RECENZJE

Jel
Soft Money

2006, Anticon 5.3

Z Anticonu, oprócz Jela, to ja lepiej znam cLOUDDEAD, Why? i Dose One'a, ale to tylko dzięki temu, że Michał mnie postanowił do recenzji przygotować merytorycznie i na jednej ze stacji metra konspiracyjnie przekazał mi trzy płyty (bo czwartej nie mógł znaleźć). I skoro już zapoznałem się z tymi dokonaniami, warto byłoby się do nich pokrótce odnieść w kontekście Soft Money. Jak wiedzą wszyscy (w tym ja od tygodnia), cLOUDDEAD to poskładane z mniejszych form ogromne, niekonkretne, mgliste dzieło, które ktoś tam kiedyś, na naklejce promocyjnej, ktoś porównał do skrzyżowania Cypress Hill z Kid A. A tak w ogóle, jak cofniecie się o 478 recenzji, to zobaczycie ciekawszą charakterystykę, którą nie do końca pojąłem, ale z przyswajalnymi fragmentami się zgadzam.

Tak jak Why? i trochę mniej Dose One na swoich solowych płytach ocierali się, o estetykę cLOUDDEAD, tak Jel (w projekt zaangażowany jako właściciel części sprzętu) chodzi innymi ścieżkami. Jednak tak zwany ambitny hip-hop w jego wykonaniu cierpi na niedowład potencjału, którego nie uleczą wrzucone byle jak żywe instrumenty. Zapowiada się wprawdzie sympatycznie, z antykonsumpcyjnym wydźwiękiem oraz ciepłym, acz plotącym androny, głosem Jela i rozdygotaną plastyczną elektroniką gdzieś w środku. Drugie na płycie "All Day Breakfast" – fantazja na temat świtu na łące pod miastem wydaje się być alternatywnym openerem. Powstaje naiwna opozycja: makdonaldyzacja kontra natura, ale nie wiem, czy dalej nasz artysta się jej trzyma, bo robi się nudno i nic nie pamiętam, prócz szarej masy, bardzo sympatycznej, acz bezkształtnej.

Jakby się rozdąć retorycznie, to i cLOUDDEAD i Soft Money są świadectwami swoich epok. Na przełomie tysiącleci powstało dzieło poszukujące, eklektyczne, niepokojące. Sześć lat później ten sam korzeń zaowocował bylejakością, którą pewnie i tak wielu nazwie ambitnym projektem, odzierając to pojęcie z resztek sensu. A na chłopski rozum to porównywanie tych dwóch albumów ma taki sens, jak szukanie podobieństw – z powodu jednej stajni – między Tanyą Donelly i Beirutem.

Filip Kekusz    
24 listopada 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja