RECENZJE

Iceage
Beyondless

2018, Escho 6.5

Na każdą leniwą gadkę na temat "śmierci rocka" wciąż przypada rozkwitający undergroundowy gitarowy zespół. Pewnie, że listy Billboardu Hot 100 z daleka wyglądają na pozbawione sześciostrunowych procarzy. Wciąż jednak istnieje scena napędzana buntowniczą postawą, mroczną literaturą i rozstrzępionymi, pięknymi lokami. Jednym z zespołów, który pomaga nieść rockową pochodnię, jest Iceage. Niby zaledwie grupa szkolnych przyjaciół z Danii, którzy już od początku swojej kariery imponują fanom i krytykom. Chyba właśnie co wydorośleli i nagrali najdojrzalszy i najmniej oczywisty album w karierze.

Dawno minął nastoletni bunt i alienacja New Brigade, debiutu z 2011 r. Naturalnym zabiegiem jest stopniowa zmiana brzmienia, która odzwierciedla obecny styl życia i inspiracje. Jest to pożądana zmiana, która pokazuje nowy poziom muzycznej dojrzałości. Duńczycy stali się teraz przystojnymi dwudziestoparolatkami, którzy publikują awangardowe playlisty jazzowe na Spotify i kumplują się z celebrytami. A Beyondless to w pewnym stopniu odzwierciedla.

Tak to już ewidentnie musi być, że czwarte albumy stanowią swoiste rozpoczęcie nowej ścieżki. W żadnym momencie zespół nie brzmi już tak luźno i beztrosko, jak w "The Lord's Favorite" z poprzedniego krążka (może za wyjątkiem "Thieves Like Us"). Mimo wyszukanych aranżacji orkiestrowych, na Beyondless odczuwalny jest większy luz i komfort. Jednocześnie utwory Iceage cały czas pozostają nerwowe i pełne niepokoju, a misterność łączy się z brutalnością dawnych lat.

Pierwszym dźwiękiem na płycie jest powolny saksofonowy riff, przełamujący delikatną atmosferę. Można praktycznie zwizualizować sobie aksamitne zasłony, falujące w tle. Kiedy jednak pojawia się pierwszy huk, rozdziera on te zasłony z impetem pod płonącą, post-punkową postacią. Enigmatyczny skowyt frontmana Eliasa Bendera Rønnenfelta zdążył nabrać świeżości. Pozornie hedonistyczna warstwa kryje jednak w sobie złowieszczy ton. Rønnenfelt powraca kilkukrotnie do refrenu: "Nie możemy przestać zabijać i nigdy nie przestaniemy zabijać", odzwierciedlając poczucie chaosu na świecie. Jest to sprawnie ułożona diatryba przeciwko naszemu kulturowemu zanurzaniu się w przemocy i zabijaniu. "Hurrah" to również potężna salwa dla bębenków (której słuchacz potrzebuje, żeby nie było), a jej pokłosie trwa długo po zakończeniu utworu.

Pierwsze single z płyty, "Catch It" i "Pain Killer", pokazują wyjątkowo przystępną stronę zespołu. Szczególnie ten drugi, z gościnnym udziałem Sky Ferreiry, to na razie najbardziej pompatyczny utwór w dotychczasowej karierze Duńczyków. Bomba brokatowa, Fun House Stooges i New York Dolls naszych czasów. Rønnenfelt jest utalentowanym kompozytorem, którego umiejętności sprawiają, że nieustannie odkrywa on nowe kierunki, nie naruszając jednocześnie swoich pierwotnych wartości.

Tak naprawdę kluczem do sukcesu jest tu zachowanie równowagi. Bezkresne balansowanie na krawędzi art-punku i soulu w nieokiełznanym "Pain Killer" i chrupiącym "The Day The Music Died" przynosi zjawiskowe rezultaty. Na szczególne uznanie zasługuje perkusista Dan Nielson, który popycha swój zespół do przodu wojennymi werblami i zręcznymi fillami, jakby naciskał na pedał gazu przymocowany do swoich bębenków. Oprócz tego maniakalny charakter pirackiej przyśpiewki "Plead the fifth" - zdecydowanie na plus. Kontrolowany chaos instrumentalny sprzyja wokaliście, który zdaje się parodiować odurzonego Nicka Cave'a.

Czy Iceage był kiedykolwiek stricte punkowym zespołem? New Brigade zawdzięczał tyle samo Mayhemowi, Slayerowi i Bauhausowi, co Black Flag, Crass czy Minor Threat. Na Beyondless w dziesięciu utworach zespół imponująco przedestylował to, co wcześniej działało, i wyniósł na nowy poziom złożoności, idąc tropem swoich post-punkowych bohaterów. Trochę większa różnorodność brzmienia mogłaby pomóc w przełamaniu lekkiego zmęczenia, ale jest to niewielki problem albumu, który wielokrotnie trafia tam gdzie trzeba. Duńczycy z pewnością są wyjątkową ekipą. A Beyondless może nie jest wyjątkową płytą, ale za to zwyczajnie bardzo dobrą.

Adam Kiepuszewski    
21 maja 2018
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25