RECENZJE

Hoops
Routines

2017, Fat Possum 7.3

No cóż mogę państwu powiedzieć − wszystko wskazywało na to, że spotkamy się z niepozornym bandem Hoops właśnie w tym miejscu. Spoglądaliśmy na ich urocze demówkowe próby od pewnego czasu i gdzieś tam powoli zaczęło kiełkować takie małe marzenie o pełnym, długogrającym zestawie, w którym zabraknie czasu na przynudzanie i czerstwość. Jeśli jednak średnio kojarzycie ten zespolik, to sprawdźcie sobie poniższe linki i rzućcie uchem na niektóre kawałki wysmażone przez trio i W MIG wszystko się rozjaśni.

Jakby co, to tu mała podpowiedź: otóż panowie Drew Auscherman, Keagan Beresford oraz Kevin Krauter (był jeszcze pałker James Allen, który rozstał się z bandem) urzekli nas swoim niewymuszonym, łapczywie spijającym popowo-melodyczny nektar songwritingiem, chowającym się za lo-fi-owym kocykiem kupionym za pół ceny od starego znajomego Ariela P, który dodatkowo sprzedał tym młokosom kilka rad o pisaniu piosenek. Czy ludziom wyznającym tak bliską naszym sercom, popową filozofię, mogliśmy zamknąć drzwi do naszego biurowca? Czy mogliśmy nie przyjąć ich w nasze skromne progi? Wiadomo, że nie było takiej możliwości, a olanie Hoops byłoby ogromnym grzechem zaniechania z naszej strony. Ale spokojnie, spokojnie − "mamy to". Routines jest dokładnie tym, czego spodziewaliśmy się po debiutanckim LP bandu z Bloomington.

Album jest dalszym rozwinięciem wątków, które zostały ugruntowane na ostatniej zeszłorocznej EP-ce, a więc po pierwsze utrzymała się troska o jakość dźwięku (odpal sobie Tape #3, proszę i POCZUJ RÓŻNICĘ), choć daleko tu do sterylnej czystości studyjnych nagrań. Po drugie nadal liczy się konkret, czyli zadanie polega na tym, aby w ciągu trzech minut z hakiem (a często nawet poniżej trzech) zmieścić cały melodyczno-harmoniczny ładunek hooków i dalej czuć się dobrze. I po trzecie wreszcie − wciąż utrzymuje się, a nawet zwyżkuje, kompozytorska dyspozycja, za którą pewnie w głównej mierze odpowiada lider Drew Auscherman (choć Keagana i Kevina też szanuję − sprawdźcie sobie ten wywiad, w którym propsują Donalda Fagena, Jeffa Porcaro, Prince'a czy Fleetwood Mac). Już od pewnego czasu koleś bardzo nieśmiało zaglądał do pokoju z najbardziej zasłużonymi songwriterami dekady (mam nadzieję, że typ pociągnie to zjarane prince'owskie post-disco dalej i wypuści coś większego), ale po debiucie Hoops widzę go już w stawce wśród najlepszych. I może na tym zakończmy tę obligatoryjną notkę, bo wreszcie pora na to, aby dobrać się do dania głównego, czyli piosenek.

Teoretycznie jesteśmy na boisku gitarowego popu, ale klawisze wyśmienicie dopełniają te kunsztownie ułożone utwory, więc Ariel Pink może czuć się zadowolony. Całe Routines otwiera jednoznacznie kojarzący mi się z zadymionym feelem Radio Dept. (który wróci w finałowych utworach) "Sun's Out" i od samego początku notuję sobie w głowie fragmenty, które będę nucił przez kolejne tygodnie − jazda zaczyna się od instrumentalnej melodyjki w drugiej części. Dalej leci chwalony już przeze mnie kawałek Lady Pank, a potem znane z Tape #2 (jeszcze w wersji demo) "On Top", opracowane już w zgodzie z obecnym kursem Hoops, dorzuca kolejną serię piekielnie chwytliwych motywów (Matt Mondanile na pewno to lubi). "Benjals" to treningowy instrumental pełniący rolę smacznego przerywnika, a po nim Hoops nie zwalniają tempa i dosłownie w każdym tracku przytłaczają słuchacza obfitym strumieniem melodycznej ambrozji.

Nie potrafię bronić się przed kapitalnym songwritingiem ducktailsowego "Burden", nie umiem zachować kamiennej twarzy przy rozczulającym klawiszowym festiwalu "On Letting Go", nie jestem w stanie zliczyć akordów petardy "The Way Luv Is", czuję się bezbronny w walce z obezwładniającą pętlą i real-estate'owym mostkiem "Management" i kapituluję w starciu z demarkowym "All My Life". Nawet wieczorno-liryczna końcówka w postaci dwóch ostatnich indeksów doskonale wygasza i koi gorączkę hooków, którymi Hoops bombardowali przez ostatnie 26 minut. Tak jest, zero wypełniaczy, same trafienia i garść faworytów. To co, jeszcze jeden ripit Routines? "Oczywiście, jak najbardziej".

Tomasz Skowyra    
4 maja 2017
BIEŻĄCE
Gang Śródmieście"Discopolka"
KortezMój Dom