RECENZJE

Justin Timberlake
Man Of The Woods

2018, RCA 5.9

No, Justin, ale poleciałeś z tą płytą. To jak to jest z Man Of The Woods? HIT CZY KIT? A może wszyscy się mylą, nikt nie ma racji, hm? No dobra. Pewnie ze dwa lata temu nie byłoby aż tak krytycznego odzewu – w końcu jakiś czas temu wszyscy kochali Justina, nie tylko popowy mainstream czy nawet jego podziemna opozycja, ale chociażby David Fincher czy bracia Coen. Ale czasy się zmieniają, jak nawija Jajo. I jak nawijał Maro to już nie to samo, bo teraz, jeśli chodzi o płytowy sukces w mediach, biali chłopcy nie mają łatwo w USA, czy ogólnie na świecie i tego chyba nie trzeba specjalnie tłumaczyć. Ale to jest kłopot JT z zewnątrz, bo drugi problem koleś stworzył sobie sam: sięgnięcie po leśne country i straszenie Bon Iverem w promocyjnych fotkach (nie wiem, co o tym sądzić, ale ze 35 sekund szukałem w głowie tego pseudonimu...) to nie był najgenialniejszy pomysł. Nie ma tu też świeżości, ale pamiętajmy, że Timberlake to już nie młodzieniaszek. Ale wiecie co? Justin ma tak naprawdę w piździe, czy podoba się wam jego płyta, czy nie.

A teraz przechodzę do sedna. Nie zamierzam BRONIĆ tego longpleja, ale chcę się po prostu zastanowić. Niektórzy twierdzą, że to najgorszy długograj Timberlake'a. Hmmm.... A pamiętacie jakąś piosenkę z drugiej części The 20/20 Experience? Bo ja nic a nic. Tak samo, jak nie pamiętam dziś żadnego kawałka ze "świetnej popowej płyty" Lorde z zeszłego roku, "ale chyba miałem nie o tym". Natomiast z Man Of The Woods kilka kawałków będę pamiętał dłużej i duża w tym zasługa powracającego do Justina duetu Neptunes (Justified nadal tak wymiata, że aż STRACH). Bo raz, że po dokładnych sesjach z płytką okazuje się, że faktycznie jest tu trochę PAŹDZIEŻOWEJ muzyczki ("Say Something", "The Hard Stuff" czy "Flannel", choć ten ostatni powinni polubić fani debiutu Fleet Foxes + koda tam trochę wtf) – nie zamierzam twierdzić, że nie. A dwa, że lekko przydługi ten album i nierówny, ale mimo wszystko minusy nie przysłoniły mi plusów.

I zobaczmy: czy pamiętacie ostatnio w "mainstreamowym popie" (coraz mniej rozumem, o co chodzi w tym terminie) tak dziwaczny singiel, jak "Filthy"? Bo ja sobie nie przypominam, a trochę, kurwa, śledzę. Te dziwaczne electro macki digi-ośmiorniczki + odprężony basik + jakaś hymniczna wstawka + manieryczna forma = kaman, o co tu chodzi? Dla mnie efekt jest co najmniej intrygujący. Dalej idąc mamy "Midnight Summer Jam" z obsesyjne wyeksponowanym chwytem gitary i pięknym, (późno)beachboysowym mostkiem (1:53), słabo? W ogóle przez te vocal-sample na drugim planie mam ochotę na remiks popełniony przez DJ-a Sprinklesa. Co jeszcze ciekawego tu znajdziemy? Że niby tytułowy to leśne szanty? No dobra, ale słuchaliście mostek? Post-Wonderowski "Higher Higher" to kolejna dawka popu z gitarami, ale najjaśniejszym blaskiem lśni tu "Wave", który na luzie wlatuje na moją listę najlepszych kawałków opartych o pulsację reggae ever. No i ten hook w prechorusie: "Wouuuuld you belieeeeeeeeeve we're alone"? Dopisać do najbardziej błyskotliwych momentów w songbooku JT.

A to nadal nie koniec rzeczy, które w jakiś sposób podobają mi się na tym albumie. Na przykład "Morning Light". Powiecie, że przecież słabe, ale gdybyśmy to wrzucili na Coloring Book Chance'a, to czy ktoś by strasznie narzekał? A "Montana" z tymi delikatnymi podmuchami seledynowych wstążek synthów nad deep-house'owym bitem? A zbierający w sobie kilka wątków "Breeze Off The Pond"? Dlatego właśnie uważam, że to wcale nie jest "słaby" album, jak starają się twierdzić niemal wszystkie "opiniotwórcze media". Dobra, pewnie trochę o nim zapomnę pod koniec roku, bo wiadomo, że nie wszystko gra tu tak, jak powinno (no i w teksty raczej nie ma się co mocno wczytywać), choć naprawdę polubiłem ten album. Nawet "Supplies", do którego nie przekonałem się w chwili premiery, ma w sobie klawiszowy bridge na 2:28, przy którym unoszę kciuk do góry. Nawet kiepsko imitujący Prince'a, badziewny "Sauce" coś tam w sobie ma. Więc co mogę napisać na koniec? Man Of The Woods zasługuje na drugą szansę. Może to nie jest album, jakiego wszyscy oczekiwaliśmy, ale to chwilami porządna czy wręcz świetna popowa jazda. Serio, nie zmyślam, sprawdźcie to.

Tomasz Skowyra    
20 lutego 2018
BIEŻĄCE
Ross From FriendsFamily Portrait
NecksBody