RECENZJE

Kanye West
Late Registration

2005, Roc-A-Fella 6.7

Jędras znowu idzie na łatwiznę.

Zaczynamy stwierdzeniem, które nie dziwi. Na bitach Kanyego nawet Adam Levine of Maroon 5 wygląda dobrze. Brak już ciotostwa do potęgi, jest wylajtowany kawałek z przyjaznym ładnym chłopakiem na wokalu. Ye: "My aunt Pam can't put them cigarettes down / Now my lil' cousin smokin' them cigarettes now". I pianinko tam. Znowu klimat "melaznu ze znajomymi", bardziej soulowo jeszcze nawet. Afirmujący dalej "Touch The Sky" (Just Blaze produkuje, co ciekawe) jest. I z luzem znowu, "Before anybody wanted K-West beats / Me and my girl split the buffet at KFC". Na mayfieldowskich dęciakach, z rytmem westowskim jednak do bólu. I kolejny ze smash singles, "Gold Digger", z Jamiem Foxxem, samplujący Raya Charlesa, to nic specjalnego gdyby nie pompujący bicik (pompka, pom-pom). Całe zastępy tu męskich wokali, vintage'owej tkanki, przez całą długość albumu. Zaczyna się jednak najlepiej; następnikując, poziom spada.

"Crack Music" z Game'em (ale nie, że gangsta) wykazuje *jakąkolwiek* kreatywność językową Westa, w poszczególnych frazach, tematycznie wiadomo: "When our heroes and heroines got hooked on heroin", czy dalej drobne motywiki w postaci "Put the CD on your toungue, yeah", wszystko prowadzi wyraźniejsza sekwencja hi-hatów i twardych werbli, Keyshia Cole lalaluje w tle, temat na czasie: "Who gave Saddam anthrax? / George Bush got the answers", puentując: "Back in the hood, it's a different type of chemical". Tia, heh.

Ze słabszych fragmentów mamy "Roses" bez wyraźnego hooka, niemal jednostajnie z przerwami na żeńskie wokaliki, "feel like Amerie >It's this one thing<" w środku (wyrywam z kontekstu dość celowo). Mniej niemrawe gdzieś dalej "Bring Me Down" z smykami już, pianino, "at least mediocre" flow Kanyego, Brandy śpiewa jakaś. Dobrze.

Pulsuje, z clapami, stłumionymi talerzami, "Addiction". "She's got the same thing, about me, but more, about us / She’s coming over, so I guess, that means, I'm on drugs / Just let me peek now, I mean damn, I'm so curious." "I see the emotion in your eyes, that you, try not to show / We get the closest when you high, or you drunk, or you blow." Autobiograficzny wątek, całkiem bliski w zasadzie. A nie, że jakieś dorastanie. Można się identyfikować, w końcu coś poza kliszowaniem temacików bez krzty inwencji. (Jeszcze przeciągane "you maaake mee smiiile" i jest hit w wersji ultra light).

Najwyraźniejszy jest "Diamonds From Sierra Leone (Remix)", z keyboardem najmocniejszym. Patos teledyskowy i śmieszny w sumie Jay-Z: "I sold kilos of coke, I'm guessin' I could sell CDs / I'm not a business-man, I'm a business, man!". Gorzej z potencjałem "We Major", wymiata aranżacjami jedynie troszkę, z piszczącymi trąbkami, harfowymi pianinami, takimi. Nas dostatecznie.

No ale "Hey Mama" to jest jeden z lepszych, zajebisty, rozśpiewany (słowo-boss, btw), lalalowanie znowu, miękka nawijka, wszystko się ładnie zazębia w refrenowej konstrukcji już, wesoły Kanye taki, i bez w sumie ciężkich liryków.

I skity w końcu dobre nawet. Misiu wraca na uczelnię.

Mateusz Jędras    
30 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy