RECENZJE

Jeremy Glenn
New Life (EP) / Surrender (EP)

2011, Future Classic / We Play House Recordings 7.1  /  6.7

Dwie zupełnie różne EP-ki młodego artysty z Toronto dla dwóch różnych wytwórni to dwie zupełnie inne bajki. To też dwóch zupełnie różnych Glennów, a raczej jeden Jeremy w dwóch kompletnie różnych rolach.

New Life dla Future Classic to faktycznie szansa na przyszły klasyk popu, bo kto widział taki klasyk bez gwiazdy. Śpiewa więc, materiał ma jakąś autorską narrację, a sama muzyka podporządkowuje się wyrażaniu emocjonalności jednostki – balearyczne, soulowe disco. Dla We Play House Recordings Jeremy stworzył… no, house konkretnie. Czyli, jeśli mówimy tu o jakieś narracji to o narracji parkietu, emocjonalności dj-skiej konsolety. Wokale tylko w połowie utworów, a zamiast uczucia wakacyjnego wyzwolenia, nieistotne spółkowanie w nocnych klubach. Prawie niczym apollińskość dionizyjskość, gdyby nie to, że Glenn jest zbyt dobrym chłopakiem i nawet, gdy tworzy miejski disco house, to nie jest on specjalnie niepokojący. Lub prościej – EP-ka New Life przyniesie Wam skojarzenia z takimi artystami jak Air France i Studio, a Surrender na przykład z Azari & III.

Można więc sobie pomyśleć, że tak jak wśród innych młodych twórców, da się wyszczególnić wokalną i producencką część repertuaru, ale w przeciwieństwie do choćby Jamesa Blake'a, różnice między tymi wersjami siebie nie są aż tak wyraźne. Od razu powiem, że stoję mocniej za pierwszą EP-ką. Tytułowy utwór to jeden ze stałych elementów moich wakacyjnych playlist, do tego stopnia, że przed długi czas nie sprawdzałem kolejnych utworów. Co prawda, remix "New Life", choć świetnie wpisuje się w cały charakter EP-ki, nie jest czymś specjalnie potrzebnym – ot ten sam utwór w bardziej parkietowej wersji, ale warto posłuchać kawałków z drugiej strony 12-calowej płytki, czyli trzeciej i czwartej mp3, mówiąc po ludzku. Jak bardzo stylowe jest "Found A Love"… Na papierze teoretycznie nic w tym utworze nowego – kolejny disco-house'owy hymn parkietu. Ale sposób rozwijania tego utworu, dopracowana narracja, ujmujące i chwytliwe kilka linijek zaśpiewanych przez Jeremy'ego, czy w końcu producenckie sztuczki, jak to niecodzienne wejście basu, to lekcje z parkietowych uniesień odrobione na piątkę z plusem. Pytanie tylko, ile klubów ma na tyle dobre nagłośnienie, żeby udźwignąć bogatą, selektywną produkcję tego utworu. Polecam więc koniecznie słuchawki. "Overtime" udowadnia z kolei, że Glenn jest też bardzo utalentowanym wokalistą, który potrafi przenieść soulową wrażliwość do tanecznej elektroniki i jednocześnie to artysta wymykający się gatunkowym klasyfikacjom, choć dla mnie skojarzeniowym kluczem dla tego utworu jest zespół Earth Wind & Fire.

Z kolei przywołanie Azari & III w drugim akapicie tego tekstu w żadnym przypadku nie było przypadkowe, bo "Surrender" brzmi dokładnie tak jak ich największe hity – "Reckless With Your Love" czy "Hungry For The Power". Drugi utwór to ewidentnie próby w stylu Dam-Funka i Krystal Klear. W tym przypadku dopiero "When I Met You" jest jakąś nowością – utwór rozpoczyna się dominacją krystalicznego syntezatorowego szumu, by w połowie dać się przycinać beatem i poszarpanym wokalem, choć tylko w charakterze mostka. Całość obudowana została na nienagannym basie, podobnie jak następny utwór, gdzie Glenn przypomina sobie o balearycznych dźwiękach z poprzedniej EP-ki i umieszcza je w pozawakacyjnym, nocno-miejskim klimacie. Podniosły finał tego trochę niedzisiejszego, bardzo emocjonalnego house'u w udany sposób kończy tę małą płytkę, dając może szersze pojęcie o muzycznej wrażliwości Jeremy'ego.

Dla Jeremy'ego widzę w tej chwili dwie drogi rozwoju. Wciąż wydaje się szukać swojego prawdziwego głosu, więc wkrótce może wyciągnąć z tych EP-ek średnią i nagrać porządny album, zasłużenie stając się gwiazdą. Przede wszystkim jednak posiada talent kompozytorski, aranżacyjny warsztat i bardzo dobry głos, więc nie jest jakimś niedookreślonym twórcą. Kilka jego remiksów wskazuje na to, że z takim talentem, gość może nagrać cokolwiek mu się podoba, bo być może jest jednym z tych, dla których wybranie jednego stylu byłoby nudnym ograniczaniem możliwości i horyzontów. Sam chyba wolałbym, żeby wybrał tę drugą drogę, bo już czekam na jego kolejny ruch.

Kamil Babacz    
20 września 2011
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors