RECENZJE

Kaz Bałagane
Narkopop

2017, self-released 7.1

Jakub Bugdol: Po odsłuchu pierwszych singli promujących Narkopop pomyślałem, że Bedogie stracił na sile swoich panczów, stał się nieco bardziej subtelny, mniej spektakularny, a leksykalnie mamy do czynienia z mdłym powtarzaniem ugranej konwencji ("wyjebałem z morza jako kraken"). Pora jednak odszczekać swoje malkontenctwo i stwierdzić sentymentalnie, cytując klasyka: "lubię wracać tam gdzie byłem". Bałagane stworzył bowiem coś w rodzaju równoległego świata, napędzanego perpetuum mobile dobrze znanych motywów. Liczne follow-upy ("Narcyz"), rozwijanie starych tematów (gruzowy "Trendsetter") i okazjonalne wprowadzanie nowych ("muzyka, chleb, rodzina, dom") okraszone są znakomitymi bitami. Tytuł Narkopop zobowiązuje – wystarczy wspomnieć bangerowe "Spodenki Do Ćpania", czy sowizdrzalskie "Crazy Frog" z ultra-chwytliwą, frywolną, lśniącą linią synthu w refrenie. Nie brak też wycieczek w inne rejony – kodeinowo-ambientalny "Stolik" budzi nieodparte skojarzenia z Boo Boo. Album eksploduje feerią ("Byku") trapowej popowości, ogromnym ego rozrywanym przez "sos ciuchy i borciuchy", kolejne kulinarne podróże i pozostawia mnie z jednym prostym wnioskiem – Bałagane wciąż jest PIERUNUJĄCY, "ta jest".

Michał Kołaczyk: "Fascynacja Kaz Bałaganem to efekt kryzysu męskości millenialsów, sorry :/, polecam porobić pompki to ci przejdzie". Bardzo nie lubię, jak moje fundamenty tożsamościowe walą się w gruzach pokoleniowych analiz przeprowadzanych na czymś tak prozaicznym, jak Messenger…

Bo to w końcu bardzo dobra płyta, na której Jaca z musu mierzy się ze swoim dotychczasowym dorobkiem walcząc z balastem braku otoczki hermetycznego zjawiska wpadając wprost w optykę masowego odbiorcy. Kwestia materiałowego wychodzenia z nieokreśloności, będącego naturalną ewolucją dojrzewającego rapera w stronę standaryzacji, makdonaldyzacji, zastopowanego dynamizmu oraz wytworzenia rozpoznawalnej na każdej szerokości geograficznej marki konstytuuje się właśnie w tym kompleksowym miejscu. Kończy się era charakterystycznego zaskakiwania świeżym fenomenem na rzecz stania się integralną częścią naszego ogólnego "kanonu". Brązowienie? Tak. Co doprowadza do braku miejsca na autentyczną olewawczość, na głęboki niedobór tolerancji dla nietrafionych pomysłów, a na ten krótki moment także na wszystkie eksperymenty – w końcu nie można oddać się szaleństwu na zdobytym co dopiero szczycie – trzeba mierzyć się z przesadzonymi oczekiwaniami fanbase'u, trzeba zabetonować świeżo osiągniętą pozycję, stawiając sobie za cel skuteczne zaspokojenie wszystkich wygłodniałych poprzez krwawe zapasy na podłodze z dotychczasową, stawiającą wysoką poprzeczkę, dyskografią.

I jako bystry gość, on to wszystko doskonale kuma, nie bez przyczyny uprawiając radykalną, nawet jak na swoje standardy, braggę – i nie, nie chodzi tutaj o jakieś tekstowe tworzenie obrazu typa robiącego na skinienie sztuki. Tę pulpową literaturę dla czerwieniących się hipsterskich pensjonariuszek udających oburzenie poprzez ironiczny uśmieszek politowania. W ukrywanym na siłę podnieceniu, nerwowo wertujących dalsze kartki w poszukiwaniu wulgarnych powidoków alternatywnego życia – historii kurew, dealerów, narkomanów, w których najbardziej poruszającą rzeczą nie są ich chorowite z punktu widzenia mieszczańskiej moralności działania, ale przerażający świat do cna wyzuty z naiwnego idealizmu w imię skrajnie radykalnego – tu i teraz – pragmatyzmu. Stojąca w opozycji do smutnych piosenek, esencjonalna podkładka o terapeutycznych właściwościach rozgrzewająca zbiór nienasyconych resentymentów w stosunku do byłych dziewczyn (Talerzowe Love)…

To nie o teksty tu chodzi, bo właśnie to banalizujące i spłycone podejście skupiające się na warstwie lirycznej to ślepa uliczka. Zerowy absurd, w którym bossostwo bycia jednym z najsensowniejszych gości w rapgrze, zostaje zredukowane do "tego kolesia od burackich nawijek". Wielkość Kaza i w pełni słuszna bragga opiera się na fundamencie potrzeby popisywania się swoją dźwiękową erudycją, obyciem w muzycznym świecie. Umiejętnością żonglowania konwencjami oraz niemal nerdowskim zacięciem grzebania godzinami w poszczególnych ścieżkach i trackach, z plecami opartymi o ścianę złożoną z setek przeanalizowanych rap płyt odciskających spory inspiracyjny ślad na materiale. Chce pokazywać, w jakich odległych i radykalnych muzycznych miejscach bywał, po jak wielkim gatunkowym terenie wypełnionym hiperłączami jego język wraz z produkcją łagodnie pływa. Czyniąc to wszystko, jednocześnie wysoce brawurowo, unikając bolesnej groźby kameleonowego drapania po brzuszkach takich autystów jak ja, niekończącą się postmodernistyczną sklejanką złożoną z tysięcy skopiowanych jankeskich fragmentów, na rzecz zachowania, pomimo ich dominującej klątwy – silnej, charyzmatycznej autonomii: własnego autorskiego, wyraźnego stylu. Imponująca przejażdżka człowieka uświadomionego, ogarniającego i kochającego medium, w którym funkcjonuje, bliższa w swoim wyrazie poszukującemu muzykologicznemu typowi z akademii, niż złotemu dziecku ulicy zajawionemu kradzionymi z bazarów rap płytami (of course bez ich deprecjacji; spokojnie, luz) – i właśnie z tej perspektywy, a nie z perspektywy sporów o jego tekstowy autentyzm, czy też słusznego jarania się groteską nawijek o kutosach i ruchaniu, twórczość Kaza ma pełną rację bytu w śmiałym wbijaniu się z buta na ponad siódemkowy panteon.

…Krzyzys – Przewartościowanie własnego życia i trzy dni kryzysu później – zrobiłem 15 pompek, dostałem zadyszki, wyjebałem jako kraken, znowu włączyłem... Narkopop wciąż zajebisty.

Paweł Wycisło: Lubię to wyzwanie, które od jakiegoś czasu stawia przed nami Bałagane ("trochę polotu, kiedy będziesz o nas pisał"), gdyż wcale nie jest takie oczywiste – w końcu cóż to za problem napisać parę zdań o polskim raperze? Sytuacja zmienia się, gdy człowiek uzmysłowi sobie, że ma do czynienia z rzadkiem typem hiphopowca – niezwykle świadomym wszystkich swoich zalet: świetnego gustu ("lubię swoje nutki, no bo jestem narcyz"), skromności ("może jestem monotematyczny, ale nie licz na zmiany"), szacunku do siebie ("nie zobaczysz mnie z trójką"), trzeźwego podejścia do swojej twórczości ("lubię swoje nutki, no bo jestem narcyz"), szczodrości (nie znam słowa umiar, ale wiem, co to jest gest) czy, w końcu, przenikliwości w opisie kondycji polskiej sceny muzycznej ("aktualni jak Roots Manuva, jak Santana"). Innymi słowy Kazek wyręcza wszystkich piszących o nim nieszczęśników. I ma prawo zacząć płytę słowami "dziwko, jestem nowym Nasem", bo nim jest, jednak koniecznie trzeba dodać, że nie tylko nowym, ale i lepszym: z równiejszą i mocniejszą dyskografią. Ten buńczuczny wycinek "Prosciutto Crudo", wraz z komicznie nawiniętymi wersami "podwójne rymy i skille, technika ostra jak sztylet / fajnie, że sobie rapujesz, dla mnie to jesteś rodzynem", przy okazji doskonale kreśli paradoksalny stosunek naszego bohatera do rapu. Z jednej strony szacunek ufundowany na świadomości swoich korzeni (dwuznaczność zamierzona), z drugiej śmiechawica z silnej waloryzacji przeszłości i zamkniętych w truskulu głów. Niemal identyczny w znaczeniu/wyrazie jest wers Rogala DDL z "156": "lecę sobie na pojedynczych i szczerze pierdolę twoją technikę" – wydaje się wręcz, że w tym punkcie zbiegają się linie (i linijki, i kreski) dwóch ważnych figur, czyli "apartamentowego" i "wygrywającego" Bałagane i hiperulicznego Rogala, który ciągle musi "gubić patrole między blokami".

Niestrudznie wypisuję dla własnej satysfakcji ulubione fragmenty ("chujowiej czułbym się tylko w centrum handlowym") i nie mogę sie nadziwić, że koleś nie dość że jest współautorem arcydzieła z 2014 roku, to czwarty rok z rzędu nagrywa najlepszą polską rap-płytę. Może za jakiś czas, gdy Koldi poradzi sobie w końcu ze znalezieniem działającego streamu do meczu Juventusu, a administrator forum o hiphopie zrozumie, że nędzne homofobiczne teksty zawsze będą żałosne – czyli gdy obudzimy się w innym, ale prawdopodobnie lepszym świecie – twórczość Bałagane będzie uznawana za najważniejsze dokonanie w polskiej muzyce w tej dekadzie. Możesz go nie lubić, "a i tak będziesz śpiewał teksty". Jak tego nie rozumiesz, to prawdopodobnie dr Ągal zbyt często zagląda ci do ucha albo "w piździe byłeś, ale nie tej". Mam nadzieję, że przynajmniej pomagasz pieskom. Bo na dworze wilgoć, byku.

Tomasz Skowyra: To jeszcze ja dodam kilka swoich spostrzeżeń. Po pierwsze nie ma sensu pisać, że Bałagan umie w rap: wiadomo, że Kazek już wcześniej wdrapał się do czołówki najlepszych krajowych NAWIJACZY i każde kolejne wydawnictwo to spora kolekcja kozackich wersów. Czyli jak zwykle świetnie zbalansowana warstwa LIRYCZNA (od absurdalnie śmiesznych panczy w rodzaju "śmiechowa żaba, nie Gaba Kulka", po świadomość żywej i nieustannej opozycji truskul – newschool zmieszczonej w wersach: "O czym tu nawiniesz, o lolkach na bojkach? / Że pora się ogarnąć, że nowy rap to pedałówa"). Posłuchacie, poczytacie i będziecie wiedzieć. Po drugie zaś w dźwiękowej oprawie Narkopopu, swoistej kopalni crazy hits, Jacek pasuje mi chyba najbardziej (choć wciąż w głowie trwa walka, czy jednak paczka bitów Lotu022 nie była najmocniejsza, no nieważne).

Cała masa producentów (od Kubiego do Czarnego HIFI) zgrała się elegancko i ulepiła różnorodny, ale spójny, bitowy łańcuch. Czasem wszystko brzmi faktycznie jak narkopop ("Prosciutto Crudo"), czasem jak Gas Bałagane ("Stolik"), innym razem prawie jak Junior Boys ("Narcyz"), RnBass ("Spodenki Do Ćpania"), Muzyka Poważna Pezeta ("Stara Bida"), More Life Drake'a ("Ściana Budynków"), śmiechowy pastisz gównianej festynowej muzyczki ("Kanikuły") czy trap z USA ("W Całości"). Jak widać (słychać) spore spektrum barw i odcieni, ale Bałagane sprawdza się w każdych warunkach, nawet gdy za pierwszym razem było coś NIE HALO (a mam tu na myśli singlowy "Trendsetter", który w kontekście płyty wyrósł na całkiem porządny track z chwytliwym refrenem). Po trzecie – przez ten stylistyczny rozstrzał trudno zaklasyfikować typa i wrzucić go do jakiegoś jednego worka, bo ani to trap, ani rap prawdziwy, ani malowany, ani r&b, ani hardcore czy disco. Narkopop? Hmmm, niech będzie. I wreszcie po czwarte – chyba jednak na razie dyskografia Nasa > dyskografia Kaza, no ale na Narkopopie wszystko gra i buczy, SRA I MRUCZY. No to do następnego.

Redakcja Porcys    
12 października 2017
BIEŻĄCE
Porcys Składak: Four Tet
Four TetNew Energy