RECENZJE

Katy B
On A Mission

2011, Columbia/Rinse 5.2

FK: Macie takie wrażenie, że hype'owanie kolejnych kawałków Katy B, to było jedynie pokłosie fascynacji "Katy On A Mission"? W sensie, że nadała, jak nikt przed nią, ludzką twarz najhardszym dubstepom, myśmy się zachłysnęli, a potem już poszło... I choć byłem zwolennikiem każdego kolejnego nagrania, jakie trafiało na YouTube, to nie przyświecała temu żadna rzetelna autoanaliza (jednego chyba nawet nie przesłuchałem do końca). Nie no jasne, album poparty świetnymi singlami nierzadko nieco rozczarowuje, ale ten rozczarowuje jakby bardziej. Bo od wspomnianego pierwszego singla – przypomnijmy, z podkładem w całości znanym o wiele wcześniej – nie ma tu nic lepszego, a kolejne kawałki pokazują, że do Katy najbardziej pasuje słówko "trochę". "Why You Always Here" trochę buja, ale za mało. Wokale w "Witches Brew" poprowadzone są trochę pod Britney, ale to brzmi źle. "Movement" to trochę Sophie Ellis-Bextor, "Go Away" trochę chwyta za serce stylem timberlake'owym, a trochę śmieszy. A wszystkie teksty – tak proste, że nie da się ich nie zauważyć – są trochę żenujące i przypominają nam o tym, że Katy jest żółtodziobem, którego wzięli pod skrzydła znani producenci. No właśnie, przydałoby się jeszcze słówko o podkładach – w zeszłym roku Benga, Skream i jakiś trzeci koleś wydali płytę jako Magnetic Man (tam znalazł się "Perfect Stranger"). No to On A Mission brzmi trochę jak tamto.

KB: Pokładałem jakieś nadzieje w tej płycie i mocno się rozczarowałem. Tutaj po prostu nie ma materiału. Fajnie, że ktoś nagrywa popową płytę z UK funky, ale i za mało tu funky, i pomysłów na piosenki. Zbyt mało jest też szans na chwalenie się wokalem, który był główną siłą nadal świetnego singla. Programowane beaty niczym nie zaskakują, słabią rymy takie jak "Give me movement / I need some kind of improvement". Są tu oczywiście momenty udane, wyjątkowo świeżo wypada "Hard To Get", podobnie "Perfect Stranger", ale czasem Katy zamiast brzmieć jak nowa twarz świeżego brytyjskiego popu, wypada raczej jak znudzona Lily Allen pozbawiona temperamentu, a większość piosenek wypada co najwyżej przyzwoicie i ginie w pierwszym lepszym dj-secie.

MP: Jak słusznie zauważono, "trochę" jest świetnym określnikiem tej płyty. Przed szereg wychodzą tutaj "Katy On A Mission" ze swoim mniej "synkopowanym" dubstepem, czy syntetyczny jam spod znaku Kylie circa Fever w postaci "Hard to Get". Ale i tak wszyscy wiedzą, że "More, More, More" lepsze (przecież!). Ewentualnie trochę dresiarskie "Broken Record". Reszta to niestety albo słabe/bardzo słabe piosenki, lub słabe/bardzo słabe szkice. A poza tym wszyscy już gdzieś to słyszeliśmy. W ogóle ten album jest świetnym przykładem na miałkość brytyjskiej sceny pop. Absolwenci BRIT School prócz warsztatu, (a jakże) nie mają się niestety zbytnio czym pochwalić. Opieranie się wyłącznie na dobrych singlach nie jest rzeczą złą, ale w takim razie po co wydawać płytę. Chwalenie piosenkarki za swobodne przemieszczanie się między stylistykami też nietrafione, bo i stylistycznie nie obcujemy z Midnite Vultures, a poza tym mamy przecież 2011 rok. C'mon guys, get some brain!

KFB: Nuda, panie. Początkowo widziałem siebie w roli tonującego hajp trzeźwego głosu rozsądku, ale widzę, że koledzy też nie dali się nabrać zdumiewającej fali propsów płynącej z przeróżnych zakątków świata i internetu. Większość tego materiału jest po prostu nijaka, nic nie dzieje się w tych piosenkach, nie ma żadnych ciekawych kontekstów związanych z postacią Katy B., produkcyjnie też bieda, dlatego niespecjalnie rozumiem te porównania z nowym albumem Britney. Jakkolwiek moje odczucia co do jakości Femme Fatale są nieco mieszane (tak, estetyka, wiecie), to przecież co tam się dzieje w tych podkładach... A na On A Mission? No właśnie, sami widzicie. Dramatu nie ma, ale poza solidność wystaje niewiele, dlatego w kontekście bardzo obiecujących singli jestem mocno rozczarowany efektem końcowym. Aczkolwiek chyba wiem na czym polega "misja" Katy i wciąż będę jej kibicował, ale jakby nie patrzeć w tym temacie "swoje zrobiła". Czekamy na nowe twarze, bo potencjał przed takim graniem widzę olbrzymi i chyba nie jestem w tym sam.

Marian Pietrowicz     Kamil Babacz     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz    
7 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy