RECENZJE

Jazzpospolita
Jazzpospolita (EP)

2009, self-released 7.1

BD: Zaskakująco dojrzała i efektowna kompozycyjnie próbka wyobraźni młodej grupy około-fusionowej (btw, fatalna nazwa!). W przeciwieństwie do znacznej większości nowicjuszy na rodzimej scenie "indie" (żeby to chociaż było "indie", ech), ich horyzonty są dość rozległe. Post-rock od strony Jaga Jazzist/Tortoise, korzenny dub, synematyczne pasaże z pogranicza ambientu i śliczna kameralna kołysanka z wiecznie modyfikowaną sygnaturą rytmiczną na finał. Każdy z czterech muzyków wnosi własny świat i osobistą wrażliwość do eklektycznej mozaiki końcowej. Każdy z czterech fragmentów zachwyca urokliwymi zmianami akordów i chemią feelingu w interakcji muzyków. Zamiast egzaltowanej ekspresji i quasi-rockowych akcentów niektórych reprezentantów tej niszy, chłopcy lubują się w niedopowiedzeniu, umiarze i krążeniu wokół harmonii. Jak na niepozorny limitowany debiut tłoczony ręcznie (btw, fatalna okładka!) to z deczka szokujące. Plus, gitarzysta już niedługo ma szansę stać się gwiazdą ze swoim "gram tyle, ile trzeba i trafiony zatopiony" stylem a la, załoźmy, Jeff Parker. Polecam sprawdzić na żywo.

ŁŁ: "Na ten temat powiedziałem wszystko co chciałem / w pierwszym kawałku który tutaj usłyszałeś". Zastanawiam się, co powoduję, że na szerszą skalę zespół Jazzpospolita mimo pochwał we wpływowych mediach takich jak Porcys nie zatrybił. Dlaczego nie jest wymieniany obok Ortegi i Ramony Rey wśród polskich płyt roku? Podejrzewam, że trochę dlatego, że stoją w rozkroku między "niezalem" (proszę, nie każcie mi się tłumaczyć z użycia tego pojęcia w tym konkretnym przypadku) a "jazzowcami". Spłycając temat: koncert w przysłowiowym Jadło przysłużyłby im się bardziej niż koncert w przysłowiowym Tygmoncie (casus "przejętego" od hip-hopowców Afro Kolektywu). Po drugie, ta świetna, świeża EPka z perspektywy czasu i dla osób, które widziały koncerty zespołu, jest zaledwie jakimś przedsmakiem, substytutem, zapowiedzią rozwoju. I być może się mylę, może przyszłością tego lada-dzień-wybitnego zespołu jest nagrywanie płyt wyłącznie dla czytelników "Jazz Forum", ale ja tu słucham muzyki, i "nie ważne gdzie to leci, ważne kurwa czym jest". Nie chodzi o wirtuozerię, pewność, dynamikę, rozpędzenie, te kompozycje po prostu są unikalne, a zdaje się, że goście nagrywają je w czasie dużej przerwy. Widziałem 3 koncerty i jestem spokojny. Nadzieja roku.

MZ: To jest bodajże najbardziej udana polska rzecz z pogranicza nowoczesnego jazzu od Skalpela – niezwykle swobodny i rozkosznie zrelaksowany melanż wątków acid, drum'n'bass, pośrednio nawet lounge'u i wszystkiego co "nu" w okołojazzie. Zwłaszcza wymięknąć można przy pulsacyjnych pochodach basu i błogich pejzażach występujących w "Tribute Aerobit", rasowych post-rockowych hookach "Polished Jazz" (Four Tet meets Spring Heel Jack, mocarne), ujmująca jest też liryczna gitarka "Ciągle Ktoś Mnie Pyta", wyrafinowana impresyjność "Patrzę Na Ambient, Oddycham Przez Dub". No i ten ogólny, zabrzmię jak dziad, "niepokój twórczy", który każe obracać klimat kawałków po kilka razy w obrębie kilku minut i nie zadowalać się minimalistyczną zasadą "lepsze jest wrogiem dobrego". EP-ka rzuca na kolana.

FK: Będąc bardzo młodym konusem mieszkałem w kamienicy tuż przy Akwarium, a przedszkole miałem jeszcze kilkadziesiąt metrów bliżej. Nie wiem czy stara pani przedszkolanka czuła misję, czy może mój Starszy Brat (którego dwa ulubione kawałki to "Don't Look Back In Anger" i "eee... coś Kim Wilde") myślał, że zobaczę tuńczyka... grunt, że KTOŚ wziął czterolatka do jazzowego klubu z jakimiś pomarańczowymi akcentami na ścianach. Naturalnie zafascynowany byłem wszystkim, z tymi nieskoordynowanymi dźwiękami na czele. Od lat analizuję sytuację i do tej pory nie wiem kogo tam słuchałem, ale fragmenty EP-ki Jazzpospolitej (ten klub mógłby się tak nazywać, byłoby to mniej mylące) pasują do tego hiperradosnego wspomnienia.

Łukasz Łachecki     Michał Zagroba     Filip Kekusz     Borys Dejnarowicz    
21 grudnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie