RECENZJE

Kills
No Wow

2005, Rough Trade 4.8

Recenzję niniejszą traktować proszę jako a) bełkot; b) próbę dokonania wymuszonej eutanazji muzyki The Kills, po której następuje mordercza wiwisekcja statystyczna na poziomie semiotycznym, zabijająca wszelkie uczucia wynikające z odbioru dzieła na poziomie czysto sensorycznym. To opinie inteligentne i warte posiadania, poprzedzają więc recenzję niniejszą, część jej konieczną zarazem stanowiąc.
Legenda: S(1a) – wartość semiotyczna wybranego jako pożądane stwierdzenia (tu: a) w określonym subpolu (tu: 1) dyskursu analitycznego.
Σ(S1...Sn) – suma wartości semiotycznych pożądanych stwierdzeń w wyodrębnionych subpolach dyskursu analitycznego powiększona o wartość stałą równej medianie wszystkich możliwych rozwiązań równania w obszarze liczb rzeczywistych (const=5). Stanowi zarazem subiektywną ocenę rozpatrywanego tekstu kultury w zależności od serii subiektywnie racjonalizowanych wyborów w arbitralnie określonych formacjach dyskursywnych.

No Wow jest sofomorem międzynarodowej, dwuosobowej formacji The Kills (S1a=-1).

W przeciwieństwie do płytki poprzedniej, album ten wydaje się być bardziej zróżnicowany, zdradzający o wiele źródeł inspiracji niż jego poprzednik (S2a=2).
Mimo upływu 2 lat The Kills tłuką cały czas to samo, zjadając ogon nie tylko własny, ale i ogony znacznej liczby innych bandów z szeroko rozumianego kręgu Zeitgeistu – od The White Stripes po The Rapture włącznie (S2b=-1).
Album pokazuje, iż The Kills nie zamykają się we własnym małym światku, ale żywo reagują na to, co dzieje się obecnie w muzyce rockowej. Dzięki temu monotonia debiutu zostaje tutaj nieco przełamana, co w pewnym sensie działa na korzyść płyty, z drugiej jednak zdradza brak własnej wizji rozwoju i twórcze wypalenie (S2c=-0,2).

Z całą pewnością kompozycje z No Wow są bardziej rozrywkowe, niż zespołowi udało się nagrać wcześniej. Dotyczy to głównie pierwszej części płyty (aż do "Part 2"), do której można byłoby nawet wyjść na densflor (S3a=1,5).
Sofomorowi brakuje dzikości, świeżości i drapieżności debiutu. Mimo nieco bardziej subtelnych i klarownych kompozycji, płyta się po prostu nie broni w kontekście znacznie większego niż dwa lata wcześniej tłoku na rynku (S3b=-1).
Daj mi tu kurwa spokój, takie rzeczy to ja grałem z młodszym bratem w garażu jak szedłem do gimnazjum. The Kills to porażka (S3c=-5).

Obok kilku fajnych numerów, z których składa się cała pierwsza połowa płyty, mamy na No Wow jednak pewne nieporozumienia. Pierwsze z nich to pretensjonalne, nakierowane na Stripesowe klimaty "Rodeo Town" – numer delikatny i melodyjny, ale denerwujący jak rzadko który. Drugi zaś to absolutnie dramatyczny "Ticket Man", który, choć niedługi, wydaje się psuć humor niemal w nieskończoność (S4a=-0,5).
Do połowy da się (choć z niemałym trudem) wytrzymać. Dalej dominuje kał uwieńczony najgorszą piosenką świata – "Ticket Man" (S4b=-3).

Σ(S1...S4)= 5 + ...

Tutaj subiektywnie: S1a, S2c, S3a, S4a.
UWAGA: Lista formacji dyskursywnych i możliwych w ich obrębie wypowiedzi o różnym zabarwieniu semiotycznym jest otwarta w nieskończoność i jakiekolwiek jej wersje są arbitralne oraz równie nieuzasadnione jak i wszystkie inne. Do pełnej subiektywności zbliżałaby się być może średnia liczby wariantów dążącej do nieskończoności.

Marcin Wyszyński    
4 października 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie