RECENZJE

Jason Forrest
The Unrelenting Songs Of The 1979 Post Disco Crash

2004, Sonig 6.8

Zwierzę się Wam z czegoś: od jakiegoś już czasu moje poletko recek leży odłogiem. Przełożone trzeci raz z rzędu terminy znowu niebezpiecznie się zbliżają, a redakcyjni koledzy poczynają już zgrzytać zębami ze słusznej irytacji. Słowem: symptomy letniego kryzysu weny, wywołanego siedzeniem w pracy bez perspektywy na wakacje.

Tego rodzaju problemy zdają się jednak nie dotyczyć Jasona Forresta, który wykoncypował w tym roku przyjemne w skutkach elektroniczne puzzle, prezentujące (głównie) panoramę dyskotekowej muzyki lat siedemdziesiątych, pociętą automatami perkusyjnymi w przyjemne pętelki i nieregularne kawałeczki. Bogactwo faktur dźwiękowych na The Unrelenting Songs Of The 1979 Post Disco Crash przywodzi na myśl zeszłoroczne Kish Kash Basement Jaxx. Główne role grają tu elektryczne gitary (à la Hendrix lub Santana), akustyczne wiosła, pianino i organy, sekcja na-dęta (trąbki, saksofon), smyczkowe rzępolenie oraz przeróżnej maści bębny, werble i bongosy, wybuchające polirytmicznymi kaskadami, a także okazjonalne sample wokalne, razem wprawiając bioderka słuchacza w mimowolną lambadkę.

W gąszczu odwołań i asocjacji można się wręcz zagubić. Jason sampluje wszystko i każdego, od Beatlesów przez The Who aż po Talking Heads. W "Spectacle To Refute All Judgements" (a potem przed "Stepping Off") pojawia się keyboardowo-basowy break (ten sam, którego Will Smith użył w "Miami"), będący ekscerptem z "And The Beat Goes On" rhythm'n'bluesowej grupy Whispers, wieńczony pląśnięciem w pianino wyjętym z "Everyday's People" bożyszcza funku Sly'a Stone'a. Z "Satan Cries Again" da się wyłowić wyjątek z klasycznego rockersa "Run Through The Jungle" formacji Creedence Clearwater Revival (z ich klasycznego Cosmo's Factory z 1970 roku), po czym wchodzi głos Johna Fogerty, lidera Creedence. W "Ceci N'est Pas Du Disco" słyszymy wokal Byrne'a z "Life During Wartime" ("This ain't no party! / This ain't no disco!", Fear Of Music oczywiście), a "Why I Love ELO" zawiera fragment piosenki "Daybreaker" Electric Light Orchestra. Z kolei closer "Ten Amazing Years" kryje w sobie obszerne sample ze słynnego "Who Are You" The Who, arpeggio klawesynu z "Because" oraz kultowe drum-solo Ringo Starra z "The End" (oba z Abbey Road), tyle że masakrycznie przyspieszone i pocięte.

Być może decyduje o tym trudniejsza materia, azaliż niestety The Unrelenting Songs Of The 1979 Post Disco Crash jakościowo nie jest-li (na co mieliśmy spore nadzieje) dyskotekowym odpowiednikiem organicznych prac u podstaw Scotta Herrena w rejonach glitch-hopowych i nie kreuje dystynktywnego stylu na miarę Uprock Studies + Vocal Narratives. Bo The Unrelenting Songs Of The 1979 Post Disco Crash jest bardziej płytą przebłysków, niż równego poziomu. Choć często zgrabnie przycięty riff sprzężony z klubowym bitem sprawia, że nogi same rwą się do tańca (Andrzej L.: "bredg-densa"?), to napięcie po chwili siada i jesteśmy świadkami erudycyjnych rytmicznych dłużyzn. Ale kto wie, Jason pokazał niedowiarkom skillsy na miarę gestu Kozakiewicza i jeżeli będzie ewolu-owulował w kierunku bardziej przemyślnego budowania kompozycji i przysypywał nas jeszcze większą ilością świetnych motywów, to są szanse na widoki. Jednym słowem: run, Forrest, run.

Tomasz Gwara    
14 sierpnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie