RECENZJE

Keith Fullerton Whitman
Multiples

2005, Kranky 5.5

Z początku nie miałem zielonego pojęcia co Keith Fullerton Whitman zamierzał osiągnąć w powitalnych fragmentach Multiples, dochodząc wreszcie do wniosku, że musi to być album koncepcyjny, obrazujący proces twórczy lub historyczny, a owe fragmenty zalążkowe stadium tegoż procesu. Mimo wszystko pozostaję nieutulony w żalu – średnio przekonywająco zarysowuje się ta ścieżka, od badziewnych brudnopisów po dojrzałe już i świadome twory. Po pierwsze, przeskok z shitnych szkiców do udanych elektronicznych kompozycji wypada zbyt drastycznie; jakościowo mamy dwie galaktyki. Po drugie, nieco bełkotliwa inwokacja jest naprawdę słaba.

Opener to chyba krótki zapis metalicznej rezonacji w klimacie echa dobywającego się z komnat klasztoru kamedułów. Nic w tym nadzwyczajnego nie ma, w dodatku czasu na kontemplację otrzymujemy bardzo niewiele. Sekwencja tracków następująca później, trzy odsłony semi-klasycznego już dziełka "Serge Modular Prototype", to nie muzyka, a figury geometryczne pływające w przestrzeni kosmicznej, niebieskie algi zawieszone w stanie nieważkości, opadające krople wody oglądane w zwolnionym tempie i na rewindzie, soundtrack do filmu o erozji elektrycznej i formowaniu stalagmitów. Dla mnie osobiście wartość zerowa, a jeśli chodzi o songwriting skojarzenia wędrują w kierunku Chłopaków Nie Płaczą i sceny koncertu na Akademii.

Falujące drone'y, świsty i buczenia "Serge Modular Prototype – Part Two" łudzą nadzieją, że wcześniej mieliśmy do czynienia z zagadkowo bezsensowną wprawką-wstępem do whitmanowej medytacji (i tak niskich lotów), ale to znowu takie jednorazowe posiedzenie się okazało, bo pierdy kolejnego kawałka to co najwyżej hatha joga dla niepełnosprawnych. Wreszcie coś się zaczyna dziać na wysokości minimalistycznego "Yamaha Disklavier Prototype, Electric Guitar And Computer": dziesięciu minut nerwowego, narastającego arpeggia pianinka na tle chmurnej, ambientowej powłoki. Wymiatający "Farfisa Compact Duo Deluxe, Drum Kit" uderza do głowy o zmroku jak rok młodszy siostrzeniec otwieracza 6, najlepszego rozdania załogi Supersilent. "Acoustic Guitar, Buchla Music Box, Hewlett Packard Oscillator..." hipnotyzuje pochodami akustycznej gitary bliskimi atmosferze nagrań Books i zamyka krążek transowo powtarzanym elektrycznym tematem, rozmywającym się ostatecznie w cyfrową ambientoidalną kałużę.

Ostatecznie czuję się relatywnie usatysfakcjonowany. Śledząc pobieżnie subsekwentne dokonania Whitmana po arcygenialnym Playthroughs, byłem przygotowany na najgorsze. Z Schöner Flußengel oraz kolaboracji z Davisem dało się skubnąć zaledwie parę kęsów, ryzykując wrzody żołądka. Tu wystarczy przetrzymać kwadrans, podczas którego Whitman sprawia wrażenie odwiedzającego studio nagraniowe studenta muzyki współczesnej, zafascynowanego możliwościami wydobywania dźwięku z instrumentów i dalej, na upartego, można wielkiej urody doświadczyć. Naturalnie, celem wydaje się przekrojowe odniesienie do historii muzycznych fascynacji autora. Efekt wybitnie akademicki.


PS. Ciekawostka: jak byłem mały zbieralem karty NBA i pachnialy dokładnie tak samo jak okładka Multiples! To ci dopiero.

Michał Zagroba    
31 października 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy