RECENZJE

How To Dress Well
Care

2016, Domino 4.5

Żebyśmy się źle nie zrozumieli: ja absolutnie nie widzę nic złego w tym, kiedy artysta ewoluuje: jak Charmander w Charizarda. Czasem jednak na drodze ewolucji coś idzie nie tak: jak Jan Wieczorkowski przemienia się w Daniela Zawadzkiego w którymśtam odcinku Klanu, albo jak Tom Krell z białego r&b/soul singera, przez folkowego barda, w ostatecznej postaci zostając electropopowym dancerem skrzyżowanym z rozmemłanym kochasiem.

Pierwsza pozycja na trackliście Care, pierwsze dźwięki klawiszy – czy te parę sekund może zwiastować coś na miarę James Blake’a z Overgrown albo chociaż tegorocznego The Colour In Anything? A czy wierzycie, że serio można poślubić z własnej woli osobę, którą widzi się pierwszy raz na oczy dopiero przed ołtarzem i spędzić z nią resztę życia (taki program nam oferują)? Odpowiedzcie sobie sami, jeśli na jedno i drugie pytanie odpowiecie twierdząco, to pewnie dalej nie zgodzicie się z żadnym moim zdaniem. Przy "Salt Song" zaczynam się zastanawiać, czy tak brzmiałby Enrique Iglesias, gdyby jednak postanowił zostać królem hiszpańskiego niezalu, ciągle jednak licząc, że Konkurs Piosenki Eurowizji zacznie promować dekonstrukcje muzyki elektronicznej. Kiedy wjeżdża "Lost Youth / Lost You" zastanawiam się, czy to jednak Ed Sheeran i czy to ścieżka dźwiękowa do kolejnej wymiętej powieści Tolkiena.

Może Blonde to nie Channel Orange. Może I Remember to nie Body Music. Ale kurczę, to ciągle są albumy, które jestem w stanie trzymać na ripicie, a Care przesłuchałam tylko jeden raz w całości (i to też z przerwami na odświeżenie głowy), bo drugi zaczynał mi już powoli sprawiać fizyczny ból – chyba te słodziutkie, popowe kompozycje zaczęły powodować u mnie próchnicę z nadmiaru cukru. Może How To Dress Well swoim długogrającym debiutem (po którym doświadczał już tylko raczej tendencji spadkowej) nie postawił sobie poprzeczki zbyt wysoko, ale Love Remains nawet jeśli nie każdemu przypadało do gustu, to jednak intrygowało czasem nawet przeestetyzowanym lo–fi. Przecież "Ready For The World" to esencja eteryczności. "What Is This Heart?" nie odkrywało białego soulu na nowo, może trochę pozbawiało złudzeń tych, którzy liczyli, że Tom Krell posiada jeszcze jakieś asy w rękawie. A Care sprawia tylko, że kolejnego albumu najzwyczajniej już nie odpalę – nawet jeśli szukacie tu tylko obiadowego popu, to chyba lepiej zjeść ten posiłek w ciszy.

Agata Kania    
6 października 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie