RECENZJE

Jacek Lachowicz
Jacek Lachowicz

2004, Sissy 3.3

Z niepokojem oczekuję kiedy rosnąca popularność nowoczesnych brzmień elektro-akustycznych odbije się czkawką w naszej skromnej krainie. Fali takowej należy się prawdopodobnie spodziewać za kilka lat, a na razie komercyjny grunt przygotowuje debiutancki self-titled Jacka Lachowicza, przynoszący solidną porcję kruchych ściankowych mgiełek, od dość ładnych, poprzez przeciętne bardzo, aż po całkiem słabiuteńkie.

A pomyśleć, że jeszcze trzy lata temu, za czasów Dni Wiatru i "Latającego Psa", pomysł na kameralny akustyczny projekt klawiszowca Ścianki rodził poważne nadzieje na obiecujący efekt. "Ja smakuję / Ty jesz" otulone w psycho-ambientowy puch to był oczywiście szczyt zachowany na arcydzieło, ale jeśli kompozycje pokrewne sprawowałyby się chociaż w części tak dobrze, mieliby z nich słuchacze pożytek. Bo jest coś niemal unikatowego w mgiełkach Ścianki: charakterystyczna wrażliwość, ten zmysł ilustracyjny, zgrabny impresjonizm. Oczami wyobraźni można dostrzec obłoki wolno przesuwające się po kopule niebieskiej, czasem szarą jesienną słotę, jeszcze kiedy indziej, jak w "Latającym Psie", obraz mrocznych przestworzy.

O tego rodzaju pięknie trudno mówić w przypadku samodzielnego Jacka Lachowicza, którego solowe przedsięwzięcie zachowuje tyle urody z "idealnych" chmurek, ile czarnobiała kserokopia z kolorowej fotografii. Nie będę komentował fatalnego singla "Bad Potato", wyraźnie odstającego od całości pod każdym względem, ale poza tym najbardziej oczywistym zdarza się tu jeszcze kilka wielce problematycznych dziełek. Jesienny melodramat "Szóstki" niebezpiecznie zalatuje Polandem (co prawda w najbardziej wyrafinowanym, myslovitzowym wydaniu), tym samym odpychając nieco infantylizmem. Przekwaszony odgłos głównego motywu "Analizy" straszy z początku "Piotrkiem", rozwijając się w końcu w raczej bezsensowny niby-klubowy jamik godny Futra czy Smolika. "Papapa" to ciepłe i serdeczne "papapanie", które nigdy nie powinno opuszczać szuflady Lachowicza. Ha, i jak by nie patrzeć, mrocznego zakończenia w postaci ogniskowego gotyku "Baking..." też trochę nie ma.

Pomijając fakt, że być może nie wyszło wszystko Lachowiczowi najlepiej, trudno odmówić autorowi otwartego podejścia do projektu, który mógł się przecież przy obranym założeniu zakończyć całkowitą monotonią. Współlider Ścianki zwija się, by zaprezentować szeroki scape swoich zainteresowań i możliwości. "My Friend" sympatycznie eksploatuje folk-avant-popowe schematy, a zdarzają się i akustyczne pochody zatopione w stonowanych ambientowych podkładach, i posępne elektroniczne malunki z nadmorskiej miejscowości. Lekko depresyjny temat "First – Second" przywołuje nawet Yesterday Was Dramatic, choć niestety nie rozwija się w nic interesującego.

To krótkie, niezobowiązujące wydawnictwo nie nadszarpnie może prestiżu jakim cieszy się Jacek Lachowicz, ale czekamy na bardziej udane projekty z udziałem tego pana.

Michał Zagroba    
10 maja 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie