RECENZJE

Hope Of The States
The Lost Riots

2004, Sony Music 3.9

Ej, ale jak to jest na tych Wyspach. Zawsze nie wiedzieć czemu dostanie jakiś przeciętny szajs odpowiedniego kopa od dużej wytwórni, a później się wszyscy zasłuchujemy, mrugając z niezrozumieniem oczami. A jak wybitna kapela, z Minneapolis powiedzmy, próbuje zapukać do drzwi wielkiego biznesu, to niechętnie ją przyjmują. Ktoś powinien się z takich grzechów wyspowiadać, serio. Bo na razie zespół Hope Of The States wart jest bardzo niewiele; mogliby się natomiast znakomicie przydać strojąc gitarę Grasshopperowi, ot co. Debiutancki krążek młodego kwintetu z Chichester robi wrażenie zgrabnie rozplanowanego artystycznego oszustwa. Cosmic americana dla depresyjnych piętnastolatków, chodzących na co dzień ze spuszczonymi głowami, ale trochę zbyt niedojrzałych, żeby doznawać przy tekstach Coyne'a. "Keep your friends close / Your enemies won't matter in the end". That's deep! Czasem mam wrażenie, że te wszystkie nowe angielskie bandy – Starsailory, HOTSy – ukrywają gdzieś w tajemnicy swojego produkującego kolejne teksty o niczym Jacka Cygana i regularnie korzystają z jego usług, krzepiąc następne szeregi dojrzewających młodzieńców.

Akurat kawałek "Enemies / Friends" w okropnie sztuczny i mało kreatywny sposób realizuje formułę egzaltowanego gitarowego popu, jaką do perfekcji doprowadzili kilka lat temu Broken Social Scene, z tym, że robi to na modłę tych czerstwych brytyjskich patosów w rodzaju wspomnianego Starsailora, yuck. Częściej Hope Of The States czerpie, choć w zakamuflowany sposób, z dorobku Mercury Rev – zwłaszcza słychać to w bombastycznych wybuchach smyków; w drętwych balladowych fragmentach jak "Don't Go To Pieces" pojawia się duch Delgados, które samo w sobie jest już średnio świeżą kapelą; a kiedy w podniosłych partiach zapominają o kopiowaniu Fridmanna, sięgają po bliższe wzorce w postaci The Verve. Aha, to mają być jakieś monumentalne crescenda, ściany dźwięku. Lecz mamy XXI wiek, więc jeśli podziwiacie hollywoodzkie produkty za efekty specjalne, to powinna wam się ta płytka spodobać. Na ostatnim melanżu zaspany Kinowski wszedł do pokoju, gdzie w muzycznym tle Hope Of The States wysilali się na jeszcze jedną sterylną eksplozję. Po dwudziestu sekundach zdziwił się: "Co wy, muzyki filmowej słuchacie?". I to był najśmieszniejszy możliwy komentarz do Lost Riots.

Michał Zagroba    
26 lutego 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie