RECENZJE

Inc.
3 (EP)

2011, 4AD 7.4

Tworzący Inc. bracia Andrew i Daniel Aged to doświadczeni muzycy sesyjni, którzy współpracowali w przeszłości z takimi markami, jak Elton John, Beck czy Pharell Williams – i to wiele tłumaczy. Łatwo popełnić gafę kategoryzując duet jako kolejny skład oddany pogoni za wiarygodnym odtwarzaniem brzmienia lat osiemdziesiątych, ale takie o nich myślenie oddaje tylko część prawdy. Inc. to bowiem jedna z nielicznych rewitalizujących wspomnianą dekadę grup w tym momencie, które w swojej retromanii ocierają się o samą *jakość* najlepszych utworów tamtego okresu.

Do tego sprowadza się zajebistość projektu, ale także sztampowość większości old-schoolowo brzmiących muzycznych konceptów: zbyt często za vintage'ową instrumentalizacją i staromodnymi technikami produkcji kryje się nudny i przewidywalny songwriting o kompletnie współczesnym charakterze. Bracia z Los Angeles biorą natomiast z eightiesowego popu to, o co w nim tak naprawdę chodziło, mianowicie: harce w warstwie rytmicznej, nowatorskie klawiszowe pasaże, wyborowe kontrapunkty, nieoczekiwane harmonie. Jako bonus dodają od siebie spojrzenie muzycznych fascynatów z dwudziestego pierwszego wieku, czyli coś z hip-hopu, coś z poszatkowanego elektro, coś z współczesnej awangardy.

Robią to już konsekwentnie od całkiem sporego czasu – pierwsze świadectwa ich talentu i pracy mieliśmy przyjemność poznać blisko półtora roku temu. Od "Friend Of The Night" i "Fountains" każdy kolejny krok bliżej debiutanckiego longplaya ukazuje się w postaci wyśmienitych kawałków, aczkolwiek ciągle poszukujących i dopieszczających styl duetu. Trop prog-rockowy Inc. porzucili wraz z kolaboracyjnym funkiem "Eiffel Tower", a w obecnym momencie ich muzyce najbliżej do eklektycznego Prince'a (z epoki mniej więcej Purple Rain) rozpiętego na ramie minimal-elektro.

I tak "Swear" to taka trochę Akufenowska interpetacja "Darling Nikki", pełna house'owej repetycji i podcięć rytmu, ale także sensualnej głębi. Kawałek rozwija się wręcz chronologicznie, zaczynając od pół-plagiaryzującego motywu, a na futurystycznym techno kończąc. Z kolei piękny "Heart Crimes" przypomina o drugim zespole, który naprawdę "umie lata osiemdziesiąte" – taką balladkę nagrać mogliby Junior Boys, gdyby Johnny Dark nie powiedział w pewnym momencie do widzenia. Zamykający EP-kę "Millionairess" jest tu utworem najbogatszym fakturowo, pełnym i monumentalnym; jego oniryczne warstwy syntezowanych smyczków w tle przypominają o majestatycznych produkcjach Trevora Horna dla ABC. Dawno muzyka lat osiemdziesiątych nie wiązała ze sobą tyle innowacji i nadziei na przyszłość.

Patryk Mrozek    
28 lipca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie