RECENZJE

Kazik
Melassa

2000, SP 3.8

No i znowu Kazik rozczarował. Cholera, to jest taki koleś, który narobi apetytu, a potem się okazuje, że nie warto było mieć nadziei. Okładka nowej płytki Kazika, psychodeliczna, z rozmytą czerwienią na przedzie, pozwalała oczekiwać od niego dojrzałego materiału. Najwyższy już czas udowodnić, że jest się prawdziwym artystą, a nie tylko idolem ogolonych na krótko jełopów spod monopolowego! Kolaboracja z Mazzollem była świetnym wstępem do takiej metamorfozy; album 12 Groszy przetarciem szlaku na nowej ścieżce. Trudno więc się dziwić, że Melassy oczekiwano ze sporym napięciem. Po raz kolejny okazało się jednak, że Kazik nie potrafił stworzyć dzieła; znów otrzymaliśmy zbiór nędznych, pseudo-pastiszowych pioseneczek.

Ale najbardziej wnerwia to, że do końca można było się łudzić. Bo Melassa zaczyna się naprawdę spoko. Włączam sobie płytkę, a tam jakiś menel zostawia wiadomość na sekretarce telefonu Kazika. "Tyś jest mój Bóg / Uzdrawiasz mnie / Ty jesteś mym lekarzem / I wszystkie żebra już zdrowe są / I cieszę się z rodziną / Samolot do nieba / Szczęśliwej podróży / Podróżuj po niebie drogi przyjacielu Kaziu / Podróżuj wraz z żoną i z całą rodziną / Dużo zdrowia życzy szykowny samolot do nieba / Szczęśliwej podróży / Zostańcie wszyscy z Bogiem!". Ten jakże śmieszny monolog płynnie przechodzi w kawałek tytułowy, stworzony przez Olafa Deriglasoffa. Dubowy rytm, zakręcone sample, fragmenty jakichś zapowiedzi wyjętych żywcem z koncertu Kazika. Sam zainteresowany wyjaśnia wreszcie lekceważącym tonem: "Zespół nazywa się Melassa, powstał dziś rano". "Świetnie!" – pomyślałem. Wprawdzie pomysł na występ wyimaginowanego zespołu wyraźnie zaczerpnięty jest z Sierżanta Pieprza, ale zawsze to jakaś interesująca koncepcja na wydawnictwie Kazika.

Niestety, niewiele więcej oferuje ta płyta. Bo już następny numer, "Jeśli Nie Chcesz", zanudza na śmierć, przywołując przeciętną szarzyznę dotychczasowych osiągnięć Staszewskiego. "Nie chcesz wojska – wtedy tam nie idź", rapuje on na tle elektro-hardcore'owego podkładu. Kazik rozwiąże twój każdy problem, tylko wsłuchaj się uważnie w jego teksty. "Komandor Tarkin" jest żałosny, z beznadziejną parodią wodewilowej melodyjki i tysięcznym tekstem o korupcji w politycznych elitach. Wprawdzie do wytrzymania są "Cztery Pokoje" – efekt współpracy z Edytą Bartosiewicz – gdzie całkiem śmieszny tekst Kazik podaje w sposób naśladujący styl mówienia Władysława Gomułki. Da się też jakoś przeżyć kolejny kawałek, "Mars Napada", głównie ze względu na jego kabaretowe walory.

Następuje szczytowy moment Melassy, jedyny tak naprawdę w pełni udany jej fragment. Najpierw przerywnik "Miliarderzy", kpiący z głupoty teleturnieju prowadzonego przez Huberta Urbańskiego. Staszewski udaje Huberta, Deriglassoff to "Ela", grająca o siedemdziesiąt miliardów dolarów. Przyznaję, rzeczywiście śmieszne. No i zaraz potem wchodzi piękna pieśń o upływie czasu i przemijaniu – "Gdybym Wiedział To, Co Wiem". Partia fortepianu Leszka Możdżera nadaje temu utworowi smaku, dostojności, ale i szczerości. Więcej takich poważnych motywów, panie Kazimierzu!

Ale na więcej nie było po prostu Kazika stać. Dwa, trzy dobre kawałki to stanowczo za mało, by mówić pozytywnie o całości. Reszta Melassy brzmi jak żenująco słabiutkie odrzuty z sesji. Mierne "Ja Tu Jeszcze Wrócę", komediowe "Mazzieh (African In Paris)", czy debilne "Randall I Duch Hopkirka". Ręce opadają. Na dodatek jeszcze trochę zrzynki z Beatlesów: "Do U Remember" to "Martha My Dear", a całkiem przyjemna "Jesień" (trzeci konkretny utwór w zestawie) to, rzecz jasna, "I'm So Tired". I tak można wymieniać. Słuchacze po raz kolejny dostali od Kazika guzik z pętelką zamiast porządnej, przemyślanej muzyki.

No i tyle. Zawsze mówiłem, że gdyby poskładać dobre utwory Kazika z jego różnych solowych krążków, to może by się uzbierało z pięćdziesiąt minut interesującej kompilacji. Natomiast nowe "dziełko" wokalisty znów okazuje się niewypałem. A więc: "Szczęśliwej podroży / Podróżuj po niebie drogi przyjacielu Kaziu / Szczęśliwej podróży / Zostańcie wszyscy z Bogiem!".

Tak, zdecydowanie, zostańcie.

Borys Dejnarowicz    
7 września 2001
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships