RECENZJE

Incubus
Morning View

2001, Epic 2.5

Ktoś gdzieś powiedział, że Morning View jest mainstreamową wersją płyty Change Dismemberment Plan. Że to jest to samo dokładnie, ten sam poziom, tylko zamiast małej, duża wytwórnia. I jest to najlepszy żart jaki słyszałem w ciągu ostatnich paru miesięcy. Travis Morrison musiałby chyba zachorować na ciężkie zapalenie przysadki mózgowej, żeby zacząć pisać piosenki tak nędzne, jak to robi Incubus. Hehe. Plan a la Incubus. No nieźle.

Zmiana kanału. Jest późno, dochodzi północ. W jednej ze stacji radiowych trwa żarliwa dyskusja na temat kondycji muzyki rockowej. Rozmówcy wymieniają argumenty. I kiedy już sprawa wydaje się przesądzona – rock umarł i basta – dzwoni telefon od słuchacza. Starszy pan stanowczo zaprzecza temu, co zostało tu przed sekundą uchwalone. "Nie", mówi. "Otóż jest nadzieja, moi mili! Jest! Pojawił się zespół, który przynosi nadzieję na lepsze jutro dla rocka!". Ale cóż to za zespół, pytają wszyscy w studio? "Incubus! Pamiętacie teledysk, na którym wokalista rysuje sam siebie? To oni!". Wyłączam radio.

Pamiętacie teledysk, na którym wokalista rysuje sam siebie? To oni! Niestety. Piąta woda po kisielu po kilku kapelkach, z których Faith No More wydaje się być najlepsza. Mają ballady, mają czad. Pamiętam, jak w podstawówce dyrektor zrobił nam przyjemność i zorganizował w czasie dwóch lekcji koncert rockowy. Amatorszczyzna, która zaszczyciła progi naszej szkoły, była właśnie prototypem powszedniego dziś nu-metal-popowego badziewia. (Dlaczego więc nie stali się popularni, prekursorzy!) Mniej więcej w połowie koncertu, frontman równie komiczny, co ten z Incubus, rzucił do publiczności: "Co chcecie: ballady, czy czad?!". Ja chciałem, żeby skończyli, ale katowali nas jeszcze przez godzinę.

Skoro tym tropem, to zauważyłem sporo podobieństw między tamtym bandem, a Incubusem. Pierwsze: piosenki obu zespołów nie różnią się niczym od siebie. Drugie: piosenki obu zespołów są nudne jak flaki z olejem. Trzecie: piosenki obu zespołów wywołują śmiech u niżej podpisanego. Czwarte: oba zespoły są nędzne. Piąte: oba są nędzne. Aha, czy mówiłem już, że oba zespoły są nędzne? Nie ma co, jest trochę tych podobieństw.

Co do różnic. Incubus jest bardzo popularny i dobrze mu z tym. Incubus robi jakieś teledyski, ale nie za bardzo kojarzę, który jest który, w ogóle który jest ich. (Może to dlatego, że nie za często oglądam telewizję?) Goście z Incubus mają skreczera (scratchera?) i całkiem chętnie go wykorzystują (czytaj: jego partie). Co jeszcze? Incubus ma dobre studio w Kalifornii, dużo, dużo pieniędzy.

Na poważnie teraz. Wokalista zerwał z dziewczyną i niektóre utwory do tego nawiązują. Nie tylko w tekstach, także w klimacie muzycznym to słychać. Dzięki temu ballady pokroju "Wish You Were Here" (chodzi mi o balladę Incubus oczywiście), "Just A Phase" lub "Echo" brzmią tak kiczowato i grafomańsko, że popłakałby się przy nich sam Paolo Coelho, autor Alchemika. Skoro on by się popłakał, to znaczy, że zaczną płakać również jego czytelnicy. W efekcie nad Incubusem popłacze się bardzo duża ilość osób. Wszystko teraz w rękach Coelho.


PS: Jeśli dysponujecie monty-pythonowskim humorem, to polecam ostatnie na Morning View nagranie, "Aqueous Transmission". A ściągnijcie sobie na mp3! Dla śmiechu!

Borys Dejnarowicz    
4 kwietnia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie