RECENZJE

Joggers
With A Cape And A Cane

2005, StarTime 6.7

Nie wiem, czego temu krążkowi brakuje. O kurczę, chyba jestem zmanierowanym post-punkowym wyjadaczem, skoro coś ostatnio nie drżą mi kolana przed albumami z tej półki. Hmm a może po prostu to już wszystko w temacie? "Dziś o 15 czasu polskiego wymyślono w hrabstwie Essex ostatni riff wszechczasów", coś było, tak. Nie no, wytłumaczenie braku zrodzenia się fenomenu z fenomenalnych bardzo często songwritingowych układanek Joggers nie może być tak proste. Co prawda rzeczywiście With A Cape And A Cane od razu krzyczy o Single Frame, a zatem mamy cały zestaw odniesień instant, acz udane niedbalstwo (śmieszne są te pijackie wokale) i funkujący feeling w dużej mierze skutecznie zmazują ten grzech. Motywy som, jak już mówiłem, więc nie wiem, o co mi kaman. Pora na telesfora, więc, heh, chyba najgorsza recka roku się szykuje, a może komentarz uratuje.

Jędrzej Michalak    
19 grudnia 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie