RECENZJE

Julianna Barwick
Florine (EP)

2009, Florid 6.6

Ustalmy coś sobie. Po pierwsze: Florine nie brzmi jak cokolwiek, czego byście nie słyszeli już wcześniej.

Teraz załóżmy, że wszyscy jak tu siedzimy jesteśmy wystarczająco ogarnięci, żeby uznać ten fakt za rekomendację.

Czy był to film, czy materiał z planu Fitzcarraldo, kto by tam pamiętał – dość zauważyć, że dziewczyna sama jedna wskrzesza na naszych oczach całe, kurde, Popol Vuh i ten bezczelny background należy uznać za dominujący (a nie, że Panda). Ideowo linkuje do Spirit Of Eden. Przy okazji nasuwają się i inne analogie, jakieś ubiegłoroczne Fight Bite, jakieś Nalle, ogólnie rzeczy bliskie temperamentem starej poczciwej Enyi, gdyby kolaborowała z freak folkiem. Słowem, wszystkie te młodzieżowe projekty o których przy odrobinie dobrej woli można powiedzieć, że jeden paradygmant, a przy jej braku – że jeden chuj.

Kiedy właśnie. Kontakt z Julianną wyklucza brak dobrej woli. To nie jest płyta, o której można na serio i poprawnie się posługując językiem powiedzieć, że nie jest ujmująca. Florine brzmi jak powrót do domu – poprzez najurokliwsze zakątki Jury Krakowsko-Częstochowskiej oraz tratwą po Amazonce jednocześnie. Ta rasa przyleciała z zamierzchłych czasów i z kosmosu, a ogniska płoną wszędzie dookoła. Puśćcie to sobie w komunikacji podmiejskiej, a świat rzeczywisty zmieni się w historyjkowy.

Pozostaje pytanie czy substancja Florine jest na tyle rozciągła, żeby wypełnić więcej niż sześć kawałków. Takie rozmycie i takie zaśpiewy dodatkowy kwadrans mógłby zaprowadzić daleko poza granice cierpliwości. Serio, Panda przy niej to muzyka taneczna i ciężki industrial. Byłam już bliska napisania czegoś na kształt „chcę więcej”, ale tak naprawdę wcale nie jestem pewna, czy chcę więcej. Bo owszem, są tu zalążki pokoju i densingu, i aż chciałoby się jarać, a trzeba czekać na rozwój wydarzeń. Skaranie boskie z tym popem dziś.

Aleksandra Graczyk    
16 listopada 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie