RECENZJE

Je Suis France
Let's Give 'Em Something To Talk About

2011, bandcamp.com 5.8

Czas mija a u naszych niezal-herosów z Athens zasadniczo "nie zmienia się nic, jak u Pei hip-hop". Je Suis France osiem lat po nagraniu pomnikowego Fantastic Area wciąż nie przyłączyli się do wyścigu szczurów i w żaden sposób nie usiłują pchać się na afisz. Ci "niedzielni muzycy", dla których wspólne granie w dalszym ciągu stanowi jedyne w swoim rodzaju pokręcone hobby, właśnie tak, zupełnie bez spiny, postanowili niedawno po dłuższej przerwie nagrać kolejny album. Jednak zanim poddamy analizie kondycję JSF ad. 2011, proponuję pokrótce prześledzić, co też porabiali nasi milusińscy w czasie, jaki upłynął im od wydania swojego opus-magnum – jesteśmy Wam to winni.

Jak się okazało, długo oczekiwany następca Fantastic Area zmusił wiernych fanów formacji do uzbrojenia się w cierpliwość – album African Majik nie ukazał się bowiem jesienią 2004, jak zapowiadał zespół w wywiadzie dla Porcys, ale blisko 3 lata później. Wiadomo, w przypadku takiej grupy, jak France, nie ma się na to co zżymać – goście żyją rozsiani po różnych zakątkach Stanów, mają swoje zajęcia, prace, żony, dzieci, więc każdy nowy materiał w ich wykonaniu to swego rodzaju "mały cud", za który wypada dziękować niebiosom, losowi, matce naturze czy komu tam chcecie. Jednak, wracając do meritum, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ten trzeci studyjny album JSF został przesadnie zdominowany przez eksperymenty – panowie porwali się na tworzenie wielowątkowych kompozycyjnych dziwadeł (z szesnastominutowym openerem na czele), na czym wyszli dosyć średnio. Oprócz tego pojawiały się także śmielsze zabawy w obrębie estetyki reggae, które jeden z członków postanowił potem mocniej kontynuować w swoim nowym projekcie Still Flyin', dla którego punktem wyjścia stało się zamykające African Majik "Never Gonna Touch The Ground". W międzyczasie były jeszcze niezobowiązujące EP-ki z mniej lub bardziej udanymi momentami i przeuroczy hymn stonerskich świąt w postaci "Baby Please Don’t Get Stoned". Te ostatnie nagrania zdawały się wskazywać, że Je Suis France wracają do korzeni i faktycznie, Let's Give 'Em Something To Talk About można rozpatrywać jako powrót do starego dobrego collage rocka bez zbędnych udziwnień.

Jednak pomimo tego, że najnowsze wydawnictwo France jest propozycją o wiele bardziej koherentną od poprzedniego longplaya, nie sposób nie odczuć pewnego niedosytu. Inaczej – jakby ktoś ci podał na talerzu kanapkę, ale bez wypełnienia wszystkiego, bez szynki, masła, pomidorów i tak dalej. Jasne, nieraz zdarzało mi się w życiu najadać samym chlebem, dlatego nie zamierzam przesadzać z narzekaniem. Szynką, masłem i pomidorami, czyli tym, czego na Let's Give 'Em… brakuje (a co było w nadmiarze na Fantastic Area), są bezapelacyjnie wpadające w ucho hooki. Z siedemnastu, przeważnie krótkich i prostych, piosenek łatwo wyróżnić kilku faworytów, ale część z nich to kawałki znane z poprzednich EP-ek, więc o wielkim zaskoczeniu nie może być mowy. Najmocniej uderza puszczająca oko w kierunku "California Rules" miniatura "Coolin' Gazargin" ze znanym "papapapa" w refrenie i aż szkoda, że ciągnie się tylko przez półtorej minuty. Bardziej melancholijne oblicze chłopaków z Athens reprezentuje mój faworyt w tym zestawie, "Feel The Stones" – typowo staroszkolna, wzorowo poprowadzona jakby-indie ballada. Rozpędzający się z minuty na minutę "Graveyard Party" też nie ułomek – to kolejny, charakterystyczny ostatnio dla ich luzackiego songwritingu, zgrabnie zaaranżowany nostalgiczny track. Oprócz tego wyróżniłbym nieco zadziorniejsze "Zetado", ewokujące klimaty gitarowych niedbałości spod znaku, nie przymierzając, Archers Of Loaf.

A reszta? Jest – i właściwie tylko tyle można o niej powiedzieć. W prostej, piosenkowej strukturze Je Suis France nadal odnajdują się jak nikt inny na tym świecie, dlatego na ten miejscowy niedostatek przebojowości jestem w stanie przymknąć oko. Nudy nie ma, czterdzieści minut zwartego materiału mija całkiem szybko, ale niestety, w 2011 roku muzyka grupy z Athens nie posiada już tej samej iskry co 8 lat temu. Jednak niespecjalnie mi to przeszkadza, znamy się przecież tyle lat… Komu wybaczyć takie lekkie niedociągnięcia jak nie najlepszym kumplom, którzy nawet pomimo zauważalnego spadku formy są w stanie dostarczyć sporo wrażeń? Przecież jakby nie było Je Suis France to ciągle wyjątkowa wysepka na muzycznej mapie świata i takich myśli będziemy się trzymać czekając na zapowiadany koncert chłopaków w naszym kraju.

Kacper Bartosiak    
6 maja 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie