RECENZJE

Iron And Wine
The Shepherd's Dog

2007, Sub Pop 6.8

Brodacz ma klasę. Jak dotąd nie ma w jego dyskografii materiału zbędnego czy słabego: od ascetycznego lo-fi debiutu The Creek Drank The Cradle poprzez nieco bardziej urozmaicony sofomor Our Endless Numbered Days po zajebisty split z Calexico In The Reins, gdzie Beam wspomagany przez Convertino i Burnsa stanął po raz pierwszy w karierze na czele regularnego bandu, Sam wciąż utrzymuje wysoki, równy poziom. A ma w swoim dorobku jeszcze świetne EP-ki – surową The Sea And The Rhythm i stanowiącą niejako preludium do dzieła nagranego z Calexico Woman King.

W tym roku mistrzunio uraczył nas wydawnictwem The Shepherd's Dog. I co? I nadal jest znakomicie – to album stanowiący logiczny, choć domyślam się, że dla wielu zapewne kontrowersyjny (na razie okrzyku "Judas!" jednak nie odnotowałem), krok w muzycznym rozwoju Beama. Sam nie chce już dłużej być samotnym singer-songwriterem brzdąkającym na akustycznej gitarze na werandzie swojej rozpadającej się chałupy, on marzy o liderowaniu avant-folkowej kapeli pełną gębą. Słychać tu piętno współpracy z Calexico, gościu ewidentnie zapragnął, by także jego nowa solowa płyta urzekała odbiorców całą paletą instrumentów: słychać akordeon, pianino, banjo, saksofon, skrzypce, organy Hammonda, harmonijkę.

Godne podkreślenia, że w tym ciągłym szukaniu dla siebie nowych, udoskonalonych środków wyrazu nie stracił Beam najważniejszej umiejętności – pisanie przepięknych melodii przychodzi mu równie łatwo, jak dotąd. Niech nie zwiedzie nas więc bogatsza produkcja (znów Brian Deck), położenie większego nacisku na rytm (choćby w plemiennym wręcz "White Tooth Man") czy schowanie głosu Sama za większą ilością instrumentów – żaden z tych zabiegów nie służy przecież odwróceniu uwagi od słabszego songwritingu folkowca mieszkającego obecnie w Teksasie. Jego forma wszak, jak już wspomniałem, od lat nieprzerwanie utrzymuje się na tym samym, dostępnym dla nielicznych artystów, wysokim poziomie – przekonuje o tym każdy numer z The Shepherd's Dog, a najmocniej "Lovesong Of The Buzzard", brzmiący jak zagubiony track z sesji nagraniowej In The Reins, snujący się kojąco "Resurrection Fein" będący wspomnieniem sypialnianego folku z pierwszej płyty czy closer "Flightless Bird, American Mouth", kto wie czy nie najmocniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek Beam nagrał.

Jeżeli wyobrazimy sobie wcześniejsze albumy Iron And Wine jako filmy kręcone jedynie w czerni i bieli, to The Shepherd's Dog będzie pierwszym dziełem artysty w Technicolorze, jego Czerwoną Pustynią. Pozostaje czekać na Powiększenie.

Tomasz Waśko    
9 listopada 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja