RECENZJE

Justin Timberlake
FutureSex/LoveSounds

2006, Jive 6.2

PRZEKAZ

Daddy's on a mission to please. Zmutowane Eurythmics, Prince, Jacko. Pierwszy singiel śmieszny quasi-disco-blackout. Ale i tak wszyscy słyszeli Nelly Furtado, jak śpiewa i tarza się z Timbkiem na podłodze w luksusowym studio. Wystarczyłoby w sumie: vocal delivery 6.0, beats: none. Łukaszek jest morderczy i bezlitosny, Paweł zastrasza erudycją, Borys ewoluuje w nieznaną dotąd historii postać pana od recek, Tomek tworzy nową formę dissu (wszystko w dwa tygodnie!), a Justified dobra płyta (nie od dziś). Są momenty, że rzepka mięknie, a ząb rwie. W takim stanie konwszystkiego jestem tak naprawdę w dupie i nie da się temu zaradzić. Wybierz asystenta, jesteśmy w produkcyjnym raju i brzmimy niczym młody bóg.

PRZYSZŁOŚĆ

Jest tu też ta franca z Black Eyed Sreas, will.i.am. Porządny razowy z ziarnem bit jeden dostarczył, nieznacznie dyszący 'ptunesowsko co ciekawe. Dostęp do mikrofonu wykorzystał bez miski. To nawet ciekawsze, bo Three Six Mafia mniej. Chociaż wszyscy zasysają w sumie. Oddziela to słuchalną część albumu od przestrogi (wchodzącej z "Hi my name is Bob and I work at my job" tylko po to, żeby poograniczać i zapędzić od skuna, czy wręcz ciekawszych zagięć, do serwisów randkowych) i serwisów randkowych, gdzie udziela się nawet sam słynny Rick Rubin w jednej z kilku części przytłumionego monumentu tęgiego smętu. Narzekacie, że brak tu Neptunes, ale nie właśnie, bo gdzie teraz jest Pharrell? Otóż. Pharrella już nie będzie, a Hugo zadając się z Durstem też daleko nie zdziała.

PRAWDA

Brak też bolesny doświadczeń poziomu ilościowego "I always feel like / Somebody's watching me", jakie niosły ze sobą co bardziej bossowskie hooki fonetyczne na debiucie. Albo przynajmniej ocierały się o. Tutaj natomiast okna w łazience są szczelnie zamurowane gipsem z Gipexu i osiedle dorobiło się własnej ochrony. Sam sobie zamurował, dla utrudnienia może, nie wiedząc, że przez ściany się nie widzi. I tak jak na Justified żałowałem, że to nie płyta Destiny's Child tudzież Gwen, albo że co najmniej nie dostał Justyś po głowie od chłopaków pod blokiem za nachodzenie po nocach dziewcząt młodych i zwabnych, tak obecnie z nudów odgrzewam pierogi, potrzebne przecież dopiero za kilka godzin. Nic tak nie wkurwia jak widma.

ZAPINANIE / PRODUKCJA

Była szansa na mocny rejestr, skończyło się na zwycięstwie tegorocznego Prince'a, który za Timbalakiem zostawia również Musicology. Tylko że tu wszystko tak pieści, jak pieściły co bardziej skupione sześciany z Around The World In A Day + chciał być transparentnym bossem, nie wyszło + Loose lepsze + ograniczenia i po co + "She grabs the yellow bottle / She likes the way it hits her lips / She gets to the bottom / It sends her on a trip so right" + "Lovestoned" z instrumentalnym breakiem gdzie błyszcząca i smutna gitara na swojej półce jednak jedzie wypielęgnowaniem woskiem, choć stopni niewiele + częste beatboxy + "Now if I wrote you a love note" + "I'll let you whip me if I misbehave" + Mosley Z NICZEGO jakieś brainy-tidy nie drugi raz masywne cyber-funki układa, co DZIAŁA, nie wiadomo jak się odwołując wstecz. Przyszłość i seks, miłość i dźwięk.

Mateusz Jędras    
27 października 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie