RECENZJE

KDMS
Kinky Dramas & Magic Stories

2012, Gomma 6.7

Tak sobie myślę, że strasznie mnie cieszy zwycięstwo disco w dzisiejszej muzyce tanecznej. Chyba jeszcze kilka lat temu nie było to takie oczywiste, na moment chyba nawet zepchnięto disco na margines klubów dla bogatych mieszczuchów, podczas gdy młodzież przeżywała podjarkę drugą falą french electro, a potem dubstepem. Dzisiaj jednak disco wydaje się być znowu gatunkiem szlachetnym, scena nu-disco działa dosyć prężnie, a różnymi odnogami gatunku inspirują się nawet ci, którzy nigdy nie przesłuchali żadnej płyty śp. Donny Summer.

O ostatnie KDMS bym raczej nie podejrzewał. Przede wszystkim polecam słuchać tej płyty głośno. Puszczona w tle może nużyć, podana w głośności klubowej rusza o wiele mocniej, tym bardziej że jej mocną cechą są basy i gitary, które fantastycznie niosą takie utwory, jak ''Tonight”, przez co moje palce zaczynają skakać po klawiaturze, utrudniając mi pisanie. Lekcje z Nilem Rodgersem zostały odrobione na celujący, na dodatek na rozdaniu świadectw KDMS dostali też tarcze wzorowego ucznia i dyplomy za stuprocentową frekwencję. Każdy z trzech pierwszych utworów na swój bezbłędny sposób otwiera ten album. Dodatkowo ''Killer” pod względem budowy dramatycznej przypomina mi nawet niektóre utwory The Cardigans, ''Part Time Lovers” to mruganie do fanów Blondie, a ''No Sad Goodbyes” chyba wyraża sympatię do umiłowania hi-nrg przez Saint Etienne.

Jeśli jednak mogę coś zarzucić tej płycie, to to, że nie zawsze może się oderwać od ziemi. Wszystkich utworów słucha się fajnie, ale moim zdaniem nie znalazł się tu drugi tak chwytliwy refren jak ten w ''Wonderman”, druga tak wciągająca narracja jak w ''High Wire”, czy drugi taki dancefloor killer w całej okazałości jak ''Tonight”. Czyli trzy świetne utwory, z których każdy błyszczy na inny sposób i siedem bardzo dobrych album tracków, ale nieco pozbawionych błysku geniuszu. No cóż, dla mnie muzyka taneczna najlepiej wyraża się w singlowej formie wydawniczej, nawet w latach 70. mało kto na tym polu nagrywał w całości dobre albumy – im się udało, bez zapominania o hiciorach.

Kamil Babacz    
25 maja 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja