RECENZJE

Ital
Hive Mind

2012, Planet Mu 6.6

Nie wiem, mam wrażenie, że mogę sobie darować nakreślanie sylwetki Daniela Martina-McCormicka. Rzucam jedynie tagi: Black Eyes, Dischord, Mi Ami, Thrill Jockey, Sex Worker, Not Not Fun, 100% Silk. Ciekawy muzyk, posiadacz oryginalnie wysokiej, wrzaskliwej barwy, po latach muzykowania na sposób instrumentalny, zespołowy i punkowo-noise’owy podjął się przełożenia swojej specyficznej wrażliwości na język maszynek do robienia bitu. Poszedł w tany i niejako zdefiniował się od nowa generując więcej internetowego szumu niż kiedykolwiek wcześniej z poprzednimi projektami.

Hive Mind rozpoczyna się od highlightu. "Doesn’t Matter (If You Love Him)" opiera się na zapętlonym rozdrapywaniu sampla z Lady Gagi. Jak cudownie chłonie się przejrzyste brzmienie zapodanych tutaj jak i na całym albumie dźwięków. Jest niby chaotycznie jak w tytułowym ulu, aczkolwiek uzbrojone ucho może rozsmakować się w klarownej produkcji i podpowierzchniowym uporządkowaniu (to tak samo jak pszczelarz zaglądający do ula – lol, sorry). Po półtora minuty wykluwa się przewrotnie i smutno profetyczny sampel z evergreenu Whitney Houston... Chwila zawieszenia i instalują się na planie futurystyczne elementy muzyki zrobotyzowanych przemysłowych molochów. Mamy do czynienia z deklarowanym przez autora w zapowiedziach odbiciem tych samych fascynacji, jakie były udziałem pionierów techno, ale również obfitym czerpaniem z syntezatorowych patentów progresywnej elektroniki. Zdehumanizowana atmosfera dominuje jako koncept do końca albumu, na przykład w postaci pozbawionego rytmu, zdeformowanego ambientu "Floridian Void" jak i najśmielej skierowanemu w stronę danceflooru "Privacy Settings", który buzuje od klasycznie zastosowanych sampli perkusyjnych i intensywnie płynącego po nich rozdygotanego basu. Na Hive Mind spotykamy się jakby w pół drogi między Chicago a Detroit – czyli rozwiązanie nienowatorskie, aczkolwiek ciągle wdzięczne, dostarczające materii, na której można z sukcesem budować.

Ital w Planet Mu postawił na tajemniczy, introwertyczny klimat swego pierwszego longplaya, co stoi w opozycji do dotychczasowych prób pod tym aliasem. Jeszcze pod auspicjami 100% Silk uskuteczniał oldschoolowy i ekstrawertyczny house jako zaproszenie do szalonej zabawy. Intryguje mnie ta płyta, nie powiem. Po wielu seansach ciągle moje odczucia są nie do końca sprecyzowane. Tak jakby brakowało tu tego jedynego numeru oferującego nieokiełznaną pochwałę hedonizmu. Ale cóż, koncept jest koncept, a trzymając się wiernie jego wytycznych Daniel Martin-McCormick nie zawiódł. Co więcej, pokazał, iż akurat po nim można spodziewać się wiele dobrego w przyszłości, szczególnie dlatego, że cholera wie w jakiej estetyce zasmakuje następnym razem.

Michał Hantke    
23 lutego 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy