się, że też czytałem ten wywiad, ale chyba jednak tylko mi się wydawało. Nie zabłysnę zatem, a akapit będę musiał napisać tradycyjny. Jeśli wiemy już wszystko, co najważniejsze, wiemy, że się nie pokłócimy, to może chociaż nieco zrównoważę "cyfrowy" odbiór kolegów? Bo chociaż ogród jest cyfrowy, nikt się nie pomylił, to przesycony analogową duszą. Soulowe bujanie, trochę soulowych sampli. Delikatne melodie, tylko upstrzone IDM-em. I gdyby okularnicy w Polsce zajawiali się hip-hopem, któryś z nich mógłby nawet ponawijać pod te podkłady. Niestety, nieszczególnie się zajawiają, pewnie dlatego pierwszy powiew świeżości na rodzimym podwórku jest zasługą uznanego oldschoolowca. A może to i lepiej... Zobaczymy, jak to wszystko się rozwinie, a na teraz kciuk w górę.

Krzysztof Michalak     Jan Błaszczak     Radek Pulkowski     Michał Zagroba    
30 grudnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie