RECENZJE

Ice Choir
Afar

2012, Underwater Peoples 7.2

Nie oszukujmy się – Ice Choir są wręcz predestynowani do tego, by stać się naszymi ulubieńcami. Począwszy od utrzymanego w doskonałej temperaturze (wibrująca, wypolerowana stal, zmarszczona doskonałą pracą basu i sekcji rytmicznej, podszczypująca się ukradkiem z motoryką bliższą parkietowi niż pościelowemu blichtrowi) brzmienia, przez znakomite kompozycje, aż po lekko lakierowaną bezpretensjonalność; Afar stara się być znacznie bardziej nostalgiczny niż zdecydowana większość współczesnych projektów nawiązujących do spuścizny lat osiemdziesiątych, wręcz zaskakująco oczywisty w swoich nawiązaniach. Te wymieńmy z czystej przyzwoitości: Scritti Politti, New Order, wczesne Talk Talk, Spandau Ballet... Bez wątpienia wyborny zestaw, a dreszczyk emocji na plecach wywołuje fakt, że mastermindem projektu jest nie kto inny, jak Kurt Feldman (wspierany przez znanego z Violens Jorge'a Elbrechta), kojarzony najlepiej z roli perkusisty The Pains Of Being Pure At Heart. Gitary więc znowu przegrywają z syntetyzatorami, popowa wrażliwość zaprzęga kreatywność skuteczniej niż punkowy pazur (nawet zanurzony w MBV-owskim cynamonie). "Jest super, wszystko po staremu."

Jeśli do czegoś na Afar można się przyczepić, to właśnie do tej obcesowej "oczywistości" krążka. Przeglądając Internet można natknąć się na liczne krytyczne opinie względem albumu, wytykające jego ostrożność w posługiwaniu się zaabsorbowaną sprzed niemal trzech dekad paletą stylistyczną, wystudiowaną wierność wypracowanym wzorcom, pozbawioną jakiegokolwiek wkładu własnego. Nie da się ukryć, że fascynacja latami osiemdziesiątymi doszła do pewnego punktu granicznego, gdzie brzmienie retro nie jest już egzotycznym przypisem do poszukującej nowych dróg muzyki z pogranicza popu i elektroniki, ale we właściwie nienaruszonej postaci (w rozumieniu bezpośredniego kopiowania pewnych zabiegów kompozycyjnych, sposobu ekspresji) staje się jej mainstreamem.

Ciekawą antynomią tej sytuacji pozostaje cały szereg projektów (How To Dress Well, Grimes, Frank Ocean, ostatni Burial), które niekoniecznie porywają, przynajmniej mnie, pod względem piosenkowym, ale wybijają się od strony zabiegów aranżacyjno-brzmieniowych, podczas gdy "słucha się" najlepiej tego, o czym paradoksalnie nie ma za bardzo co ciekawego napisać (Rangers, Diogenes Club, Jensen Sportag...). Oczywiście są od tego wyjątki, ale generalnie żyjemy raczej w czasach analitycznej mimesis, niż eksperymentalnej brawury. A może to kwestia pop-blazy (znów się nie oszukujmy!) i ogólnego zmęczenia? Wiecie, jest ciepło, odpalamy Chic...

Nie oszukujmy się (tym razem?) – Afar to świetna płyta, która jednak zapewne zaginie za kilka lat w zalewie podobnych, siódemkowych longlplejów.. W pamięci pozostanie seksowne "I Want You Now And Always" wraz z robotyczno-onirycznym "Teletrips". I okładka, która czyni z krążka wręcz idealny soundtrack do legendarnego Another World.

Jakub Wencel    
13 sierpnia 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie