RECENZJE

James Blake
Klavierwerke (EP)

2010, R&S 6.9

Młody adept dekonstrukcji na wydziale kompozycji – James Blake – kontynuuje termin u swego własnego pokoja, w obsłudze swego własnego komputeru, tudzież innych maszyn elektronicznych. Po muzykalności chłopca wnieść można, że zagrałby również na parowych, a nawet na szklankach do połowy pustych, a i tak wystukany rytm nie byłby z tych najoczywistszych (ktoś mógłby tu wtranżolić ze szczypiorskim dowcipem że nie z Tych, ale z Zabrza ja jednak podtrzymuję, że na pewno z tych).

James klaruje się na naszych oczach jak ciecz wyższego sortu. Ufam mu i trzymam dłoń na stalowym pulsie wprawek (?), które dały nam już trzecią świetną EP-kę w tym roku. Najgorszym co wyobrażam sobie w kontekście Blake'a jest możliwość, że wprawki upewnią go w swym na tyle, że przestanie się bawić w pop (?), a zacznie realizować dźwięk dla telewizji lub pisać muzykę filmową, co wydaje się jakoś możliwe, bo chyba wyczytałem gdzieś (?) o jego klasycznym wychowaniu. Wtedy moglibyśmy stracić kontakt ze sobą, z rzeczywistością, Pitchforkiem, ale oby nie. Innej alternatywy dla zarządzenia chłopiec chyba nie pozostawia.

Pisałem powyższe, gdyż nie mogę się pozbyć myśli, że Blake proponuje nam w tym swoim swobodnie potraktowanym dubstepie muzykę najwspółcześniejszą ze współczesnych i to w podejściu obu stron nadawca-odbiorca. Roboty klawiszowe zdają się to potwierdzać i nie chodzi mi o pianino. Dzięki niemu właściwie, wręcz odwrotnie, poczułem się przez pierwsze chwile "Klavierwerke" jak na zaginionym tracku Radiohead – ładna, melancholijna partia pianina poparta klikaniem. Dalej jednak wyruszamy w samplowanie soulowych urywków, kształtujących styl Blake'a, a o co Radiohead nie pokusiliby się z racji wieku i preferencji. Z czasem atmosfera gęstnieje, bas jeszcze dubstepowo grubieje, głosy quasi-ludzkie zniekształcają się na wzór okładki, na której muzyk mówi nie, a wychodzi klątwa.

Co ja mogę: James raz szybko przechodzi do (w lustrze: od) rzeczy i przyśpiesza oprogramowaniem w "Tell Her Safe", innym razem przez minutę igra, powoli zaczynając "Don't You Think I Do". Jego pomysł jest już dograny na tyle, że pora na album grający dłużej, a nam pozostaje liczyć na chęć rozmachu, bo od tego uzależniałbym jego siłę przebicia, zdolną wywindować go ponad ten cały, zaliczający przecież moc trafień, nowy dubstep, na którego firmamencie Blake i tak przecież błyszczy póki co moim ulubionym odcieniem.

Radek Pulkowski    
12 października 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja