RECENZJE

Hot Chip
The Warning

2006, EMI 6.7

Prawdopodobnie jednym z częstszych sformułowań używanych w kontekście współczesnej muzyki jest zwrot "don't believe the hype". Na szczęście raz na jakiś czas pojawia się zespół, który udowadnia, że zdobyty rozgłos nie jest przypadkowy. Hot Chip są uwielbiani przez zagraniczne serwisy, blogi i magazyny, artyści z różnych bajek (choćby Malkmus, Adem, Plan B, Architecture In Helsinki, Junior Boys, Beck, można by tak długo wymieniać) prześcigają się w prośbach o remixy autorstwa Lodyńczyków, nowe wydawnictwo renomowanej serii DJ-Kicks wytwórni !K7 ma być dziełem chłopaków z Putney. Duże szanse na to, że będzie to najmocniejsza pozycja od czasu podobnej propozycji Erlenda, z którym zresztą Alexis Taylor (to ten chudszy i mniejszy wokalista będący jakby bardziej cool wersją Stuarta Murdocha) dzieli zamiłowanie do wielkich okularów. Przywołanie lidera Belle też nie jest zupełnie przypadkowe, słuchając The Warning kilka razy powracała do mnie myśl, że kto wie, czy Szkoci nie brzmieliby podobnie, gdyby postawili na elektronikę.

Garść historii: najpierw była self-released EP-ka o świetnym tytule Sanfrandisco E-Pee, potem nagrany w całości w sypialni u Goddarda albo Taylora debiut dla Astralwerks Coming On Strong, który przyniósł słynne "Keep Fallin'" (z jakże ważkim pytaniem "Don't you know that even Stevie Wonder sees things?") dzięki falsetowi Taylora odsyłające do Prince'a lub Becka z czasów Midnite Vultures. Na namecheckowaniu Wondera się nie skończyło, w kawałku "Playboy" Goddard kreślił krótką historię kolesia bujającego się kabrioletem po Londynie i słuchającego Yo La Tengo. Dla potrzeb recenzji przyjmijmy, że w odtwarzaczu kręciło mu się "Last Days Of Disco", numer który w pewnym seansie idealnie oddaje mój stosunek do Hot Chip. Pod słowami "I don't really dance much / But this time I did" mógłbym się przecież podpisać. Otóż to, bardziej taneczne fragmenty The Warning z każdego mogą zrobić parkietowego wymiatacza. Sam widziałem jak na niedawnym koncercie w londyńskiej Astorii zespół w pewnym sensie wskrzesił ducha legendarnych manchesterskich rave'ów w klubie Haçienda angażując wszystkich w szalony taniec przy okazji swojego największego przeboju "Over And Over" i sprawiając, że nawet eleganckie kobiety w pięknych tutaj toaletach w pełnym zapomnieniu oddawały się ekstatycznym wygibasom.

Wspomniany singlowy numer jest podobno nieco przewrotną reakcją zespołu na krytykę pewnego dziennikarza muzycznego, krzywiącego się na zbyt dużą ilość repetycji na debiutanckim wydawnictwie. Zainspirowany taktyką trenera Smudy zespół postanowił, że najlepszą obroną jest atak i odparł zarzuty najbardziej przebojowym numerem, który dała światu wytwórnia DFA od czasu "Daft Punk Is Playing In My House", do tego wyposażonym w jeden z bardziej zaraźliwych ostatnimi czasy tekstów: "Over and over and over and over and over / Like a monkey with a miniature cymbal / The joy of repetition really is in you". Hot Chip wiedzą jak się bawić, ale jednocześnie potrafią też zaprezentować bardziej refleksyjne oblicze, choćby w innym singlu, przy którym wypowiedziane wcześniej skojarzenie z Belle & Sebastian wydaje się najbardziej uprawnione, przynajmniej ze względu na tekst, który spokojnie mógłby być kolejną perełką w kolekcji Murdochowych pieśni o nieprzystosowanych dziwakach. Muzycznie "And I Was The Boy From School" brzmi jak zagubione nagranie duetu Simon & Garfunkel podrasowane elektronicznie po odnalezieniu w 2006. Dowodem na to dostępna gdzieś w sieci akustyczna wersja tego numeru, która uwydatnia ponadto, że siła Hot Chip tkwi nie tylko w świetnych bitach i zaskakująco bogatej produkcji (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że i ta płyta w dużej częsci została nagrana w warunkach domowych), ale także w bardzo dobrym songwritingu.

Nie samymi singlami The Warning stoi, tym bardziej, że trzeci z nich, "Colours", nie dorównuje żadnemu z poprzednich. Weźmy jednak "(Just Like We) Breakdown", który od pojawienia się w tle motywu na wysokości 1:28 przeradza się w jeszcze jeden hołd złożony elektronice 80s. Nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że prawie tak udany jak to, czego dokonali Junior Boys na tegorocznym albumie. Szkoda, że zaraz potem pojawia się "Tchaparian", utwór, który nawet na gorszym niż The Warning albumie debiutanckim mignąłby niezauważony. Czego nie można powiedzieć o kolejnym wybijającym się momencie płyty, czyli "Look After Me" (ach, te skrzypce), gdzie wydawać by się mogło banalne zdanie "Look after me and I will look after you / That's something we both forgot to do" odsyła nas (znów) do emocji, które mi osobiście kojarzą się z tekstami Greenspana. Ten intymny natrój zagubienia i pustki kontynuują panowie w kawałku tytułowym ("I'm looking for a home for my malfunctioning being") psując go nieznacznie nie do końca jasnym ostrzeżeniem z refrenu, gdzie Taylor stwierdza, że Hot Chip połamią Ci nogi.

Na szczęśliwców, którzy jednak dotrwają cali i zdrowi do końca albumu czeka nagroda: przepiękny closer "No Fit State", znów zanurzony w sosie lat 80-ych, Human League spotyka OMD takie takie. Panowie wyznają w nim: "I'm in no fit shape / To make a record of my life". No i dobrze mates, ja też mam nadzieję, że The Warning to dopiero rozgrzewka.

Tomasz Waśko    
28 grudnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie