RECENZJE

Kim Nowak
Kim Nowak

2010, Universal 5.1

BD: W wywiadach towarzyszących temu przedsięwzięciu Fisz tłumaczy, że skoro cała muzyka wokół jest na maksa wypolerowana (?), to miło czasem pocharczeć. Cóż, podobne hasła towarzyszyły debiutowi Strokes, a od pierwszej EP-ki Strokes minęła równa dekada (czyli w rocku cała epoka). W tejże dekadzie "charczenie", garaż i post-punkowa nerwowość były na porządku dziennym, a nawet trafiły do mainstreamu jako "indie". A zatem albo ktoś tu całą dekadę leżał zahibernowany albo wciska (świadomie lub nie) mniej zorientowanym mediom i odbiorcom kawał świeżego kitu, jaki Kolnay i Barabasz chętnie by zebrali, do żucia oczywiście. A płyta? Każdy, kto chce być Jimmy'm Page'm musi skończyć jakby chciał być Jackiem White'm. (Page był jeden. To nie jest kwestia personalna, a odwieczne prawa natury. Page pisał takie boskie riffy, wobec czego próby "bycia jak Page" zawsze spełzną na niczym, dopóki nie napiszemy takich właśnie riffów, co oczywiście się już nie wydarzy.) Z kolei próba "bycia jak Jack White" to nieszczególny powód do dumy. Z plusów: zaskakująco przyzwoite teksty (nie wspominam o formie ich podania) i pełnopasmowy sound-gigant, w ciężkim, surowym łojeniu raczej bezkonkurencyjny na krajowe warunki. Mimo świetnego gustu (akustyczne smaczki typu outro "Spaceru"), obycia w klimatach 60/70s i bezdyskusyjnej sprawności gitarzysty (chylę czoła), nie wolno jednak zapominać KIM JEST NOWAK. Zaryzykuję bowiem tezę, że gdyby Sobolewski wydał ten projekt bez Waglewskich, to pies z kulawą nogą by nie zauważył. I to w 30% diss na Kim Nowak, a w 70% na fikcję zwaną polskim rynkiem fonograficznym.

RP: Zacznę od tego, że płyta nie jest aż taka zła, jak myślałem przed przesłuchaniem, naprawdę miejscami zgrabne to wszystko, zwłaszcza wspomniany gitarzysta Sobolewski robi tu bardzo fajną pracę swoim instrumentem, rozszerzając spodziewany prymitywistyczny retro-rock o inne kwiatuszki epoki 60s/70s: klasyczny surf rock w "Nożu", fajną aranżację "Pistoletu" z chórem w stylu neo-Deep Purple, fragmenty "Sierpnia", przywodzące na myśl wczesne i fajne Homo Twist (no dobra, tu akurat bas robi Fisz). Słowem, ogarnięcie i da się tego bronić. Czego jednak raczej nie zrobię na większą skalę, bo według mnie zespół, grający obecnie muzykę zbliżoną do tej, niestety musi pokazać oddanie, bo sama muzyka nie wystarczy – wiadomo i tak, że większość riffów nieuchronnie brzmi na pokradzione. Zmierzam do tego, że od członków zespołów retro-rockowych wymagam wąsów, ubioru i żeby żyli własną estetyką, natomiast członkowie Kim Nowak wiadomo, przez co niestety plasują się wśród zespołów, dla których nagranie albumu to raczej niedzielne hobby, bo kiedyś tam nauczyli się grać na instrumentach i chcą odreagować po pracy, wydając trochę hajsu na studio. Tezę popiera podejście zawodników, że słuchali kiedyś Bad Brains i Dischordu, więc nagrali płytę z gitarowym 60s/70s. Dochodzi stara śpiewka, że chodzi o nazwisko. No i teksty Fisza mi raczej nie zaczęły odpowiadać, a sądzę wręcz, że spokojnie, na luzie miewał dużo lepsze. Wiecie, Fisz jak Fisz: tu i ówdzie zaskoczy jakąś fajną myślą czy nawet porównaniem, po to by każdą taką perełkę zasypać kilkoma linijkami wrogimi zdrowemu gustowi lub po prostu denerwującymi i przypomnieć jak ważnym artystą był zapewne dla kształtowania się Marii Peszek jako artystki.

FK: Mimo zapowiedzi, że na jednej płycie się nie skończy, nadal odbieram Kim Nowak jako żart. Nie jako projekt poboczny – jako żart. Wielka niesprawiedliwość, skoro centralną postacią jest Michał Sobolewski, ale nie spotkałem jeszcze wywiadu (a na kimnowak.pl pełna antologia), w którym wypowiada się gitarzysta, ani recenzji, która nie kładłaby większego nacisku na nazwiska właśnie. A że Waglewscy nie stronili od kilku prawie-rockowych smaczków w swojej twórczości wcześniej i o muzyce rozmaitej wiedzą dużo – taka wolta nie powoduje opadów szczęki. Też nie jestem już zwolennikiem Fiszowych problemów z odmianą, ale szczęśliwie wokale rzadko są tu na pierwszym planie. Gdyby w ogóle się ich pozbyć, Kim Nowak trafiłoby na którąśtam stronę "Przepraszam, czy tu biją?" ze standardowymi czterema gwiazdkami. Popularność rzeczywiście byłaby o wiele mniejsza, ale może więcej osób oceniłoby samego Sobolewskiego tak, jak na to zasługuje.

Z drugiej strony... Świetnie się bawię słuchając "Pistoletu" i "Spaceru", zaraz sobie włączę Jane's Addiction i powspominam jak to się miało prawdziwe wakacje. Żarty są spoko, lubię dobre żarty.

RG: Borys świetnie nakreślił sytuację ze strony artystów, to ja uderzę w grono po drugiej stronie. Nie rozumiem zupełnie czemu słuchanie tej dobrej, choć niezajmującej, płyty jest odbierane jako przykład złego gustu czy ogólnej wtopy towarzyskiej. Diss na rockism ma być skierowany na ograniczonych odbiorców, a nie w żaden sposób winną muzykę. Kumam, na Offie trochę napastowali Księżniczki Cieślaka, no ale kaman. Nie trzeba pieprznąć sobie incepcji na twarz, żeby odkryć, że ta prosta hardrockowa płyta jest po prostu zabawą ze strony Waglewskich i Sobolewskiego. Rozkmina Radka, że to wszystko nie jest do końca tru, też jakaś jest nie na miejscu. Co z tego, że to jest projekt weekendowy pozbawiony spoconych wąsów? Nie ukryte cele Fisza powinniśmy tutaj kminić, a fakt, że jest tutaj parę kawałków na poziomie "okej, okej" ("Nóż", "King Kong", "Pistolet"), dzięki którym można się oderwać od otaczających nas współczesnych estetyk. Proste gitary i motoryka też czasem mogą sprawić dużo przyjemności, choćby jako soundtrack do sieciowej potyczki w Age Of Empires.

Radek Pulkowski     Filip Kekusz     Ryszard Gawroński     Borys Dejnarowicz    
27 sierpnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja