RECENZJE

Hives
Tyrannosaurus Hives

2004, Interscope 5.5

Jeśli masz ochotę na powrót do prawdziwego gitarowego olskulu, ognisty straightforward punk, szczery entuzjazm garage-rocka i chwytliwe modsowe chorusy, to pięciu szwedzkich burków w garniturkach kłania się w pas. Autoironiczny tytuł mówi wiele: kolesie nie mają do zaoferowania kompletnie nic, czego nie znalibyśmy już z katowanych sto razy krążków Stonesów, MC5, Stooges, Buzzcocks, ewentualnie Who. To jednocześnie najmniej kontrowersyjna i niestety najnudniejsza kapela medialnego hype'u. Perła z Acid Drinkers opowiadał wczoraj w programie ITV, że grupa nie wybije się, nie odniesie prawdziwego sukcesu, jeżeli nie wypracuje świeżego stylu. Bo bez własnego muzycznego charakteru, ponoć nikomu zaistnieć się nie uda (dlatego Perła stara się z heavy-metalowym Guess Why o oryginalność). Przykład Hives, broniących się jedynie solidnym materiałem, sugeruje inaczej. W sumie szacunek za to, że te swoje sklonowane punkowe erupcje ubierają w takie prostokątne, równo skrojone formy i ratują jeszcze energię, prezentując entuzjazm niczym z występu live. Jak oni to robią, bo ja tu zasypiam.

Michał Zagroba    
27 kwietnia 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy