RECENZJE
Kassem Mosse

Kassem Mosse
Workshop 19

2014, Workshop 7.1

Ciężko przychodzi mi wystawienie liczbowej oceny w porcysowej skali, gdy mam w pamięci siódemkową notę Krzysztofa Pytla dla werkdiscsowego Shelter Moiré’a, bowiem zestawienie Workshop 19 z tegorocznym albumem londyńczyka ze stajni Actressa pod względem stylistycznym, konsekwencji w budowaniu określonego klimatu oraz zawierzenia mocy prostych rozwiązań to nie eskapada z Warszawy do Londynu, a bardziej dystans rzędu stolica – Otwock. Nie będzie mniej, bo nietakt, ani więcej, bo sam węszyłbym niesprawiedliwość. Zostajemy przy 7.1 i witamy w naszej drużynie, Kassem. Tyle z tytułu moich rozterek na płaszczyźnie czysto moralnej.

Przechodząc do meritum, przyznać trzeba, że z kryjącego się pod aliasem Kassem Mosse Gunnara Wendela jest całkiem intrygujący gość. Niemiec konsekwentnie od 2007 bombardował nas ponadprzeciętnymi house’owymi wygrzewami czy to w postaci singla, czy kompilując z pokaźnych zasobów swojego dysku twardego trójelementowe EP-ki, a przy tym tak naprawdę nie wypuścił żadnego sensownego longplaya. Owszem, była próba kolaboracji z Mix Mupem oraz przelotny romans z minimal techno pod monikerem The Siege of Troy, ale umówmy się: wszystkie te wydawnictwa to raczej niewyraźne cienie faktycznych umiejętności producenckich naszego sąsiada zza zachodniej granicy. Mimo to nie ochrzciłbym ich mianem niepotrzebnych i nie zamierzam deprecjonować ich znaczenia dla rozwoju artysty, gdyż najprawdopodobniej właśnie przez te eksperymenty dzisiaj, na debiutanckim, wydanym na dwóch czarnych plackach LP Mosse’a, mamy do czynienia z tak znakomicie wypośrodkowaną fuzją berlińskiego kroju obskurnych 4/4 z deep house’owymi fakturami. Zdaje się, że Gunnar, nie chcąc rezygnować z dwóch niezwykle absorbujących go nurtów, z którymi obcował na co dzień z racji swojego miejsca zamieszkania, znalazł w końcu złoty środek i iście autonomiczną formę ekspresji. To obowiązkowa pozycja dla fanów Colonial Patterns Huerco S., którego echa faktycznie gdzieś na Workshop 19 wybrzmiewają, a i sympatycy Itala potrafiący sobie wyobrazić nieco bardziej ułożoną wersję Endgame bez dubowych naleciałości nie poczują się rozczarowani zawartością polecanego krążka.

Precyzując i odnosząc się bezpośrednio do treści: siła omawianego debiutu leży w monolitycznej konstrukcji spiętej dwoma jazzująco-lounge’owymi klamrami: otwierającym "A1" i zamykającym "D1". Easy listening, muzyka dla supermarketów, ale nie w Jarre’owym wydaniu. Znakomita audioprolegomena do kolejnych stron winylowych płyt, obfitych w przyjemny dla ucha, przestrzennie roztaczający się, hipnotyzujący dźwięk pada wzbogacony o miarowy hi-hat i opieszały, momentami smolisty bass. Wszystko to w zgodzie z wyczuwalnym, niepisanym konceptem harmonijności odnoszącej się do sfery metodycznego konstruowania wiszącej nad nagraniem mglistej atmosfery-spoiwa. Do tego wspomniane w poprzednim akapicie cząstki niemieckiej szkoły techno klarują przed odbiorcą obdarty z całej swojej barwnej nieinwazyjności deep house, ale nie na tyle edgy i lo-fi, by doszukiwać się pomiędzy kolejnymi kompozycjami zalążków terminu "outsider".

Z każdym kolejnym obrotem matowo czarnego etenylu coraz jaśniejszym wydaje się, że eksplorując Workshop 19, mamy do czynienia z uniwersalną jakością doskonale sprawdzającą się zarówno w domowym zaciszu, jak i – odpowiednio podkręconą – w samym centrum parkietowego cyklonu. To bezapelacyjnie najdorodniejszy dotychczas owoc pracy rąk Wendela. Do tańca i do różańca. Bez przypału postawić możecie na półce obok tegorocznych house’owych tuzów pokroju Vynehalla.

Witold Tyczka    
28 października 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie