RECENZJE

Joanna Newsom
Joanna Newsom & The Ys Street Band (EP)

2007, Drag City 6.0

Wiele razy zastanawiałem się, jaki będzie kolejny krok Joanny po nagraniu Ys – dzieła, które dla wielu wykonawców byłoby zwieńczeniem owocnej kariery, a dla niej jawi się być jedynie początkiem, miejmy nadzieję, długiej i udanej artystycznej drogi. Krótkie wydawnictwo Joanna Newsom & The Ys Street Band EP na pewno nie odpowiada na to pytanie – jest to raczej krążek w niezobowiązujący sposób podsumowujący dotychczasowe dokonania harfistki niż wyznaczający kierunek dalszego rozwoju. Jako że w kwietniu tego roku miałem okazję widzieć Newsom na żywo w Dublinie wiem, że brzmienie tej EP-ki jest niczym innym, jak studyjnym odbiciem jej koncertowego wcielenia – czymś na kształt albumu live nagranego w studio. Tym bardziej, że muzycy towarzyszący jej na tym wydawnictwie to ci sami, którzy pomagają jej na scenie.

Jest też ten krążek swego rodzaju sygnałem wysłanym w stronę malkonentów, którzy po Ys kręcili nosami, że tak naprawdę poza wspaniałymi orkiestrowymi aranżacjami Van Dyke Parksa nie ma na tym albumie nic godnego zapamiętania. Jak bardzo się mylili można się przekonać słuchając wersji-szkieletu utworu "Cosmia" – wyobrażam sobie, że mniej więcej tak mógł brzmieć ten kawałek, gdy zawstydzona Joanna siedziała przed Parksem w pokoju hotelowym i prezentowała mu pierwotne wersje piosenek z Ys próbując przekonać mistrza do współpracy. Nic dziwnego zatem, że się jej udało – "Cosmia", nawet pozbawiona wszystkich orkiestrowych ozdobników decydujących o jej brzmieniu na Ys, hipnotyzuje na długie 13 minut.

To na pewno najpiękniejszy fragment tego wydawnictwa, na którym można znaleźć również udaną wersję closera The Milk-Eyed Mender – "Clam, Crab, Cockle, Cowrie" z perkusistą Nealem Morganem w roli drugiego głosu, a także niepublikowany dotąd, często wykonywany na żywo, utwór Colleen. Ten ostatni pełni funkcję swoistego wehikułu czasu przenoszącego nas daleko w przeszłość, wprost na dwór jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego średniowiecznego władcy, ku którego uciesze Joanna, jak na prawdziwego minstrela przystało, zabawia zebranych poddanych.

Czekajmy więc cierpliwie na kolejny, pełnoprawny album Newsom ciesząc się, że oczekiwanie to może teraz upływać nie tylko na słuchaniu dwóch dotychczasowych krążków, ale także tego, jakże przyjemnego, prezentu w postaci EP-ki o żartobliwym, springsteenowskim tytule.

Tomasz Waśko    
21 września 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie