RECENZJE

Killer Mike
R.A.P. Music

2012, Williams Street 7.3

You are witnessing elegance / In the form of a black elephant – jakby wyjaśnia wszystko. Wers, który rozpoczyna drugi kawałek na R.A.P. Music, "Untitled", odrobinę przybliża nas do fenomenu tej płyty. Mianowicie, jest to album miotący dziesiątki podobnych wydawnictw, wyposażony jednocześnie we wszystkie najgorsze przypadłości czarnego rapu.

Jeśli ktoś jeszcze nie zauważył miniaturki na stronie głównej, spieszę z charakterystyką: Killer Mike jest wielkim grubym Murzynem, który ma ksywę... Killer Mike. Jest jednak, w przeciwieństwie do większości kolegów po fachu, mocno uduchowiony i idealistyczny. Nie posuwamy dziwek, bo najlepszą kobietą pod słońcem jest nasza żona. Narkotyki umiarkowanie spoko, nie do wzięcia, jeśli daje nam je Ronald Reagan. Nie mamy religijnych doświadczeń w zorganizowanym systemie, ale przy rapie (własnym) doznajemy prywatnych objawień. I jeszcze a propos Reagana – nie lubimy go. Nie lubimy też systemu, bo system nie lubi nas. I całego rapu. A, i jeszcze na płycie pojawia się najgorszy feature El-P od 2008 roku co najmniej.

Znakomicie. Wypierdalaj.

I co? I nagle z tych składników smaży się płyta minimalnie najlepsza w swoim dziale w tym roku. Killer Mike jest *w branży* od jakichś dziewięciu lat, reprezentuje Atlantę (!) w sposób umiarkowanie ciekawy – najczęściej na dość marnych błyskotkowych podkładach – od czasu do czasu politykując na poziomie gimnazjum i nagle, ot tak, rozjechał walcem konkurencję. Nie wiem o co chodzi, ale przypuszczam, że tutaj wjeżdża CHARYZMA. Wiecie, Killer Mike jest – jak na styl, w ramach którego się porusza – starym mentorem i to mentorstwo daje się odczuć. Nawet jeśli uwagi na temat walki z narkotykami w "Reagan" są na poziomie umiarkowanie rozgarniętego licealisty, a "Don't Die" (wiecie, policja wjeżdża na chatę narratora, bo jest Murzynem) też nie jest najbardziej wciągającą sensacyjną narracją, to są to świetne tracki. Jak wszystkie tracki. Trudno wyróżnić cokolwiek, poza – bogatym w zaskakujące zestawienia osobowościowe – otwieraczem "Big Beast". Znakomitość goni tutaj znakomitość, więc z nazwiska polecę jeszcze tylko ekwilibrystykę wokalną w "Go".

No i podkłady, bo to historie na ich temat stanowią dominantę połowy tekstów o R.A.P. Music. Tak, zrobił je El-P. Tak, są zupełnie inne niż te do Cold Vein, bo mają dość dużo wspólnego z "klasycznym" hip-hopem. Są niczym b-side horrendalnie eklektycznych zbitek na Cancer 4 Cure, a jednocześnie leżą bardzo daleko od tego, do czego fajni Killer Mike'a byli przyzwyczajeni. Dużo dołów, pozorna monotonnia, kryjąca dbałość o szczegóły (dzisiaj dopiero odkryłem popiskiwania w "Don't Die"). Dla tych, którzy zetknęli się z Mike'iem po raz pierwszy, ta kolaboracja wyda się zupełnie naturalna. Wszystko tu do siebie pasuje.

Znakomicie. Wypierdalaj. Zostaw płytę.

Filip Kekusz    
13 lipca 2012
BIEŻĄCE
TuzzaMoon Mood (EP)
HelmChemical Flowers