RECENZJE

Jamila Woods
HEAVN

2016, Closed Sessions 7.1

Dopiero co pisaliśmy o tegorocznym debiucie Noname, a przecież w podobnym czasie swój pierwszy longplay zaprezentowała inna podopieczna Chance The Rappera, Jamila Woods, która swoim hebanowym głosem sprawiła, że “Blessings” to jeden z lepszych numerów na Coloring Book. Gdy śledzimy ich wspólną działalność zarówno na polu muzycznym jak i tym charytatywnym, cała trójka ujawnia się jako paczka ziomków, a nie sztywniacka grupa sidemanów, posiadaczy wartościowych ksywek, które mają dobrze wyglądać na papierze. Wszyscy urodzili się w Chicago, nie w Nowym Jorku, ich miasto to syf. “Czasami myślą, że żyją w piekle, czasami myślą, że to zaszczyt”. Nigdy tam nie byłem. W Świecie Według Bundych większość scen rozgrywała się w domu, więc ciężko mi sprecyzować atmosferę miasta, ale ufam Jamili i czuję, że to jedna z tych płyt, przy których warto, a nawet trzeba wziąć pod uwagę ducha miejsca w którym, powstała . Ta płyta to z jednej strony zapis bardzo osobistych wewnętrznych przeżyć, a z drugiej, szeroki apel przeciwko przemocy, solidaryzowanie się z organizacją Black Lives Matter, opis trudów życia w miejscu, które się kocha, bo przecież miłość często bywa ślepa. Jak to się mówi – “materiał zaangażowany”.

Niezależnie od tego, czy ktoś wygłasza w utworach totalne bzdury, czy tak jak Marcin Meller, każdym hasłem trafia “w punkt”, wiadomo że sam przekaz nie będzie bujał (słyszysz Panie Pawle? Musi być jeszcze fajna muzyka!). Zapomnijmy o tle, bo na pierwszym planie postawiono tu naprawdę dobre R&B, które całościowo wypada jeszcze lepiej od materiału nagranego przez Fatimah Warner. Dziewczyny ścigają się bolidami o identycznych osiągach, ekipy w pit stopach zmieniają koła w tym samym czasie, ale na torze zawodniczka z napisem “Woods” na kasku wykazuje się większymi umiejętnościami, dzięki czemu to Noname siedzi jej na ogonie. To porównanie nie jest najtrafniejsze, bo wyścig to rywalizacja, a tak jak wyżej wspomniałem, jesteśmy na tym samym podwórku, płyty są w pewnym stopniu tożsame, a na pierwsze owoce współpracy obu pań nie trzeba na HEAVN długo czekać, ponieważ już w drugim indeksie mamy utwór “VRY BLK”, produkcji oddCouple z Kweku Collinsem. Jamila subtelnie wyraża w nim swój stosunek do służb mundurowych wersem “My brothers went to heaven, the police going to... yeah”, potem wjeżdża z nieco infantylnym chorusem, zapożyczonym z dziecięcej gry – klaskanego “Miss Mary Mack”, ale tak naprawdę to luźna zwrotka Noname, nawinięta jakby od niechcenia robi cały utwór. W momencie, gdy na liście pojawia się numer tytułowy, na blisko 4 minuty, kompletnie zapominam o kimś takim jak Robert Smith, bo ta swobodna wokalna modyfikacja “Just Like Heaven” wysnuta na nieruszonym produkcyjnie podkładzie z “Eve” The Roots, wypada wystarczająco urzekająco, zwłaszcza gdy dodamy jeszcze te urocze wokalizy.

Ten album mówi o osobistych słabościach, o wrodzonej nieśmiałości, o nieudanych związkach, ale w “Holy” Woods śpiewa "I'm not lonely, I'm alone", a wyjaśnienie tego rozgraniczenia znajdziemy w nawiązaniu do przeżartego we wszystkich sferach kultury, biblijnego Psalmu 23. Numery kreujące przed oczami konkretne miejsca to chociażby "Emerald St" (z Sabą), oraz “LSD” (z wyczekiwanym udziałem Chancelora), którego tytuł wbrew oczywistym narkotycznym skojarzeniem, należy rozwijać jako "Lake Shore Drive" – jest to jedna głównych tras Chicago, biegnąca wzdłuż jeziora Michigan. "BLK Girl Soldier" był pierwszym singlem i trudno dziwić się tej decyzji, bo to jeden z silniejszych punktów na debiucie. Jamila wymienia w nim kobiety, które inspirują ją do walki o równość rasową, a sam klimat piosenki, układa mi w głowie wizualizacje spaceru ulicami amerykańskiego miasta, przechodzenie obok boiska szkolnego wypełnionego dziećmi uzbrojonymi w piłki i skakanki, mijanie kościoła, z którego łagodnie wydobywa się gospel, oraz zaglądanie w szybę zakładu fryzjerskiego – traktowanego jako miejsce spotkań dla czarnoskórych pań domu. Na koniec polecam też "Breadcrumbs" na mętnym podkładzie ze Stereolabowego "Flower Called Nowhere", gdzie Donnie Trumpet pokazuje, że każdej kompozycji z nurtów około hip hopowych potrafi nadać jazzujący charakter.

HEAVN czaruje delikatnością w poruszaniu bolesnych tematów, czasem bywa naprawdę błogo i widać, że Jamila najlepiej czuje się w rejonach soulowych, (momentami korespondując nawet z Erykah Badu), co odróżnia ten album od typowo rapowego Telefone Noname. Obie dziewczyny od jakiegoś czasu kompletowały listy współpracowników i chociaż to Warren ma bardziej charakterystyczne, dość sztywno zarysowane, flow, które lepiej nadaje się do pojedynczych featów, to jednak debiut Woods pełniej ukazał indywidualne cechy jego autorki.

Artur Kasprzycki    
3 października 2016
BIEŻĄCE
Hockeysmith"Lonely Loving Me"
10 najlepszych płyt 2018