RECENZJE

Justus Köhncke
Dopelleben

2005, Kompakt 7.0

Dopelleben ma w sobie lekkość i urok dobrej komedii romantycznej i jak na razie plasuje się w czubie skromnego peletonu tegorocznych krążków z prawdziwego zdarzenia. Podczas gdy niewzruszony, sympatyczny Wąsacz o szklanych, nienaturalnie szmaragdowych oczach spogląda zupełnie bez wyrazu z okładki, album otwiera równie nieokreślony, instrumentalny "Elan (Dub)". Prawdziwa inauguracja (taka z szampanem i ciastkami) nadchodzi w osobie "Schwabylon" z tytułem trafiającym w gusta zjadaczy skeczów Skurcza. Oparty na sooper skrzypiec loopie rześki track legitymuje się także sporą dawką klików przebijając pionę ze stepującymi w rytmie electroclashu berlińskimi klubowiczami. Daftpunkowy, przetworzony głosik zapewnia: "I'll do it as long as I can dance to it" i imprezka jest gicior. "Wo Bist Do" otwiera serię przekonywająco rozplanowanych, pełnych wdzięku i słodyczy, delikatnie kołyszących pieśni, nie nadających się już raczej do bansu, za to rewelacyjnych na popołudniowe leżakowanie z książką, a jak ktoś woli, także idealne pod wszelki spacer. Wywołujące uśmiech rozkoszy, niebiańsko słodkie (powiedzmy jakiś dobry Air) "Weiche Zäune", "Herz Aus Papier" (brylancik), "Alles Nochmal" udowadniają, że niemiecki też potrafi być ładny (a to wcale nie było wcześniej takie oczywiste). Nadmiar łakoci tonowany jest przez bardziej geometryczne, mniej piosenkowe "Loreley" czy "The Answer Is Yes" (tu za porównanie służy mniej melodyjne oblicze Notwist), ale też ciut żwawsze (powraca opcja taneczna) "Elan" i "Timecode". Na płytce teledysk do tegoż, zrobiony jak przez samego muzyka, nakładem, jak mniemam, max 100 marek.

Jacek Kinowski    
3 października 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja